<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272</id><updated>2012-02-21T17:00:25.592+01:00</updated><title type='text'>everybodyknowsthat</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>64</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-109314469103453581</id><published>2011-12-30T22:10:00.004+01:00</published><updated>2011-12-30T22:51:03.775+01:00</updated><title type='text'>Ładni chłopcy bez prawa jazdy i brzydcy z telewizorem plazmowym</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Się nie powstrzymam. Kiedy wciąż krążę wokół niespecjalnie zdarnego pytania jak to możliwe, że ci przystojni i inteligentni chłopcy nie pokusili się o posiadanie prawa jazdy? Tak. Problem to żaden i nie ma się nad czym zastanawiać. A jednak stojąc w korku, płacąc kolejny mandat za złe parkowanie i zastanawiając się, skąd tu na kolejne naprawy starego wozu wziąć, uświadamiam sobie, że ci mądrzy chłopcy (i wciąż przystojni, nic się od poprzedniego zdania nie zmieniło) posiedli jakąś tajemną wiedzę o życiu, na którą mnie zmotoryzowany ojciec uodpornił. Bo kiedy czasami zerknę zza szyby, widzę tylko smutnych i mało ciekawych chłopców. Ci mądrzy nie prowadzą samochodów, bo ich zainteresowania nie potrzebują przełożenia na sześciobiegową skrzynię i mocny silnik pchany przez setki koni. Oni, ci ładni chłopcy, myślą inaczej, jak Scout Niblett myślą, że tam się ktoś płci przeciwnej zaraz znajdzie, poprowadzi i do Nevady zabierze. Piętnaście godzin i już na miejscu. Tak. Rozsądnie. Oni nie zaprzątają swego cennego umysłu ceną paliwa i brakiem oleju w silniku. Ci piękni chłopcy, bez prawa do jazdy, nie mają potrzeby ścigania, chyba, że w kwestii intelektu, na erudycyjne zawody chodzą, kto pierwszy na czerwonym, &lt;b&gt;zatrzymującym&lt;/b&gt;, świetle, ten pacan. Tak. Pacan. Się zatrzymał, intelektualna niezdara.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Za to Ci brzydcy chłopcy z osiedla na Pradze, co to sklejone włosy mają, wódą i potem śmierdzą, ci ścigać się lubią na telewizory. W sklepie CośAGD stoją naprężeni i zbaranieli w kolejce, bo ich brzydkie dziewczyny obsługują dzisiaj, ani żartu seksistowskiego nie zrozumieją ani na browara nie pójdą. Co? Ale telewizor plazmowy mają, wieszają go modnie na ścianie, na takim metalowym stelażu, którego cena przekracza ich możliwości finansowe i dużo wyższa jest niż sobieska flaszka (historia, a co!). Ale telewizor potrzebny jest prawie tak, jak te konie w starym Oplu. Wtedy żaden tłusty włos nie przeszkodzi, sylwestrowe koncerty, prowadzone przez brokatowe damy jak ze snu, można w hd zobaczyć. A to jest coś. Lady Punk, Lady Gaga, Lady coś tam z ameryki przyjechało do nas, do Warszawy to przyjechało!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W tym samym czasie ładni i inteligentni chłopcy (bo nic się nie  zmieniło od poprzedniego akapitu) noszą białe koszule, zamawiają taxówki  prowadzone przez głupich chłopców, biorą rowery, rewolwery i inne takie  narzędzia, jadą w świat palić brzydkie idee, tłuste włosy na ekranie hd  i znoszone emocje. Oni mają cele wyższe, że świat naprawić, że wcielić,  że naprostować, że. No. I tylko wiatr ich słyszy, bo prawa do jazdy nie  mają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/h_V8HiDxqgA/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/h_V8HiDxqgA&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/h_V8HiDxqgA&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-109314469103453581?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/109314469103453581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/12/adni-chopcy-bez-prawa-jazdy-i-brzydcy-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/109314469103453581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/109314469103453581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/12/adni-chopcy-bez-prawa-jazdy-i-brzydcy-z.html' title='Ładni chłopcy bez prawa jazdy i brzydcy z telewizorem plazmowym'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1212762023281019069</id><published>2011-12-26T19:38:00.004+01:00</published><updated>2011-12-26T19:49:38.886+01:00</updated><title type='text'>Zachęty zachęta</title><content type='html'>Już nawet przestałam zachodzić w głowę po co komu tyle dni świątecznych w obrębie jednego wydarzenia. Zaszłam za to z Odolańskiej na Królewską nie spotykając specjalnie nikogo, specjalnie na czerwonym świetle ze spokojem przechodząc. Miasto puste trędowate. Śliczne. Gdyby tylko o to "światło" chodziło, bawilibyśmy się chucznie i pogańsko jedną noc, jeden dzień, jedzenie, wino, wódka, dość. Trzy dni aplikujemy bez sprzeciwu, świat stoi, "nie ma mleka w tesco" i kolacji zjeść na mieście nie da się. Najeść się sztuką trza, skoro przynajmniej galerie narodowe postanowiły przerwać ten napchany smutek spod stołu.&lt;br /&gt;A w Zachęcie w dzień świąteczny takie słyszy się rozmowy : "sztuki współczesnej nie rozumiem, może nareszcie poszlibyśmy do jakiejś normalnej galerii". "Handlowej?"- pytam. W towarzystwie bogatej dokumentacji prezentującej ataki społeczeństwa polskiego na sztukę współczesną i byłą dyrektor Zachęty, komentarze tego rodzaju przyprawiają mnie o zimny pot na rozgrzanym czole (z wrażenia, bo wystawa dobra jak świąteczny smakołyk). Pojawia się lęk, który miewam w ciemnym lesie, kiedy gałęzie niechcąco zaszeleszczą. Szeleści też papierowa informacja o wystawach w dłoni komentujących. Czarny druk na białym papierze, jasne, klarowne zdania, żeby nie było, że hermetyczny z Zachęty idzie przekaz. Na nic to, "sztuki współczesnej nie rozumiem" tak czy siak i niech mnie kto próbuje przekonywać! Jestem daleka od cieszenia się sporą frekwencją w galerii, cieszyła by mnie za to odrobina zaangażowanego wysiłku. Przy kasach leży stos kolorowych broszurek, przyciągających wzrok najbardziej odpornego klienta, broszurek z głupawym tłumaczeniem się ze sztuki. Jaki odbiorca, taki komunikat. Można to wziąć ze sobą do domu, przeczytać na lekcji w podstawówce albo jednym ruchem zrobić sobie z tego wachlarz dla odpędzania wrażeń. Zachęta do sztuki więc zachęca : chcecie wiedzieć czym jest sztuka współczesna, chcecie w końcu wiedzieć czy praca opowiada historię, zastanawiacie się ile czasu potrzeba dla obcowania z dziełem? Wszystko to grubą, tłustą jak Wasze karpiki na talerzu, czcionką zapisaliśmy. Żebyście nas w końcu pokochali, uznali za swoje, no, przygarnęli trochę, trochę popieścili tylko. Trochę!!!&lt;br /&gt;A więc to taki jest ten tajemniczy odbiorca, o którego się tak zabijamy, a więc to ten typek, dla którego ja gotuję swoje wyprute flaczki. Wystawa Macugi mnie przygniotła i przeraziła, ale "normalne galerie" są dzisiaj zamknięte. Zresztą, żadna w nich podnieta intelektualna mnie nie spotka. Za to nie znam dnia ani godziny, kiedy w mojej skrzynce pocztowej znajdę pierwszą kartkę z wykaligrafowanym "spierdalaj dziwko z naszego świątecznego miasta".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3LyMYF0Jk6g/TvjArzbMYYI/AAAAAAAABCY/srVMdR4UOBg/s1600/001871.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="111" src="http://1.bp.blogspot.com/-3LyMYF0Jk6g/TvjArzbMYYI/AAAAAAAABCY/srVMdR4UOBg/s400/001871.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1212762023281019069?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1212762023281019069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/12/zachety-zacheta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1212762023281019069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1212762023281019069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/12/zachety-zacheta.html' title='Zachęty zachęta'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-3LyMYF0Jk6g/TvjArzbMYYI/AAAAAAAABCY/srVMdR4UOBg/s72-c/001871.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6650348769041374381</id><published>2011-12-23T20:52:00.000+01:00</published><updated>2011-12-23T20:52:31.995+01:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>Jeden z najsmutniejszych obrazków "świątecznego" miasta to rozpruty Plac Wileński, rozgrzebany pazurem, z tym wąskim, obrzyganym chodniczkiem gdzieś&amp;nbsp; pomiędzy zieloną metalową kurtyną a obsikanym murem zaniedbanego budynku. Po tym chodniczku płynie rynsztokiem smutny tłum ubrany szaro nijak, sześć zielonocarfour toreb w sześćdziesięciu rękach, każda z czymś prawdziwie zbędnym i tanim. Plus wciąż ruszający się, umierający karp. Wszystko tu zdycha przykryte niebieskim billboardem z powodującą torsje grafą Euro 2012. Nie taka była nasza sprzed miesiąca umowa, Warszawo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6650348769041374381?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6650348769041374381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/12/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6650348769041374381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6650348769041374381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/12/blog-post.html' title='...'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-211677096082592427</id><published>2011-07-30T19:22:00.000+02:00</published><updated>2011-07-30T19:22:59.907+02:00</updated><title type='text'>Utopijne sny urbanistyczne</title><content type='html'>Trochę czasu poświęciłam ostatnio utopijnym wizjom mikro-społeczeństw amerykańskich. Nie pozostało to bez znaczenia dla układających się we śnie obrazów i znaczeń. W prawdzie moje sny nie mają charakteru predykcyjnego i nie pojawiają się w nich skrywane marzenia moich znajomych (znam jedną osobę, która ma taką moc), zazwyczaj śnią mi się czyjeś nigdy nie wykonane instalacje, moje udane wystawy z przyszłości albo dziwne krainy i jeszcze dziwniejsze zdarzenia,w których stale obecni i bardzo aktywni okazują się być moi najbliżsi znajomi. Tym razem było zaskakująco, otwierałam oczy oszołomiona. Obudziłam się z nieswoimi przemyśleniami z zakresu urbanistyki (sic!!!) i z nieswoją raczej ideą na ustach. Do tej pory trudno mi wypowiedzieć się na ten temat, niby poniższe postulaty pojawiły się w mojej czaszce, mam jednak wrażenie, że do mnie nie należą. Zawarta w nich nieznośna utopia, ich quazi pragmatyzm, specyficzne podejście do własności ziemskiej oraz nieco, jakby nie było, anty-społeczne podejście do kwestii planowania miasta, ogromnie mnie zaskoczyły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Należy zaprzestać ekspansji urbanistycznej terenów do tej pory niezagospodarowanych, tym samym raz na zawsze zakończyć proces rozbudowy istniejących już miast, powstrzymać proces przyłączania terenów podmiejskich oraz dzikiego zawłaszczania nieużytków w celu budowania kolejnych przedmieść do przedmieść. Przedmieścia i tak są w Polsce obskurne, nie należy więc obskurze tej pomagać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Lepiej dobrze przeorganizować istniejącą już tkankę miejską niż dobudowywać doń kolejne, nowe, za chwilę tak samo nieużyteczne, betonowe wrzody. I tak : istniejące pustostany skatalogować, odnowić, przywrócić ich pierwotną, utraconą funcję. Tego rodzaju polityka lokalowa jest o wiele bardziej ekonomiczna i ekologiczna. Nowe budynki i osiedla mogą być budowane jedynie w miejscu starych, wyburzonych z powodu bardzo złego stanu technicznego. Ludności być może przybywa, ale z całą pewnością nieprzydatnych, drogich "apartamentów" przybywa więcej i szybciej. Jest z nimi jak z jedzeniem w lodówce - posiadanie pełnej lodówki jest nieekologiczne i aroganckie, bo połowa znajdujących się w niej produktów znajduje się tam tylko jako figura ozdobna dla uzyskania efektu "posiadania pełni", która po skończonej dacie przydatności ląduje zmarnowana jako pustka w koszu. Podobnie jest z lokalami, ich podaż dawno przekroczyła popyt, istnieją sobie puste tylko dla budowania efektu quazi-dobrobytu. Chamskie to działanie, które kompletnie pod uwagę nie bierze ciała, jakim jest miasto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Ziemia jest wspólna. W prawdzie określenie to jest bliższe abstrakcji i stwierdzeniom "Państwo sprzedało zboże", w których za jakąś ujawioną czynnością kryje się wiele nieujawnionych, nieistniejących podmiotów i przedmiotów (Państwo jako podmiot sprzedający nie istnieje, to byt abstrakcyjny. W jaki sposób byt abstrakcyjny, fikcyjny, może sprzedawać zboże? Jakie w ogóle zboże?). Ziemi sprzedać, kupić, przehandlować na rynkach wtórnych i pierwotnych się nie da, zakrawa to o niebezpieczny proceder sprzedaży idei, fikcji, czegoś, co nie istenieje.&amp;nbsp; Podobnie jak nie da się pokroić ziemi na kawałki i oddać jej właścicielom, bo wtedy właściciele pozostaną bez ziemi pod nogami. Ziemia jest tym dobrem, którego nigdy nie będzie więcej, a z czasem będzie mniej. Należy zaprzestać precederu sprzedaży ziemi, w innym wypadku już niebawem będziemy poruszać się między wysokimi płotami płacąc za przejście wąskim chodnikiem. &lt;br /&gt;Podobnie należy odebrać ziemię wszelakim urzędom miejskim. Miasto nie może posiadać ziemi, ziemia nie należy do miasta i być może jest dokładnie odwrotnie. Póki co, zarówno miasto jak i ziemia są pojęciami abstrakcyjnymi. Tym bardziej uzurpowanie sobie prawa do posiadania ziemi, i co za tym idzie, do nakładania opłat za jej wykorzystanie (ładnie nazywa się to "dzierżawieniem") to jakiś niezły fortel śmierdzący nadużyciem.&amp;nbsp; Nieetycznym jest przywłaszczanie sobie dobra wspólnego przez jakiś bliżej nieokreślony abstrakcyjny i samozwańczy twór jakim jest każdy "urząd". Ów urząd nigdy nie wyprodukował dobra jakim jest ziemia, nie ma więc prawa do ustalania opłat za stąpanie po niej, stanie, spanie, sprzedawanie. Tym bardziej, że najczęściej opłata za korzystanie z 'miejskiej ziemi' dotyczy raczej korzystania z sufitu sąsiada, na którym mieści się nasze lokum i gruntu nawet nie dotyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Wysoka zabudowa miejska powinna być skoncentrowana w centrum, tak aby kolejne obszary miasta i przedmieść były coraz niższe, zbliżając strukturę architektoniczną miasta bardziej do lekkiego wypiętrzenia ziemi niż chaotycznych wyprysków na całym pooranym ciele ziemskim. I tak centrum powinno oznaczać się wertykalnością, natomiast przechodząc w coraz odleglejsze dzielnice - zmieniać charakter na bardziej horyzontalny. Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że budynki typu dom jednorodzinny znajdują się daleko na skraju miasta przez swą niską zabudowę. Za to między nimi a centrum płynnie rozkładają się wszystkie pozostałe wielopiętrowce, pozostawiając&amp;nbsp; miejsce dla najwyższych (a niechże mają i dwa tysiące pięter) w samym centrum. Ostatnie kręgi przedmieść to zabudowa najskromniejsza, jednopiętrowa, parterowa i niższa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzcie lub nie, to wszystko mi się przyśniło. W śnie tym stałam wysoko nad miastem obserwując z daleka jak zachodzą w nim zmiany. Kiedy rano otarłam oczy, strząsając ten rozbuchany sen, zdąrzyłam jeszcze zanotować pokrótce czym był i naszkicować to centryczne założenie urbanistyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cbIo_BkcJ8c/TjQ5TK-tT2I/AAAAAAAAAMk/bMjGibXZSKo/s1600/szybki-szkic.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-cbIo_BkcJ8c/TjQ5TK-tT2I/AAAAAAAAAMk/bMjGibXZSKo/s1600/szybki-szkic.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-211677096082592427?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/211677096082592427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/utopijne-sny-urbanistyczne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/211677096082592427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/211677096082592427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/utopijne-sny-urbanistyczne.html' title='Utopijne sny urbanistyczne'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-cbIo_BkcJ8c/TjQ5TK-tT2I/AAAAAAAAAMk/bMjGibXZSKo/s72-c/szybki-szkic.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-4065160149601057367</id><published>2011-07-29T02:22:00.004+02:00</published><updated>2011-07-29T10:38:08.200+02:00</updated><title type='text'>Plemienne nawyki współczesnych europejskich osadników</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;          &lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Baudrillard miał rację, pisząc „wystarczy popatrzeć na francuską rodzinę, jak układa się na plaży w Kaliforni, aby poczuć cały ohydny ciężar naszej kultury (...) Po amerykańskich plażach dużo się spaceruje ; Francuzi rozkładają się obozem na swych lennych włościach z piasku". Oczywiście, niedaleko mi szukać potwierdzenia tego porównawczego opisu społecznych przyzwyczajeń.&lt;br /&gt;I mniejsza teraz o miejsce, ostatecznie wszystkie nadmorskie miejscowości są takie same. I chociaż na południu ogłoszono kolejny stopień zagrożenia powodziowego, na północy pogoda sprzyja osadnictwu plażowemu. Dzielnie na barkach przyniesiony ekwipunek w końcu można ulokować w przestrzeni. Tylko chwilę zajmuje wyszukanie odpowiedniego miejsca, sekundę zaledwie podjęcie decyzji o zakładaniu osady. Tu się nogą kamień odsunie, tam wygłaszcze się piasek, musi być dobrze. Przystępujemy do budowy tymczasowych schronień, których sens bytu jest bardzo dyskusyjny. Potrzeba zawłaszczenia przestrzeni i przeorganizowania jej na kształt prywatnego, tymczasowego raju, jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i poszanowanie dobra wspólnego. Na co dzień schowani w ciasnych klitkach z wielkiej płyty, gdzieś pomiędzy wersalką a umywalką, nie potrafimy docenić i przystosować się do przestrzeni mniej zorganizowanej, bardziej swawolnej, bardziej otwartej. Anektujemy szybko, co się tylko da, czy jest to tramwaj, pociąg czy plaża. Zaklepujemy maniakalnie swoje terytorium, które do nas wcale nie należy, zasiedlamy je fizycznie i, co być może gorsze, werbalnie. Podział ról w procesie tworzenia osady jest stereotypowo nieznośny, na przykładzie takiej błahej czynnostki, jaką jest "osiedlanie", można przeprowadzić szereg badań nad patriarchalnym modelem społeczeństwa. Podział ról w budowaniu mini osady jest także dosyć przewidywalny, przypomina trochę zachowania z epoki kamienia łupanego. Panowie więc łupią, a jakże, w drewniane kijki gumowymi narzędziami. Swoją drogą, podziwiam zmysł pragmatyczny nakazujący zabranie ze sobą gumowego młota nad brzeg morza. Raczej nie przyszło by mi do głowy, chyba, że moim zamiarem byłoby ubicie plażowego ptactwa. Panie, w czasie przez panów na młotkowanie poświęconym, po prostu dbają o ciepło domowego gniazdka ; tu kocyk, tam kocyk, na nich specjalne kuferki pełne smakołyków, czapeczki, kremiki, parasolki, grabeczki, piłeczki - słowem, to, co ma czas umilać i przestrzeń upiększać w solidnie zbudowanym królestwie. Panowie, kiedy już mur osady zbudują, młotek i kijki odłożą, zabierają się za a).konsumpcję wcześniej upolowanego pożywienia, b.) stojąc w pozycji pana, władcy i wodza, prężąc przy tym swe opalone wydatne ubrzuszenie, obserwują dal nieopodal dla potwierdzenia dobrze podjętej decyzji i, co ważniejsze, dla oswojenia sąsiedztwa. Pociechy za to, wedle prawideł, dbają o odpowiedni poziom decybeli, gdzieś już te małe diablątka posiadły wiedzę o świecie współczesnym, w którym decybel ważną piastuje funkcję. Wykorzystują to. Zawłaszczają teren w sposób najbardziej terrorystyczny - werbalny.&lt;br /&gt;Kiedy już zostały zbudowane osady z tkaniny i kijka oraz kilku dodanych, gotowych materiałów (patrz. mini namiociki w jakimś celu skonstruowane, dmuchane zbędniki made in china i gadżety wszystkie do czterech złotych), wszystko po dwugodzinnym wysiłku przygotowane, bezpieczeństwo rodziny zagwarantowane, gniazdko od wiatru chronione, litr trunku w między czasie skonsumowany … a tu nagle zaczyna padać kompletnie nieoczekiwany deszcz! Tego nie było w planach.&lt;br /&gt;Ja zwijam swój koc, książkę i niedopitą flaszkę wina. Odchodząc obserwuję panikę w obozowiskach, bo jakoś żadne z nich, pomimo poświęconego czasu i energii, nie zostało pomyślane jako element trwały, który deszcze potrafi przetrwać, od deszczu "rodzinę" uchronić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span lang="CS" style="font-size: small;"&gt;Osady - przekrój przez design małej formy plażowej :&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span lang="CS" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GwzBfIc8x28/TjH8fIpxtbI/AAAAAAAAALc/CsQrtnS-Yqs/s1600/P1080628.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-GwzBfIc8x28/TjH8fIpxtbI/AAAAAAAAALc/CsQrtnS-Yqs/s320/P1080628.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-I-Uu4sXPSjc/TjH8fpX0A4I/AAAAAAAAALg/p6WLfMz9r6w/s1600/P1080639.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-I-Uu4sXPSjc/TjH8fpX0A4I/AAAAAAAAALg/p6WLfMz9r6w/s320/P1080639.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-UewM1Wozwzg/TjH8gL93SzI/AAAAAAAAALk/9q8WL1Wo8ps/s1600/P1080640.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-UewM1Wozwzg/TjH8gL93SzI/AAAAAAAAALk/9q8WL1Wo8ps/s320/P1080640.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-oIAeSp9K754/TjH8gt2tseI/AAAAAAAAALo/_h-klNEiMCA/s1600/P1080642.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-oIAeSp9K754/TjH8gt2tseI/AAAAAAAAALo/_h-klNEiMCA/s320/P1080642.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-py_Tt24g4Js/TjH8hCfGjmI/AAAAAAAAALs/K85x8kBdeWM/s1600/P1080650.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-py_Tt24g4Js/TjH8hCfGjmI/AAAAAAAAALs/K85x8kBdeWM/s320/P1080650.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-NMkqAiw8lqM/TjH8hv7BL4I/AAAAAAAAALw/faEPwj_54CI/s1600/P1080652.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-NMkqAiw8lqM/TjH8hv7BL4I/AAAAAAAAALw/faEPwj_54CI/s320/P1080652.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7fK_ut42CoE/TjH8h9twHvI/AAAAAAAAAL0/XeJ7GmUUa_c/s1600/P1080653.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-7fK_ut42CoE/TjH8h9twHvI/AAAAAAAAAL0/XeJ7GmUUa_c/s320/P1080653.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: inherit; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MN67KFjthck/TjH8inpRlDI/AAAAAAAAAL4/PbfdWKtxYS0/s1600/P1080694.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-MN67KFjthck/TjH8inpRlDI/AAAAAAAAAL4/PbfdWKtxYS0/s320/P1080694.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span lang="CS" style="font-size: small;"&gt;opuszczona osada, czyli tzw. Ghost-beach town&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-4065160149601057367?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/4065160149601057367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/plemienne-nawyki-europejskich.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4065160149601057367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4065160149601057367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/plemienne-nawyki-europejskich.html' title='Plemienne nawyki współczesnych europejskich osadników'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-GwzBfIc8x28/TjH8fIpxtbI/AAAAAAAAALc/CsQrtnS-Yqs/s72-c/P1080628.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-131650491440182714</id><published>2011-07-23T01:17:00.007+02:00</published><updated>2011-07-23T09:22:13.530+02:00</updated><title type='text'>Chory horo</title><content type='html'>...a wszystko przez ten elektroniczny, kompaktowy dziwoląg, jakim jest iGoogle. I wszystko przez, niezbyt rozgarnięte, przyznam, ale moje prywatne ustawienia w tymże serwisie. Ustawienia idealnie spersonalizowane,&amp;nbsp; skrojone trzeźwo dla moich miernych, elektronicznych potrzeb, spotykające się z moim ilorazem i iloczynem na wyżynach moich iWymagań.&lt;br /&gt;Każdego dnia rano, po zalogowaniu się do serwisu mało skomplikowanym hasłem, otrzymuję od iGoogla pakiet słodkich elektronicznych podarków opakowanych kolorowo niczym super news w tabloidzie. Obok niebieskich cyfr kursu dolara (bardzo to przydatne), wyników lotto (najprzydatniejsze, szczególnie, gdy się ni złotówki nie postawiło), prognozy pogody dla stolicy Polski, rozpiski dla TVP Kultura i Ale Kino, nieużywanego mahjongga i repertuaru warszawskich kin, otrzymuję, na własne życzenie, a jakże!, codzienny, jedno-, no, góra dwuzdaniowy, &lt;b&gt;horoskop&lt;/b&gt;!&lt;br /&gt;Swego czasu, trochę z ciekawości, trochę poddając się wpływowi wrodzonej cechy czerpania przyjemności z szukania dziury w całym (horoskopie), kopiowałam te codziennie wysyłane mi przepowiednie oraz życiowe porady, sprawdzając jednocześnie częstotliwość wysyłania tego samego tekstu w ciągu jednego miesiąca. Tekstu, który być może ma siłę rujnowania/budowania ludzkiego nastroju. Bywało różnie, a jakże, ale, nie przesadzając, trzy razy w miesiącu miałam przynajmniej okazję&amp;nbsp; bez pamięci się zakochać, dwa razy w miesiącu obiecywano mi powodzenie finansowe i awans (hello, pani kultura!!!) , co najmniej pięć razy (a to już o wiele za dużo i nawet moja energia temu wyzwaniu nie sprosta), pięć razy w miesiącu miałam szansę na zmianę swojego życia, kilka razy w miesiącu, dla równowagi, otrzymywałam jakąś reprymendę "zweryfikuj, spójrz, zauważ że, zastanów się". Zabawa w kopiowanie&amp;nbsp; googlowego "horoskopu" wciągnęła mnie tak dalece, że zaczęłam prowadzić prywatne statystyki, słupki i krzywe dotyczące swojej kondycji życiowej na podstawie danych o 'rakach' zaczerpniętych z popularnego serwisu. Według skopiowanych przepowiedni, moje życie jest upierdliwie, modelowo serialowe, jestem permanentnie in love with i tylko czasami występuje jakaś rysa, pęknięcie i muszę zastanowić się who is he/she. Ale to przecież dla mnie pestka.&lt;br /&gt;Aż tu nagle wczoraj, jak grom ze stołecznego nieba w Cud nad Wisłą : "życie nie polega na tym, by jedynie brać ale na tym, by także dawać. Aby czuć się szczęśliwym musisz umieć zachować równowagę pomiędzy braniem i dawaniem. Czas, by przyjrzeć się, czy dajesz innym tyle, ile otrzymujesz" - przeczytałam uspokajającym, powolnym, kobiecym głosem pochodzącym z jakiegoś wymyślonego na poczekaniu 'TV HiroHoro'.&lt;br /&gt;Oczywiście długo się nie zastanawiając, wzięłam kartkę, długopis (bardzo niepopularny to styl) do ręki i liczę :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dostaję od jednej osoby dużo, ale jednak zatrważająco mało daję. Jestem od lat na minusie dawania. Fuck! Chwila przerwy w tych trudnych matematycznych kalkulacjach, bo nie wygląda to zbyt dobrze. Łyk wina i liczę dalej.&amp;nbsp; W pamięci i na kartce układam słupki zbudowane ze wszystkich swoich przyjaciół i znajomych, dzieląc i mnożąc nasze wspólne sprawy, poświęcenia, spotkania, ilość wysłanych smsów, napisanych zdań, poświęconych atencji, wykonanej pracy w dobrej sprawie, wypowiedzianych pozytywnych kwestii, wykonanych rozmów, pokonanych kilometrów, kaw wypitych i energii przekazanych. I znowu jestem na minusie. Fuck! Na bardzo dużym minusie. Tu dodać - daję. Tam odjąć - też daję. Równa się - daję. Z prostego rachunku zysków i strat wynika, że w porównaniu z tym, co jestem w stanie otrzymać, zbyt wiele z siebie daję. Też jestem zdziwiona, ale zaufajmy szanownej matmie. Rachunek się nie zgadza, cyfry pod kreską daleko odbiegają od zera, exele się zawieszają. Jestem, przez Was, na skraju emocjonalnego bankructwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, jakby nigdy nic, iHoroskop na dziś mówi mi, że :&lt;br /&gt;"Koniec dnia będzie okresem&lt;b&gt; spokoju i harmonijnego&lt;/b&gt; porozumienia między  Tobą a Twoim partnerem, rodziną i &lt;b&gt;całym światem&lt;/b&gt; (!!!!-przyp.L). Będzie to dobry czas  dla ważnych rozmów, wyjaśniania nieporozumień i sporów."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgoda, pod warunkiem, że to oznacza wyrównanie długów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aqWV3OBw2qs/Tin8k-_JfrI/AAAAAAAAALU/AlRKvDFpiPI/s1600/igoogle.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="337" src="http://1.bp.blogspot.com/-aqWV3OBw2qs/Tin8k-_JfrI/AAAAAAAAALU/AlRKvDFpiPI/s640/igoogle.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-131650491440182714?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/131650491440182714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/chory-horo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/131650491440182714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/131650491440182714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/chory-horo.html' title='Chory horo'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-aqWV3OBw2qs/Tin8k-_JfrI/AAAAAAAAALU/AlRKvDFpiPI/s72-c/igoogle.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6288710347620073788</id><published>2011-07-12T02:32:00.007+02:00</published><updated>2011-07-12T03:38:30.524+02:00</updated><title type='text'>Osobisty miłosny timeline z ostatnich tygodni</title><content type='html'>Mój umysł i moje oko to obiektywy uzależnione połączone. Łapią mi świat w formie kolejnych ujęć gotowych do zmontowania. Idealnie je dobierając, nie przesadzają z długimi ujęciami, lubią te trudniejsze kadry i nie dbają o komfort widza. Klap - nowa scena, klap - kolejna, wystarczy czasami odwrócić głowę i nastawić ucha. Dobrać odpowiedni czas ekspozycji i gdzieś na prywatnym hardwarze budować nieznośny film. Film, który sam się od niechcenia montuje, zawsze opowiadając tę samą, ograną na tysiące sposobów, historię.&lt;br /&gt;W. J. T. Mitchell powiedział dziś, że prawie każde szaleństwo w filmie oprawione jest w burzę, deszcz lub inne atmosferyczne demony.&lt;b&gt; &lt;/b&gt;Musi to być prawda - pada. A na moim szalonym timelinie kreują się sceny jakoś tak niechcąco przyprawiające mnie o zimne dreszcze i mokre plecy. Być może potrzebna mi rzeczywistość w formie klatki, by w ogóle ją przyswoić. Klatki jestem w stanie bez problemu zestawić na prywatnym timelinie ze swoim życiem. I wszystko gra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip01.mov&lt;/b&gt;  : W któryś, słoneczny jeszcze, weekend, M. opowiedział mrożącą krew w  żyłach historię, której z wielu powodów zapomnieć nie mogę. Mniejsza o  przebieg zdarzeń w tejże historii, konkluzja była zatrważająca dużo  bardziej, niż same kłopotliwe sytuacje. Z opowieści wynikało, że są  takie emocje, które nie pozwalają zrozumieć i zaakceptować odrzucenia. Szaleństwo, zawarte w skrajnie niezrozumiałych zabiegach stosowanych dla pozyskania czyjejś bliskości, jest gwałtowne i nie mija jak długi deszczowy polski tydzień. Jestem już nawet w stanie zgodzić się z M. (chocaż oponowałam stanowczo) co do tego, że jak się "kobieta uprze", to koniec świata wywoła (patrz niżej) i kupi te przysłowiowe ziemniaki, co je sobie upatrzyła, w zieleniaku 16km dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip02.mov&lt;/b&gt;:  Bar sałatkowy. Rukola między zębami, vinegret na brodzie, plastikowy  widelec na wysmarowanym jakimś lubrykantem plastikowym talerzu. Mało wyjściowe miejsce dla zwierzeń. A jednak przy stoliku obok  młody mężczyzna opowiada swoje życie ślicznej blondynce, której brokatowo-biały dekolt  (interesujący, a jakże!) sięga po sam pępek. Nachylony nad błyszczącym, opalonym dekoltem facet rzewnym głosikiem weń piszczy : "i wyobraź sobie, że nawet jak idziemy na  fitness to ona udaje, że nie ma faceta, że jest sama, taka chytra jest, wszyscy na  nią lecą na fitnesie no i jak ja mam się czuć? Chyba jestem singlem, co?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip03.mov&lt;/b&gt; : Kolega, na kawie w moim towarzystwie, odbiera telefon od małżonki : "kochanie, dzisiaj mam urwanie głowy w pracy, nie mogę teraz rozmawiać, oddzwonię, nie, nie wiem, o której wrócę". I jakby nigdy nic, zaraz po kliknięciu w czerwony klawisz telefonu rozdzielający go na chwilę od wieloletnich łączy, kontynuuje opowieść o byle czym. Zdeaktywowane łącza aktywują się pewnie zaraz po wypiciu kawy jakimś wyrzutem smsowym. Ja też szybko dopijam swoją kawę, skoro kolega jest taki zajęty w pracy przy leniwej kawie z koleżanką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip04.mov&lt;/b&gt; : Impreza masowa sponsorowana przez kiepski piwny brand. Jaki brand, takie picie, jakie picie, takie alkoholowe upojenie. Między jednym głośnym kawałkiem a kolejnym jeszcze głośniejszym, słyszę równie głośne pijackie "Ty, durna, myślisz, że taki przystojny facet, jak ma wybór, zdecyduje się na taką brzydulę jak ty? Przystojni faceci lubią ładne laski" - zdanie to zabrzmiało mi parszywie w uszach jak tekst piosenki, przepraszam, słynnej Doroty R.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip05.mov&lt;/b&gt; : We wspominanym już filmie, a raczej parodii filmu, w którym to niby "kobieta pożąda mężczyzny", szaleństwo było tak egzaltowane i tak sztuczne, że aż nie trzeba było deszczu ni burzy w tle, bo i tak nikt by w tę historię nie uwierzył. Ona snuje się za wcale przystojnym facetem po wsiach i europejskich miastach niczym cmentarna hiena lubiąca nie tyle pożądać, co być poniżaną. On tam jakiś ochłap jej czasem swego ciała rzuci, ona też rzuca na oślep sobą. A to futro a to nóż a to noga. Czasem do tego lekko z nieba se pokropi, co by szaleństwo filmowo, wedle kanonu, uwypuklić. Bo i tak ostatecznie z filmu wynika tylko tyle, że "teraz widzisz jaki jestem naprawdę", "jesteś obrzydliwy", "lubię to". Kolejna bzdura o stereotypowym poświęceniu się kobiet dla "złych" mężczyzn i o przyjmowaniu ciosów na klatę w strugach szalonego deszczu pożądania. Kiedy pani w skrajnym szaleństwie chwyta za nóż i czołga się z nim po schodach, by zabić oczywiście żonę - cała sala ledwo powstrzymuje wybuch śmiechu. A to przecież o życiu miało być! Nic nie wie reżyser o kobiecym pożądaniu, za to kończy filmik iście amerykańsko-do-porzygania białym aniołem i światłem , które twarz rozpromienia po minionej właśnie burzy. Wybieram więc jednak burzę. Gdyby oprzeć się na tymże filmie - M. ma rację, warto pokonać każde tysiące kilometrów, by zdobyć upragniony towar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip06.mov&lt;/b&gt; : Był sobie taki film o życiu emocjonalnym ludzi (znowu) i o "wyśnionych miłościach". Zarówno ona jak i on histerycznie (wracam tu do opowieści M. czyli problemu z zaakceptowaniem odrzucenia) pragnący fizycznego kontaktu z pięknym lekkoduchem. Blondwłosy lekkoduch, niczym z powieści M.Zygmunta, tu zwiedzie, tam się puści, tu pozwoli, tam zabroni, do końca swojej orientacji seksualnej nie zdradzi, za to wywierci dziurę w sercu niejednej napotkanej osoby różnej płci. A świat i tak jest tak durnie skonstruowany, że ostatecznie większość lgnie do tych samych jednostek. W zasadzie wszyscy podkochujemy się w tym samym pięknookim powidoku o nieokreślonej płci. Dla nas, dodam, nieokreślonej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip07.mov&lt;/b&gt; : Rumunia. Kolejny trójkąt, czyli, jak się okazuje, przeciętny życiowy układ, o którym nie ma co się rozpisywać (być może ktoś jeszcze wierzy w ortodoksyjną, słodką monogamiczność związków, więc milczę, co by nie burzyć zamku z kart). Tym razem to on pożąda. Robi to oczywiście o wiele bardziej zgrabnie i rozsądniej niźli "kobieta, która..." robiła to samo. Kiedy wreszcie nie wytrzymuje presji szkiełka, serca i oka, słyszy stek bzdur o zniszczonym życiu. Okazuje się bowiem, że, jak to w filmach bywa, kobiety poświęcone dla swej roli żony, żonglują jedynie argumentami rodzinno-domowymi. Mają ster na racjonalność i na grobową deskę nastawiony, automatyczny pilot prowadzi je bezproblemowo a tu nagle jakaś obca miłość, jakieś zatracenie, jakieś trudne uczucia burzą kurs na rodzinę. To przecież takie oczywiste, że tylko żony mają ustawiony ten kurs.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Clip08.mov&lt;/b&gt; : Jestem miłością. I tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec. W filmie "Cierpienia i rozterki" udział wzięli przypadkowi oraz bardzo profesjonalni aktorzy, kilku znajomych i "wielka miłość". Zbieżność nazwisk, postaw życiowych oraz wypowiedzi, &lt;b&gt;przypadkowa&lt;/b&gt;. Film sponsorowały literka "T" (jak na przykład &lt;b&gt;T&lt;/b&gt;rójkąt) oraz cyferka "3", które świadczą, samą swoją obecnością w naturze, o sztucznym przekonaniu społeczeństwa o słuszności i trwałości monogamii oraz niezaprzeczalnym fakcie, że bez względu na płeć i przekonania chcemy więcej, chcemy wszystkiego. Mój timeline jest przeciążony, ma jakieś sześć tysięcy kilometrów podobnych klipów. Nie ma się co spinać&amp;nbsp; - Let's do something real.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/mkmZBuidJVY" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;ps. Być może lepiej pasowałby "Counterpoint"? :) 'cause I found mine.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size: x-small;"&gt;"Just tell me nothing's wrong today"&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6288710347620073788?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6288710347620073788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/osobisty-miosny-timeline-z-ostatnich.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6288710347620073788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6288710347620073788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/osobisty-miosny-timeline-z-ostatnich.html' title='Osobisty miłosny timeline z ostatnich tygodni'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/mkmZBuidJVY/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-9201458183436132583</id><published>2011-07-04T20:52:00.000+02:00</published><updated>2011-07-04T20:52:51.820+02:00</updated><title type='text'>Latem swawolnie o niczym</title><content type='html'>Kolejna godzina pod dachem gdzieś na gdyńskiej plaży. Szaro-srebrny kolor nieba nachalnie przypomina mi jakąś wakacyjną przygodę a może "Długi deszczowy tydzień", który czytałyśmy w dzieciństwie w siostrzaną trójkę. A może w czwórkę, ale jedna z nas już nie żyje. Otwieram "Lata walk ulicznych", które podróżują ze mną samochodem, od wielu miesięcy oczekując odpowiedniej atencji i mojego zaangażowania wykraczającego poza zakup. I dostaję przemiło w głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przez moment wali mi konia, potem bierze do ust; wystarczy kilka liźnięć, bym trysnął mu na twarz i ścianę za jego plecami (...). Potem rozmawiamy, całując się i głaszcząc po włosach, opowiadam mu o swojej ucieczce z domu, relacjonuję swoje problemy i obecną niekomfortową sytuację, z poszarpanych okrawków układam dla niego historię mojego marnego życia (...). Mój płynny angielski wreszcie może się do czegoś przydać"*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Równie dobrze mogłabym poświęcić te kilka linijek na szydercze pastwienie się nad pewną głupią filmową produkcją, w której kobieta pożąda (poniżenia), albo obłocić (w końcu pada i błoto pod ręką) polskie artystki, które stosują zasadę 3xB (czyli Byle Być jak Bjork), mogłabym skupić się na falowaniu fascynujących kobiecych piersi pod bluzką i opisać wspaniałość lata na plaży, ale mnie książka pochłonęła. Nie ma się co wstydzić i tak nic się z Tobą nie może równać a w razie komplikacji, zawsze można zostać bohaterem powieści i w ten sposób się jakoś tam dookreślić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-oNA0-L-3W6o/ThILd12mMaI/AAAAAAAAALQ/rwBuFOG58JI/s1600/plaza.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-oNA0-L-3W6o/ThILd12mMaI/AAAAAAAAALQ/rwBuFOG58JI/s400/plaza.jpg" width="387" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;cytat pochodzi z książki Michała Zygmunta "Lata walk ulicznych" wydanej przez Krytykę Polityczną. Używając nomenklatury allegrowej : "super towar, gorąco polecam".&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-9201458183436132583?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/9201458183436132583/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/latem-swawolnie-o-niczym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/9201458183436132583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/9201458183436132583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/07/latem-swawolnie-o-niczym.html' title='Latem swawolnie o niczym'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-oNA0-L-3W6o/ThILd12mMaI/AAAAAAAAALQ/rwBuFOG58JI/s72-c/plaza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5637957260868767992</id><published>2011-06-22T20:43:00.003+02:00</published><updated>2011-06-22T23:42:09.334+02:00</updated><title type='text'>Pani już wie</title><content type='html'>No nic się nie stało, nie stało się. Wcale mnie karteczka z czerwono-żółtym paskiem, zatknięta za wycieraczkę samochodu, nie zdziwiła. Trudno by mi było uniknąć mandatu na zapchanym po krawężnik Starym Mokotowie. Nawet się uśmiechnęłam, dopiero co dyskutowałyśmy te kwestie z E. Wezwanie do stawienia się w ursynowskiej (sic!) placówce Straży Miejskiej celem przesłuchania w sprawie domniemanego popełnienia przestępstwa z artukułu tysiąc pięćset i dwa trzysta (parkowanie w miejscu oznaczonym znakiem B-36) i tak dalej. Aż mną dreszczyk emocji wstrząsnął, w końcu jakiś zatarg z prawem, w końcu jakaś skaza na grzecznym charakterku. W to mi graj, a raczej - w to mi wlep! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet całkiem ochoczo wybrałam się na Ursynów, dawno tam nie byłam, przestało mi się to miejsce z czymkolwiek kojarzyć, a to źle, nie mieć skojarzeń. O tym, jak pracują służby mundurowe w Warszawie długo by gadać. Ku mojemu zaskoczeniu, umówione spotkanie odbyło się w miejscu bardzo mało reprezentacyjnym. A fe! Z jednej strony poczułam się obrażona (bo jadę taki kawał drogi, a tu ani ładnie nie jest ani nawet mrocznie) z drugiej czułam narastający śmiech i klawą zabawę. Wejście do placówki jest mocno zamaskowane, gdzieś pomiędzy szczekającym na trawniku psem a dostawczym włazem Tesco. Wewnątrz setki pucharów, kraty, wystrój niemal pocztowy, tylko numerków brak. Podchodzę do okienka "dzień dobry, otrzymałam..." i gruby jegomość przerywa mi zmanierowanym ruchem ręki, bez słowa ('dzień dobry' tysiąc razy dziennie wszak boli) pokazuje mi kartkę "Wezwania - pokoje A, B, C". Ale pokoje ABC wszystkie zamknięte! Naprawdę chcę ten mandat zapłacić a tu nawet nie ma się do kogo słowem odezwać. Umundurowana pani z wąsem syczy, że "trzeba poczekać" Oj, niedobrze, znamy tę kwestię i jej epilog. Czekam. W tym czasie drzwi męskiej toalety otwierają się dosyć często, widocznie biegunka jakaś na wydziale, w całym pomieszczeniu roznosi się uporczywy zapach uryny, kładzie się na posrebrzanych pucharach i odznakach za szybą. Chłopcy i dziewczęta, prawdopodobnie już po służbie, flirtują zawodówkowo czyli głośno i bez sensu. Oczekujący trochę zdenerwowani, spoceni (lato w końcu jest). Ogarnia mnie fala śmiechu, być może to reakcja mojego organizmu na stres przed przesłuchaniem w sprawie popełnienia przestępstwa, obserwuję więc siebie trochę z nudów, trochę z niepokojem. Ani śladu stresu, jedynie ten prawdziwie nieadekwatny do warunków, szampański nastrój. Bo zawsze mnie bawi urząd od podszewki, od zawsze uwielbiam obserwować szybkie metamorfozy zwykłych ludzi w mundurowe, nie znoszące sprzeciwu, służby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest moja blondynka! To ona mnie przesłucha w ponurej, mrocznej, kryminalnej sprawie. Jest bardzo młoda i posługuje się językiem urzędowym, surowym jak jej czarne kreski na niebieskich oczach i mało seksownym, jak jej za duża koszula służbowa. Ale bać się jej należy, w końcu to nie przelewki i nie kawa w Śródmieściu. Prawie umarłam ze śmiechu, kiedy w swoim gabineciku, chłodnym tonem, udzielała mi pouczeń a na blacie jej biurka leżał telefon komórkowy emitujący Radio Eska czy inną, podobnie śmiechu wartą, stację. Blondynka surowo mnie karci i zdjęcia mojego samochodu mi pokazuje (na wszelki wypadek gdybym zapomniała czym się poruszam), a w radyjku nieoczekiwanie jakieś komputerowo zmodyfikowane dziewczę śpiewa coś jak "fuck me, fuck me or let me fuck you" w rytm tanecznej, nieznośnej muzyki. I jak tu się nie uśmiać w tak poważnej chwili! Pani Strażniczka Miasta pewnie ni w ząb nie orientuje się jakie przeboje stanowią muzyczne tło dla jej spotkań z przestępcami. Ładne to do bólu i śliczne. Smarzowski mógłby wpleść taką scenę do któregoś swojego starszego filmu, bo to i śmieszy i boli. "Czy chce Pani jeszcze coś zeznać?". Zafrapowałam się, bo chyba powinnam, zamiast się głupkowato uśmiechać i ruszać w rytm muzyki nóżką pod stołem. "Nie wiedziałam, że w tym miejscu jest zakaz, nie ma znaku od strony Puławskiej, od której wjeżdżałam" (tylko takie brednie mi przyszły do głowy). Śliczna pani 'Straż Miejska' powoli podnosi oczy a ja widzę tę scenę w zwolnionym, filmowym tempie. Jej głos brzmi ostro i dobitnie, wierci mi dziurę w mózgu : "TO TERAZ PANI JUŻ WIE".&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-c216776df31beb36" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v2.nonxt6.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dc216776df31beb36%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1332982062%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D4CCE5C7AA6645CADC336AFA1FFBA6A0A62104DFB.53F1899352C7E7242EBBDA9C5A944E8D0A90112F%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dc216776df31beb36%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DPOKnb1PqknUwsexTuDtm1TPAnJ4&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v2.nonxt6.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dc216776df31beb36%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1332982062%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D4CCE5C7AA6645CADC336AFA1FFBA6A0A62104DFB.53F1899352C7E7242EBBDA9C5A944E8D0A90112F%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dc216776df31beb36%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DPOKnb1PqknUwsexTuDtm1TPAnJ4&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Niczym rasowiec niepoczytalny uśmiecham się, bo nawet te słowa usłyszałam w wersji zwolnionej. Pani SM patrząc mi w oczy, zamyka kajecik. Trzask. No tak, teraz już wszystko wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem też, że parkowanie w tym mieście to sport ekstremalny graniczący z popełnianiem przestępstw. A ZDM mi na to : "niestety, abonamentowe parkowanie jest tylko dla zameldowanych mieszkańców, wynajmujący lokale użytkowe od Urzędu Miasta muszą sobie jakoś radzić". Tyle ma do powiedzenia, wspierające inicjatywy mieszkańców, Miasto w sprawach Miejskich. Pełna skruchy obiecuję, że od dzisiaj parkuję na darmowym Ursynowie a swoje ciężkie prace, stoły, worki gipsu i inne gadżety noszę pokornie, za karę, na barkach, piechotą z Ursynowa na Stary Mokotów. Jakaś kara musi być, bo ostatecznie blondwłosa straż miejska tylko mnie pouczyła. A mi po głowie pałęta się ten śmieszny refren Fuck me or let me fuck you.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5637957260868767992?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5637957260868767992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/06/pani-juz-wie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5637957260868767992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5637957260868767992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/06/pani-juz-wie.html' title='Pani już wie'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-2953170314146991875</id><published>2011-06-20T01:00:00.000+02:00</published><updated>2011-06-20T01:00:12.830+02:00</updated><title type='text'>Porady GPS</title><content type='html'>Znerwicowanym dzieciom, które trudno uspokoić, dorosłe mądrale mówią : "wypłacz się dowoli". Nieco starszym histerykom mówią "wykrzycz to, wyrzuć to z siebie". Jednostkom niedopasowanym będącym gdzieś na pograniczu ukształtowanego samotnika a uzależnionego od kontaktu z drugim człowiekiem nałogowca, gps, na powitanie, powinien mówić "cześć, jesteś w kiepskim stanie, wyjeździj to". Czyli spędź w swoim samochodzie na warszawskich (umiarkowanie pustych w niedziele) ulicach sześć godzin, niech cię koła poprowadzą do nigdzie, skrzyżowań i rond jest wiele, piosenka w odtwarzaczu tylko jedna. Dojedź sobie do nieznanego węzła komunikacyjnego, zawróć, gdy tylko nadarzy się taka okazja, za osiemset metrów przygotuj się do skrętu w lewo, w następną skręć w lewo, skręć w lewo, skręć w lewo! Miej sobie tym razem na blacie ile chcesz, otwórz okna i jedź. Potem zmień środek lokomocji na rower i gnaj z tą jedną, uporczywą myślą po polach, sporo piaskowych tras jest wzdłuż Wisły. Wprawdzie kończą się przy którymś tam moście na północy miasta, ale zawsze to przynajmniej pół godziny wśród ożywczej zieleni. Jedź więc, biegnij, pędź i przemyśl to. TO wyjeździj. A jak ci tej jednej piosenki wiatr z łba nie wywieje, to trudno. Uporasz się. Piosenki to do siebie mają, że je szybko inne klawe kąski zastępują. A jeśli ów kawałek ciągnie się za tobą już od lat? Zmień w końcu płytę w odtwarzaczu, zrób sześćset kilometrów od swojej rzeczywistości w głąb lądu. Zobaczysz, jakoś to wywieje, się wywieje. I gdy tylko nadarzy się taka okazja - zawróć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-2953170314146991875?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/2953170314146991875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/06/porady-gps.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2953170314146991875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2953170314146991875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/06/porady-gps.html' title='Porady GPS'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-4464100974151259282</id><published>2011-06-15T02:24:00.001+02:00</published><updated>2011-06-15T02:31:27.903+02:00</updated><title type='text'>Sklejka love story</title><content type='html'>Być może powinnam pospierać się z anonimami, ale z anonimami nie chce mi się gadać, nie mają tożsamości, jałowi są i tak bardzo sami sobą zlęknieni, że chyba lepiej tego nie ruszać, by kogoś dodatkowo nie lękać. Jeszcze się ktoś niechcąco straumi i zapomni kim jest, lubczasopismem, grupą docelową czy sobą. Blog jest, całe szczęście, mój i tylko mój, więc robię i piszę, co mi się chce. Czasem sobie, całe szczęście, pobluzgam, czasem się, całe szczęście, rozczulę. Nade wszystko jednak cenię i wybieram kontakty bezpośrednie, te najprostsze, charakteryzujące się wymianą energii, zamiast jałowego se anonimowego ględzenia "wte i wewte". Bo w kontaktach bezpośrednich przynajmniej nie trzeba czepiać się braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Potrzebującym więc numer swój podam, nim zatracę się w miłości bezgranicznie - 510 233 522.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z miłością było tak :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest takie miejsce na Pradze co forpłytem się zwie. Prawdziwy raj dla straconych między mdfem a sklejką. I dla tych, co ich natura w wyolbrzymioną wrażliwość i fantazję wybujałą wyposażyła. Jestem pewna, że pofolgować sobie mogę, bo nie wyobrażam sobie forpłytowego jegomościa czytającego mało poczytne blogi. A jegomość wzmianki wart jest z całą pewnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście, że i w kontaktach bezpośrednich się sobie nie przedstawiamy, bo byłby teraz ów Marek, Darek czy Jurek spłonął z zażenowania. Nic to takiego, chłopię proste (i wyprostowane), tu se splunie, tam se kurwą jebnie, w obyciu trudny, niekompletny gabinet uzębienia posiadający, szerokie robocze drelichy (te, co to tylko w kinie radzieckim się pojawiały), kiepski tatuaż na pięknym bicepsie, trudne to to w obyciu i żart ma szowinistyczny, za to cudnie dla dam w forpłycie wkoło piły zatańczy i więcej, niż się należy, uwagi poświęci. Taki sobie pan od mdf, z zaćmionego dziś księżyca. Typ spod gwiazdy, której też dzisiaj nie widać. Prześliczny. Trzy słowa może zna, reszta chyba w obcym narzeczu, a taki komunikatywny! Porusza się jak maszyna, niczym robot wykonuje kolejne cięcia sklejki (lub mdfu), nie wypowie ani słowa więcej niż trzeba, przytnie, dotnie, przerżnie, zapakuje i gratis coś doda, bo ostatecznie czemu by nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stoję jak ta mimoza w zwariowanej, lekko przepoconej kolejce samców-stolarzy i oczom nie wierzę. Za to uszom swoim wierzę, więc używam ich bez ograniczeń. A pani taki piękny uśmiech (zazwyczaj daję w pysk, tym razem omdlewam), a pani lepiej kupi sklejkę (przyszłam po coś innego, wychodzę ze sklejką), a pani zapłaci w kasie (potykam się w dziwnym amoku o trzeci schodek), a pani już tu była (pamięta, skurczybyk jeden!), a pani sobie to weźmie za darmo, jak chce (jakie poszanowanie dla stałego, stale niedopasowanego klienta). Wybaczcie ten heterycki poemat na cześć zagubionego w akcji pracownika od cięcia płyt, ale rusza się, skubany, tak zgrabnie, że każdy esteta, bez względu na zapartywania płciowe, by to docenił. Jakie to wspaniałe popodglądać piękny, śniadocery obiekt, który, przy całej swojej prostocie i skrzywionym ciosem nosie, stał się moją nową przemuzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość moja platoniczna zakończona została jedynie zakupem sporego kawałka sklejki, ale czy to nie dobrego drewniane początki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. o kolejnych muzach, Markach, Darkach czy Jurkach, przy okazji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-4464100974151259282?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/4464100974151259282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/06/sklejka-love-story.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4464100974151259282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4464100974151259282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/06/sklejka-love-story.html' title='Sklejka love story'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3360912075066912765</id><published>2011-05-24T23:32:00.000+02:00</published><updated>2011-05-24T23:32:37.757+02:00</updated><title type='text'>W cyklu : REMONT - Tuż przed otwarciem - znajdź kilka szczegółów...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4x1ZBTxBAAs/TdwhZx79eBI/AAAAAAAAAK8/q02IR1j_B00/s1600/IMG_1836.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="230" src="http://4.bp.blogspot.com/-4x1ZBTxBAAs/TdwhZx79eBI/AAAAAAAAAK8/q02IR1j_B00/s320/IMG_1836.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-y-LXPArBx9I/Tdwhj5U0uFI/AAAAAAAAALA/nzh6KGm7DGs/s1600/P1080582.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-y-LXPArBx9I/Tdwhj5U0uFI/AAAAAAAAALA/nzh6KGm7DGs/s320/P1080582.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pAo2j8Hh8AA/TdwhxkvjkwI/AAAAAAAAALE/015HV8t5Bsc/s1600/IMG_1839.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-pAo2j8Hh8AA/TdwhxkvjkwI/AAAAAAAAALE/015HV8t5Bsc/s320/IMG_1839.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-TJV5RAp-WdQ/TdwiA7ttJ3I/AAAAAAAAALI/GTfCNrTbqgk/s1600/P1080584.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-TJV5RAp-WdQ/TdwiA7ttJ3I/AAAAAAAAALI/GTfCNrTbqgk/s320/P1080584.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-285hiRB_hHk/TdwiWEqP_6I/AAAAAAAAALM/ig2zweyDsQ4/s1600/P1080587.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-285hiRB_hHk/TdwiWEqP_6I/AAAAAAAAALM/ig2zweyDsQ4/s320/P1080587.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak było i tak będzie. Niebawem. Już zapraszam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3360912075066912765?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3360912075066912765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/w-cyklu-remont-tuz-przed-otwarciem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3360912075066912765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3360912075066912765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/w-cyklu-remont-tuz-przed-otwarciem.html' title='W cyklu : REMONT - Tuż przed otwarciem - znajdź kilka szczegółów...'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4x1ZBTxBAAs/TdwhZx79eBI/AAAAAAAAAK8/q02IR1j_B00/s72-c/IMG_1836.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-2149530375883648722</id><published>2011-05-18T00:33:00.002+02:00</published><updated>2011-05-18T00:39:08.834+02:00</updated><title type='text'>W cyklu : REMONT - "RR czyli Rambo Radzi"</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie frapuj się, gdy odpada ci świeżutki sufit i jego płaty jak łupież spadają powoli na podłogę. To nic. To w końcu może być piękne, jak się dobrze przypatrzysz i poświęcisz temu należytą uwagę. Nie wpadaj w niepotrzebne emocjonalne rozchwianie, kiedy urząd miasta ponownie wzywa cię do zapłaty podatku od nieruchomości, której właścicielem, choćbyś chciał, nie jesteś a podobne wezwanie w teczce już ze sobą nosisz i do łóżka prawie zabierasz. Ustanowione prawo czcić należy i mu się pokłonić a burdel urzędniczy uszanować i pismo potraktować z uśmiechem - "ależ artystyczne dusze bałaganiarskie, cudo!". Nie wpadaj w histerię, kiedy musisz sam położyć sobie fugę, kładzenie fugi to sama przyjemność (prawda, Bart?). Nie panikuj, bo musisz poprawić jakość wykonanej usługi, każdy lubi co innego a język, w którym się porozumiewasz nie musi być dla wszystkich taki znowu zrozumiały. Nie miej drgań sumienia, bo wyrzucasz z pracy robotnika remontowego, który zamiast wziąć się do roboty, dyskutuje z twoimi sąsiadkami o artystach. I robi to za twoje pieniądze już cały miesiąc. Pysznie, wszystkie przyszłe sąsiadki cię już znają i z całą pewnością zostały ekspertkami od video instalacji. Pierdol ściany, po których przy ulewnym deszczu będzie lała się woda i zaraz potem tworzył się estetyczny grzyb. Grzyb niezła rzecz, ładna taka. Zaakceptuj jakość nowej podłogi, w końcu nie tak ją już niebawem upaskudzisz. Nie bój się fizycznej pracy, jeśli w ogóle chcesz dobrnąć do końca wiecznego remontu. Bądź uważny, rzeczy pojawiają się i znikają niechcąco. Nie ufaj nowym drzwiom antywłamaniowym, jak się nie włamiemy to, dla hecy, chociaż obsikamy ci je ciepłym moczem nagromadzonym w pęcherzu po dopiero co spożytym tanim piwku strong. Nie zniechęcaj się, bądź twardy, zawsze lepiej traktuje się wkurwione suki niż przyjacielsko do świata nastawione sympatyczne bezpłciowe osoby. Tymi drugimi być nie polecam, zawsze znajdzie się ktoś, kto potraktuje cie jak łatwy obiekt nadużycia. Co mi tam baba będzie się w robotę wtrącać. Uśmiechnięta baba tym bardziej, głupia jakaś, czy co? Wstawaj i kładź się o szóstej, o którejkolwiek szóstej. Zapomnij o sporcie, od jednostajnego ruchu ręką mięśnie budują się same bez specjalnej odżywki. Nie licz na przyjaciół, którzy tak entuzjastycznie rwali się do pracy. I tak wszyscy wpadną dopiero na parapetówkowe wino, żeby ci nim, świeżo wymalowane w pocie czoła, ściany oblać. To też ładne, takie szlaczki i zacieki ładne są. No i zapomnij o fachowcach, lepiej założyć, że robimy to wszyscy pierwszy raz, niż przypuszczać, że ktoś już dziewictwo stracił. Najlepiej w tym czasie nie kontaktuj się z nikim, żółć przelewa się w te i wewte i bez twojego dodatkowego wkładu. Poczytaj w internecie o elektryce nieco, o najnowszych produktach z branży lakierniczej, o hydraulice i różnicy pomiędzy rurą pcv a resztą rur. Zdobądź wiedzę o narzędziach, być może szlifierka kątowa i wiertarka to zbyt ubogie słownictwo. Nie wzbraniaj się przed codzienną rutynową konrolą postępu, bez niej może się okazać, że ktoś u ciebie mieszka, zamiast pracować. Wykaż się nadludzką cierpliwością, w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi a wielu z nas, pomimo twojej cudownej cechy organizacyjnej, lubi czasami mieć wszystko gdzieś i trochę się rozerwać. Naucz się zarządzać zasobami ludzkimi, najlepiej dokończ w międzyczasie te rozpoczęte studia z hr, to priorytet i klucz do sukcesu. Kochaj i szanuj ludzi, bez względu na ich przyzwyczajenia i poglądy, to takie chrześcijańskie, osiągniesz pułap zbawienia już podczas remontu. Czyż to nie kuszące?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A nade wszystko, niech ci się nie wydaje, że możesz tą kwestią remontową zacerować marzenia o urządzaniu przestrzeni dla siebie i dla swojej 'pracy'. Kiedy się tylko podobne mrzonki pojawią, uciekaj, bo inaczej będzie źle. Oj, źle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1tr_fxOAhrg/TdL0jbhGdbI/AAAAAAAAAK4/P0xPaDsPP24/s1600/remont.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-1tr_fxOAhrg/TdL0jbhGdbI/AAAAAAAAAK4/P0xPaDsPP24/s640/remont.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-2149530375883648722?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/2149530375883648722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/w-cyklu-remont-rr-czyli-rambo-radzi.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2149530375883648722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2149530375883648722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/w-cyklu-remont-rr-czyli-rambo-radzi.html' title='W cyklu : REMONT - &quot;RR czyli Rambo Radzi&quot;'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1tr_fxOAhrg/TdL0jbhGdbI/AAAAAAAAAK4/P0xPaDsPP24/s72-c/remont.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3352150810515766774</id><published>2011-05-15T17:08:00.002+02:00</published><updated>2011-05-15T17:12:01.997+02:00</updated><title type='text'>MODRASZEK z Zakrzówka</title><content type='html'>Popieram. Popieram każdą akcję, która ma szansę powstrzymać bezmyślne decyzje urzędników i żarłoczną ekspansję deweloperów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://modraszekkolektyw.blogspot.com/"&gt;MODRASZEK KOLEKTYW&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_p1dHZQ6fpw/Tc_rv3RvFUI/AAAAAAAAAKw/db1C-qcgVl0/s1600/DSC_3971a.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://4.bp.blogspot.com/-_p1dHZQ6fpw/Tc_rv3RvFUI/AAAAAAAAAKw/db1C-qcgVl0/s320/DSC_3971a.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szablon&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-V9vvelhhnU4/Tc_sAOrgidI/AAAAAAAAAK0/P6og4KlT__E/s1600/szablon.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="255" src="http://4.bp.blogspot.com/-V9vvelhhnU4/Tc_sAOrgidI/AAAAAAAAAK0/P6og4KlT__E/s320/szablon.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3352150810515766774?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3352150810515766774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/modraszek-z-zakrzowka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3352150810515766774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3352150810515766774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/modraszek-z-zakrzowka.html' title='MODRASZEK z Zakrzówka'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-_p1dHZQ6fpw/Tc_rv3RvFUI/AAAAAAAAAKw/db1C-qcgVl0/s72-c/DSC_3971a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1046733123593407404</id><published>2011-05-14T00:27:00.003+02:00</published><updated>2011-05-14T00:40:14.526+02:00</updated><title type='text'>Prasówa</title><content type='html'>Postanowiłam w końcu choć jeden piątkowy, zimny wieczór spędzić w domu, przeczytać te sterty nowych i starych gazet zalegających na kanapie i fotelach. Kupuję je namiętnie i odkładam bez zerkania w treść. Makulaturę do domu znoszę, jakbym się co najmniej planowała nią ogrzewać. Przyznam się do pewnej słabości - z każdej pozapolskiej wyprawy przywożę jakąś gazetę w obcym języku i z nieco inną typografią. Kolekcjonuję je, te bzdety o nieruchomościach po fińsku albo nic nie warte już niusy w hiszpańskim, wierząc, że kiedyś się przydadzą. Do prasówki piątkowej masochistycznie włączyłam telewizor z tymi wszystkimi proszkami, napojami owocowymi na T. i wizjami szczęścia rodzinnego, które opiera się na dosyć stereotypowym podziale ról (on głodny wraca z pracy a ona mu pyszny makaron z proszku na stół ciach = szczęście). Zrobiłam to, żeby się czegoś o świecie w końcu dowiedzieć. Obok przeczytanych z obowiązku, ale bez zrozumienia, recenzji Wiedźmina, znalazłam też teksty o sztuce, których fragment cytuję :&lt;br /&gt;"Świat sztuki to &lt;b&gt;nie&lt;/b&gt; miejsce na łamanie standartów, raczej na precyzyjne trzymanie się norm". A to ciekawe! Gdyby było, jak chce autor, smarowałabym/byśmy głębokim brązem monachijskim scenę nocną z niewielkim oświetleniem. Posiadałabym marszanda a w najlepszym wypadku, gdybym miała tak zwane "chody" - król zamawiałby u mnie portrety rodzinne bez (jeszcze) makaronu Knorr. Tymczasem ani tu króla nie widzę ani marszanda. A co dopiero makaron!&lt;br /&gt;A po za tym, za największą zanotowaną porażkę prasową uważam brak Witkowskiego w Przekroju. Tylko dla jego tekścików płaciłam te pięć złotych, których już płacić nie czuję się w obowiązku w związku. Hitem tego wieczoru okazało się za to muzyczne wydawnictwo NIWEA za 10 zł w necie, dużo lepsze niż serwowany na ekranie proszek i makaron. Tego rodzaju inicjatywy popieram zawsze. Ściągam pod innym loginem już któryś raz z kolei, pomimo tego, że jednak po świetnym koncercie i założonej kurtce na do widzenia, postanowili dać się na bis skusić. Prawie jak Rolling Stones. Prawie robi różnicę, jak to się w tv często mówiło. I nie zawsze bis jest dobrym zakończeniem performance'u. A w tv Steczkowska tarza się w czerwonej pościeli w jakiejś mega dramatycznej produkcji polskiej. Miły wieczór, a co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1046733123593407404?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1046733123593407404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/prasowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1046733123593407404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1046733123593407404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/prasowa.html' title='Prasówa'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-7355837436780760309</id><published>2011-05-10T22:38:00.002+02:00</published><updated>2011-05-10T22:59:05.706+02:00</updated><title type='text'>Niebezpieczny gen</title><content type='html'>Nie pamiętam, kiedy ostatnio korzystałam z 'dobrodziejstw' spowiedzi. Chyba wtedy, kiedy jeszcze byłam, przestraszonym wizją ognia piekielnego, dzieckiem. Niespodziewanie przypomniało mi się upokarzające stanie w sznureczku do 'Wszechmogącego', do którego trzeba się było pochylić, który sterował emocjami, rozdawał piekło i niebo, skazywał na potępienie, sam bezpiecznie zbawionym siedząc bezmyślnie za szybką. Dziwne, że wtedy nie było numerków, bardzo by to przepływ petentów usprawniło, bez spuchniętych, stukaniem o ścianę konfesjonału, kłykci.&lt;br /&gt;Te nieprzyjemne powidoki powróciły do mnie dzisiaj w bogato strzeżonych podziemiach ambasady wszechmogącego kraju. Kilku bezpiecznie osadzonych, całkiem sympatycznych, trzeba przyznać, panów za szybkami, rozdających marzenia o lepszym świecie. Lub wieczne, niezrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika, potępienie. Nie panowie mnie zniechęcili a procedury, sam fakt posłusznego tłumaczenia się ze swoich życiowych poczynań, potknięć, planów. Miałam wystarczająco dużo czasu, by kilkakrotnie przekonać się jak boski jest grand canion, jak bardzo marzę o tym, by go zobaczyć, jak bardzo potrzebna jest segregacja ludności napływowej, jak nieciekawie maluje się grymas zawodu na ludzkiej twarzy, jak powstrzymuje się wybuch gniewu i jak cudownie układają się ludzkie ciała, kiedy muszą być posłuszne i przymilnie do okienka się pochylać. Miałam okazję, po raz kolejny, posmakować bycia owieczką w stadzie prowadzonym donikąd. Jak mi tego brakowało!&lt;br /&gt;Podobno my, ślązacy, bo takie mam w końcu pochodzenie, mamy zaszczepiony niebezpieczny gen niepotrzebnego buntu. Zgadza się, często się u mnie uaktywnia, wyskakuje niczym pryszcz na gładkim policzku w najmniej odpowiednich momentach. Wcale z tym nie walczę, mam jego obecności cudowną świadomość.&lt;br /&gt;Gen ten nie pozwala mi między innymi bywać tam, gdzie mnie nie chcą, błagać o wejściówki, nakazuje bojkotować imprezy zamknięte, sikać selektorom na spodnie a przede wszystkim - unikać sytuacji bycia owcą na łańcuchu zależną od decyzji szalonego pasterza. Kiedy zdaję sobie sprawę z tego, że o wielu ważnych sprawach decyduje jednak zawsze jakaś obca mi osoba - gen uaktywnia się jak wucepiker z siłą podwojoną.&lt;br /&gt;Jakie było moje zdziwienie (znowu), kiedy nagle okazało się, że struktury, w których funkcjonuję od wielu lat, są tak dalece niezrozumiałe. Pytania o rodzaj wykonywanego zawodu, miesięczny dochód, społeczne stereotypowe umocowanie i szereg innych dosyć szczegółowych pytań uważam za zbędne, kiedy się po prostu chce pojeździć samochodem po kawałku ziemi. Bycie artystą jest podejrzane, ani to sklasyfikować (rubryka 'inne' to ta, którą wybieram zazwyczaj), ani to sobie wyobrazić, ani to rozsądnie ugryźć, określić, przewidzieć. Słowem - podejrzewać najsłuszniej. "Chce mi pani powiedzieć, że przez cztery miesiące będzie pani jedynie szukać inspiracji do wykonania jakiegoś art work i że w tym czasie niczego pani nie będzie sprzedawać, nie będzie pani sprzedawać, tego, co wykona?". Yhm, właśnie tak, właśnie to robię na co dzień. Nie sprzedaję, nie zajmuję się handlem. Co za ironia. Co za smutna, wytknięta mi prawda - nigdy nie zdarzyła mi się dochodowa, comiesięczna, zaplanowana, słodka sprzedaż moich art works. Nie spodziewam się więc kolejek podczas pobytu w Nowym Jorku. Niechcące porównanie wyjazdu stypendialnego do handlu bardzo mnie rozbawiło, pojawiło się w dwudziestej minucie moich kwiecistych tłumaczeń się z tego, dlaczego w ogóle chcę opuścić Polskę na te kilka miesięcy i co tak wielce podejrzanego będę konstruować na tej obcej ziemi obiecanej.&lt;br /&gt;Byłam grzeczna, doceńcie chociaż to, że gen buntu udało mi się stłumić, nim zdąrzyłam zrobić coś, co nie pozwoliło by mi wyjechać na zaklepane, zakontraktowane w końcu stypendium. Doceńcie też fakt, że jednak poddałam się procedurom, chociaż je odrzucam. Nie wiem, co jest większą odwagą, bunt czy uległość, ale czuję się czyściutka jak po spowiedzi i brudna jak po kontroli osobistej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-7355837436780760309?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/7355837436780760309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/niebezpieczny-gen.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7355837436780760309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7355837436780760309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/niebezpieczny-gen.html' title='Niebezpieczny gen'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-906827461926723780</id><published>2011-05-04T23:02:00.001+02:00</published><updated>2011-05-04T23:02:19.222+02:00</updated><title type='text'>Superżycie</title><content type='html'>Mój superkolega, jak zwykle, towarzyszy mi w superchwilach. Z pełną szklanicą wybornego trunku stoimy i, jak zwykle, przyglądamy się beztrosko superludziom. Być może bardziej płeć żeńska nas zajmuje tym razem, kto wie. Mój superkolega opowiada barwnie o swoim lekko zwariowanym superżyciu, którego, my, supersmutasy, tylko mu zazdrościmy. Stoimy i patrzymy obcym osobom głęboko w superoczy i we włosy, w superdekolty, w cokolwiek. Mój superkolega zadaje mi pytanie dosyć zaskakujące - dlaczego nie dotknę tego, którego/której być może mam ochotę dotknąć, bo ma w sobie to coś pięknego (a my, superwrażliwcy mamy do piękna słabość). Moja superodpowiedź jest zaplątana w niepotrzebne zwierzenia, obfita jest w tysiące głupich argumentów, odbywam wycieczkę w głęboką przeszłość, zaplątałam się już tak dalece, że trudno się w ogóle ruszyć. Mój superkolega w argumenty moje nie wierzy i dalej drąży niecierpliwie. Moja superodpowiedź, supernieprzygotowanej do sytuacji jednostki, brzmi ostatecznie bardzo wykrętnie, że 'nam (sic!) nie przystoi'. Mój superkolega nie może zrozumieć, znieść tego nie może, bo niby co 'nam' nie przystoi. Moje superego wrze i paruje, id ględzi co innego, ja plączę się w zeznaniach. Sama nie wiem, skąd to superograniczenie. Mój superkolega poleca mi więcej luzu, na luz bieg więc wrzucam&amp;nbsp; i wyobrażam sobie co następuje : "cześć, masz taką piękną supertwarz, chciałabym jej dotknąć". Wyobrażam sobie też ciąg dalszy mojej superzagranej sceny - wszyscy jak jeden supermąż uciekamy w popłochu, być może po kolejny supertrunek. Mój superkolega afery wynikłej z niefortunnie zadanego pytania nie rozumie, drąży więc dalej : "moja superkoleżanko, co stoi ci na przeszkodzie korzystania z twojego superżycia?". Chwilę się zastanawiam - społeczne superprzyzwolenie na nic nie znaczące ekscesy po stronie płci męskiej i ich karygodność jeśli o tę drugą płeć chodzi. Mój superkolega pracuje nad moim supersamopoczuciem. Nie bądźcie przerażeni, jeśli zechcę was dotykać, bo mi się superpodobacie. Mam zielone superświatło od superkolegi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-906827461926723780?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/906827461926723780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/superzycie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/906827461926723780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/906827461926723780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/superzycie.html' title='Superżycie'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3701752660552726143</id><published>2011-05-04T10:06:00.000+02:00</published><updated>2011-05-04T10:06:29.697+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-b6vU3qDRjwI/TcEIwsb63LI/AAAAAAAAAKk/8hwTWzwCw1M/s1600/DSC00110.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-b6vU3qDRjwI/TcEIwsb63LI/AAAAAAAAAKk/8hwTWzwCw1M/s640/DSC00110.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3701752660552726143?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3701752660552726143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3701752660552726143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3701752660552726143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/05/blog-post.html' title=''/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-b6vU3qDRjwI/TcEIwsb63LI/AAAAAAAAAKk/8hwTWzwCw1M/s72-c/DSC00110.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6625902633840656042</id><published>2011-04-28T23:25:00.003+02:00</published><updated>2011-04-28T23:44:43.341+02:00</updated><title type='text'>Polskie pisma o sztuce czyli ignorancja w redakcji</title><content type='html'>Dzwoni telefon : "Pani Lauro, jest informacja o pani wystawie w Art&amp;amp;Business". Nie jest to miesięcznik, do którego w ogóle zaglądam, ale jako, że księgarnia była akurat piętro niżej - schodzę, kupuję ten, pseudo luksusowy zadrukowany reklamą, papier i czytam. Jestem przeciwniczką tezy, że nie ważne jak piszą, byle pisali. Uważam, że głupi tekst napisany przez nieprzygotowaną do jego sklejenia osobę, robi więcej gnoju niż sobie można wyobrazić, na takim gnoju nic nie urośnie. Na gnoju z art&amp;amp;business nawet grzybków halucynogennych nie da się wychodować, bo trzeba być już mocno pod ich wpływem, żeby w ogóle przez to przebrnąć.&lt;br /&gt;A więc według tego 'poczytnego' pisma, którego targetu nie jestem w stanie określić : "Artystkę Laurę Pawelę inspirują zapomniane już komputery jak Atari i Commodore i współczesne oprogramowanie Windows". &lt;br /&gt;Ups, pomyłka i niewybaczalne uproszczenie. Oprogramowanie Gatesa nigdy mnie nie inspirowało, bojkotuje je ile wlezie i nie korzystam z tego 'bogactwa współczesności'. Nie wiem kto stoi za tego rodzaju bzdurami (też bym się nie podpisała) ale nawet gdybym się bardzo wysiliła intelektualnie, nie znajdę związku między Atari, Commodore i swoimi pracami. Nie przypominam sobie, żebym jakieś commodore na części rozebrała, nie znajduję też na półce ze swoimi pracami niczego, co by mi przypominało atari. Żadnego pudełka plastikowego tu nie widzę, żadne mnie nie inspiruje. 'A to pech'- westchnął stary windowsowy rzęch. I czytał bzdety dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dalej jest już tylko gorzej i coraz bardziej żenująco : "Podstawową formą artystycznej ekspresji jest chłodny, bezosobowy język internetowego świata". Ups, muszę zapytać chłopaków i kilka innych osób, które znam przez net, jak bardzo współpraca ze mną była chłodna, czy faktycznie było aż tak źle, że zmroziło nawet&amp;nbsp; nie dającą się zamrozić ekspresję. No, chłopcy, bo ta ekspresja chłodna też Was dotyczy, jak Wam było? Internet dawno przestał być bezosobowy i chłodny, na przykład niektóre chłodne artystki gorąco się wkurwiają na swoich bezosobowych internetowych blogach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pawela stawia ważne pytania : czy we współczesnym informacyjnym społeczeństwie każdy przekaz może zostać sprowadzony do banalnego sloganu". Zaśmiałam się w swoim chłodnym stylu, bo czy przez przypadek nie przerobiliśmy już bycia informacyjnym społeczeństwem? Tak bardzo wierzyłam, że jesteśmy nieco dalej ze swoim stawianiem sobie ważnych pytań, że potrafimy ów 'banalny slogan' niebanalnie oswoić. Widocznie zaprzeczanie martwym wartościom jest też tylko internetowym sloganem, ba, Nietzsche i Bauman sloganistami wielkimi byli i basta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i prawdziwa perełka : "Pytania o relatywizm współczesnej rzeczywistości stały się także jedną z głównych inspiracji dla najnowszego projektu artystki". Taaaa....faktycznie ktoś miał wenę twórczą w redakcji, użył więc wielu ładnych słów, tylko pech chciał, że piękne te słowa nie mają żadnego punktu wspólnego z tym, co zostało powiedziane na mojej wystawie. Ciekawych i niezorientowanych odsyłam na swoje www, bo mi się już powtarzać w kółko tych samych sentencji nie chce. Kiedy trafiam grochem o ścianę, to szybko się zniechęcam a groch ni chuja nie mięknie od tego rzucania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na koniec tego niewypału redakcyjnego wybrzmiało : "To seria video-instalacji, w których artystka poddaje krytyce współczesne środki komunikacji". Faktycznie, jeśli za środek komunikacji uznać szeptanie do czyjegoś ucha na scenie albo improwizację w nieistniejącym języku, to faktycznie mogło by się okazać, że bawimy się w głuchy telefon (czyt.współczesny środek komunikacji) używając bardzo archaicznych form. A wydawało mi się, że złapaliśmy, my wszyscy artyści mojego projektu, taki dobry kontakt, że aż do dzisiaj się kontaktujemy. Również niemodnie werbalnie, o dziwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnę, że notka dotyczyła mojej, na całe szczęście zakończonej już (kto wie ile fanów commodore chciało by ją zobaczyć i ilu fanów commodore wyszło by zawiedzionych) wystawy "In the Church Without Magic". Czyż sam tytuł nie wskazuje już na miłość do atari? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J. ma rację, to tylko nic nie znacząca notka w piśmie, którego nikt nie czyta, jednak jeśli pismo przejmuje patronat medialny nad moją wystawą to oczekuję, że chociaż &lt;b&gt;a).&lt;/b&gt; zupgradeuje swoje informacje z 2004 roku na te z 2011, kilka uaktualnień oprogramowania zostało w tym czasie wprowadzonych przeze mnie na rynek, być może warto się zainteresować, &lt;b&gt;b)&lt;/b&gt;. przeczyta chociaż pobieżnie informację prasową o wystawie, &lt;b&gt;c)&lt;/b&gt;. zerknie na moją, okazuje się na darmo stale aktualizowaną, stronę internetową, &lt;b&gt;d).&lt;/b&gt; zapyta, być może lepiej w temacie obeznanych znajomych, kim jest ta artystka, o której mi kazano, kurwa, pisać. Przypomnę tej osobie, która notkę niefortunnie skleciła, że projekt Reallaura miał miejsce w zamierzchłym 2002 roku i wiele się od tamtej pory wydarzyło - papież umarł, samolot spadł, rząd się zmienił, nowy iPhone wszedł na rynek, podatki wzrosły i tak dalej. Ja też kilka, widocznie nieznaczących kompletnie, prac popełniłam od pamiętnego 2002 roku, tak bardzo przełomowego widocznie w mojej 'karierze' roku. Tak, nie jestem łatwą artystką, którą można jednym zdaniem notkowym skwitować, wymagam wysiłku intelektualnego porównywalnego z tym, który ja wkładam w kolejną pracę. Jeśli ktoś nie ruszył myszką, by zobaczyć czy cokolwiek zrobiłam od 2002 roku, to niech lepiej pisze o cenach cukru w Polsce, o festynie w Ciechocinku albo o wycieczkach do Tunezji, bo już sama nie wiem co zmienia się szybciej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej zapowiadałam, że więcej nie rozmawiam z nieprzygotowanymi dziennikarzami. Do swej obietnicy dodaję jeszcze, że pójdę na wojnę z każdym nieprzygotowanym dziennikarzem. Moi drodzy ignoranci, może czas zmienić pracę, jest tyle fajniejszych od sztuki najnowszej tematów w stolicy - most budują, korki są, marchewki na Hali Mirowskiej świeże rzucili...Co do diabła każe wam o sztuce pisać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tfu, grubsza żenada. Dokonałabym samospalenia, gdyby podobny tekst o kimkolwiek wyszedł mi niechcąco spod klawiatury. Jeśli więc ktoś jeszcze planuje zorganizować sobie poszukiwania inspiracji komputerem atari w moich pracach to polecam zamilknąć. Bo w pysk dam następnym razem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6625902633840656042?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6625902633840656042/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/polskie-pisma-o-sztuce-czyli-ignorancja.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6625902633840656042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6625902633840656042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/polskie-pisma-o-sztuce-czyli-ignorancja.html' title='Polskie pisma o sztuce czyli ignorancja w redakcji'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-7293938199293142285</id><published>2011-04-27T22:00:00.004+02:00</published><updated>2011-04-27T22:16:09.550+02:00</updated><title type='text'>Pół sekundy</title><content type='html'>'Nie będę przed niczym uciekał, bo w nic nie wierzę' - rzekł sobie główny bohater Mądrości Krwi, szef&amp;nbsp; Kościoła bez Chrystusa, rzekł sobie tak w filmie, który ostatnio dekonstruowałam dla potrzeb trzydziestosekundowej formy zwiastunowej i który właśnie sobie w tle pogrywa. Swoją drogą, przedświąteczny materiał, który mieliłam na FC37 był pełen wszelakich stwierdzeń a i tak jakoś w zmartwychwstanie trudno było mi uwierzyć. No i nie stało się, cholera, znowu temu zwiałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się jak napisać to, co mam do napisania, bez zbędnej egzaltacji i bez zbędnego wnikania w "chiromancję i horoskopy". Użyję prostych zdań, specjalnie dla tych, którzy je preferują.&lt;br /&gt;Mam taką wspaniałą zdolność do przypadkowego, być może, wpadania na prawdziwe perełki. Podczas montażu któregoś ze zwiastunów do całkiem przyzwoitego setu (tvp kultura rules infinitely), znalazłam dwie zaskakująco złożone ze sobą klatki. Zapewne to, co mi się objawiło, było jedynie skrobnięciem tradycyjnego montażysty flamastrem na taśmie, a jednak wyszło inaczej. Wyskoczyła mi nagle nieoczekiwana trupia dłoń&amp;nbsp; rzucająca czaszką z piszczelami. A materiał o kabaretach był to w końcu. Taka to trochę death metalowa ikonografia, zaśmierdziało niespodziewanie siarką i palonym włosiem, ale fakt odnalezienia czegoś ponadprzeciętnego podczas pracy, zawsze powoduje u mnie miłe uczucie nieprzypadkowości. Celowości. Zbiegu wypadków, myśli, poglądów, oczekiwań. Bo czy ktoś zwróciłby na to uwagę? Klatka, o której piszę, to ułamek sekundy pomiędzy kolorowym obrazem z gadającą twarzą a archiwalnym ujęciem "kabaretowym", na którym w ogóle nie wiem co się dzieje. Nie dojdę prawdy, czy tajemniczy "rysunek" i nie pasująca do niczego dłoń były tylko oznaczeniem montażowym i jakoś o klatkę za późno materiał się zmontował, czy faktycznym wrzuceniem czegoś pomiędzy klatki (Brad Pitt w "Fight Club" wrzucał podprogowo sterczące fiuty i zazdroszczę mu tego do dziś), zwykłą niedostrzegalną telewizyjną wpadką czy ułamkowym fragmentem kolejnego ciągu klatek - dla mnie to prawdziwa zagadka. Taka, co najzwyklej w świecie porusza zmysły, taka, która nakazuje wyobraźni pędzić dużo dalej, niż ktokolwiek zaplanował. Niestety nie mam możliwości przejrzenia całego archiwalnego materiału klatka po klatce, ale wierzę, że niejedno ćwierćsekundowe cudo czeka wśród nich na ponowne (premierowe?) odkrycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ani te nasze montażowe norki nie są zbytnio mroczne (za to zimne:), ani bety osmolone sadzą, a i amtosfera raczej przyjazna, jak to się więc dzieje, że ja znowu wpadam na ślad tego, czego cichutko, sukcesywnie szukam? Jednak w coś tam wierzę, chociażby w to ( z braku tak zwanego 'laku'), że każdemu przytrafia się taka sytuacja, jaką sobie podświadomie uroi, jaką sobie zaprojektuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznacie, że ani trupia dłoń ani białe plamy nie pasują do poprzedzających je klatek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-iAd7J_uCA4w/Tbh0j28WoDI/AAAAAAAAAJ0/gezueYqjVow/s1600/01.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://3.bp.blogspot.com/-iAd7J_uCA4w/Tbh0j28WoDI/AAAAAAAAAJ0/gezueYqjVow/s320/01.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-h8fYO9Ew9QY/Tbh0n7QknSI/AAAAAAAAAJ4/oqvIjeHKBVg/s1600/02.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="253" src="http://2.bp.blogspot.com/-h8fYO9Ew9QY/Tbh0n7QknSI/AAAAAAAAAJ4/oqvIjeHKBVg/s320/02.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--Sx84DmwD0w/Tbh0rOxW-kI/AAAAAAAAAJ8/kblrYTlxANE/s1600/03.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://3.bp.blogspot.com/--Sx84DmwD0w/Tbh0rOxW-kI/AAAAAAAAAJ8/kblrYTlxANE/s320/03.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OcZDP_iD63Q/Tbh0t54_DGI/AAAAAAAAAKA/VAhcarq9aoM/s1600/04.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://4.bp.blogspot.com/-OcZDP_iD63Q/Tbh0t54_DGI/AAAAAAAAAKA/VAhcarq9aoM/s320/04.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji - polecam wystawę Roee Rosena, my już zobaczyliśmy, prawda? :) Czekam na obiecaną 'recenzję'.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-7293938199293142285?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/7293938199293142285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/po-sekundy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7293938199293142285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7293938199293142285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/po-sekundy.html' title='Pół sekundy'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-iAd7J_uCA4w/Tbh0j28WoDI/AAAAAAAAAJ0/gezueYqjVow/s72-c/01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3185677508108287796</id><published>2011-04-21T00:56:00.001+02:00</published><updated>2011-04-21T01:05:14.208+02:00</updated><title type='text'>Żule a rynek sztuki</title><content type='html'>Jest we mnie narkotyczna potrzeba pisywania. Czasami. Kiedy się pojawia, jestem niczym parkowy nałogowiec od prezentacji genitaliów, zawsze znajdę czas i miejsce, by se coś obnażyć, by se skrobnąć. By potrzebę tę sobie zaspokoić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie bez przyczyny porównuję się z niepopularnym społecznie ludzkim elementem. Sama się w niepopularny społecznie element zmieniam. Od dawna nie pojawia się we mnie żadna myśl, nic nie zakłóca mojego wygodnego umysłowego bezruchu, nic nie wpada pomiędzy obszary zaanektowane przez kombinacje związane z&amp;nbsp; pozyskaniem pieniędzy na kolejne fazy remontowe a gimnastykę rozgrzebywania abstrakcyjnych uraz. Zmieniam się i kiepsko to wygląda. Nie przypomina ów proces żadnej znanej szerokiej publiczności ellemetamorfozy, nie jest to x factor, nie mam planu, nie napisałam podania o przebudowę, przypuszczam za to, że któryś mokotowski żul sprzedał mi potwornego wirusa. Pamiętacie ten słaby film "Mucha", w którym pan-naukowiec niechcąco, w wyniku nieudanych doświadczeń (a może celowo, nie pamiętam), zmienia się w muchę? No, właśnie. Mój "nurek", bo przy nomenklaturze zgn-u chcę pozostać, musiał zostawić jakąś bakterię żulowską w moim lokalu, bakterię, która zaatakowała mój bezbronny, alergiczny i bardzo osłabiony organizm. Wniknęła w krew i proces przemiany się zaczął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i chuj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw przestanę jeść (nie będę&amp;nbsp; mieć za co), potem zaniedbam płacenia za wynajętą "nieruchomość" z tej samej przyczyny, nie będę prać ubrań, bo niby jak, nie kupię niczego prócz konserw, bo nie mam lodówki, będę czytać tylko książki wywalone przez okolicznych sąsiadów na śmietnik. Rozpiję się bardziej niż do tej pory, sięgnę po najtańsze wina, zapalę kiepa z ulicy. Urośnie mi niegolona broda i warkocze pod pachami, skóra pozyska wymarzony żółtawy odcień, pory na twarzy się rozszerzą, oczy staną się czerwone...Znamy to? Niby nic nowego, ale postępowanie tego procesu przeraża mnie jak bohatera wspomnianego filmu. Nie kupię już wymarzonej kiecki no i na obcasie po mokotowskich śmietnikach chodzić nie będę. Przyodzieję się za to w te wszystkie śmietnikowe swetrzyska XXXL i o toalecie zapomnę. Zapomnę, gdzie ona się znajduje w moim lokalu, bo wygodniej mi będzie za potrzebą pójść w kącik pokoju. Przyniosę też sobie dwa tysiące sześćset przedmiotów niepotrzebnych, wyszukam same perełki - od zużytych wentylatorów przemysłowych po obrzyganą &lt;i&gt;Ucztę&lt;/i&gt; Platona. Zaopatrzę się w videoporny nie posiadając odtwarzacza video. Będę obserwować proces tworzenia się szarej brei na dłoniach a pod paznokciami zapielęgnuję se gnój. Już nigdy nie zobaczę kremu ani mydła, moje funkcjonowanie w społeczeństwie będzie dla niego prawdziwą udręką. Sąsiedzi będą życzyć mi śmierci a ja będę śmiercią śmierdzieć. I nikt już nigdy mnie nie dotknie. Co za perspektywa. Inspirująca. Tyle być może da się zrobić za pięćset złotych. A może nawet nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy już owa bakteria lub ten śmierdzący wirus rozpanoszy się we mnie na dobre, może wtedy przyjmę propozycję sprzedania swojej pracy na aukcji. Żeby coś w końcu zjeść. Bo póki co, tuż przed przewidywalną metamorfozą, jestem oburzona tym, że komukolwiek przyszło do głowy proponowanie mi przekazania dzieła (czytać należy - obrazu. Śmieszne) na aukcję 'młodego malarstwa', która w trzech słowach polega na tym, że starujemy od 500 zł za wystawiony obiekt i dzielimy się na pół wylicytowaną sumą. Bardzo wszystkich zaangażowanych w operację "aukcja" przepraszam za swoje poglądy, być może wcale ów proces zżulenia nie następuje tak szybko jak się spodziewałam , ale potrale aukcyjne należy zhakować czem pędzej, wygasić je, zguerillować, nim nasz, w mękach wypracowny rynek sztuki, totalnie zniszczą. Nie zrozumiałam być może oferty, być może faktycznie była intratna, a ja ją spontanicznie odrzuciłam? Bo nie potrafię jakoś przystać na traktowanie artysty jak bezmyślnego wyrobnika płaskiego obrazu za pięćset złotych. Tyle kosztuje, nie przyrównując: młynek do kawy, benzyna na miesiąc, spodnie w levisie, buty w niezbyt eksluzywnym sklepie, krem tyle, kurwa, kosztuje, wymiana opon na letnie tyle kosztuje, dwa bilety do Opola and back tyle też kosztują, bo do Londynu może już nie wystarczyć. Z całą pewnością nie. &lt;br /&gt;Spalić wszelkie placówki organizujące tego typu aukcje! Przepraszam, nie wesprę, zaneguję raczej, pomimo zapewnionych profitów w postaci (sic!) promocji. Aukcje tego typu kompletnie rozbijają rynek i dziwię się, że nikomu to nie przeszkadza. I szkoda mi klientów kupujących na tego typu aukcjach, tych,&amp;nbsp; którzy nieświadomie pakują pięćset złotych w złe prace, gorsze prace, te, których każdy artysta chce się pozbyć. Bo kto przekaże na aukcję za pięćset złotych (bez gwarancji i z obligatorynym podziałem zysku fifty/fifty) swoje najlepsze dzieło? Samobójca w depresji albo mokotowski żul w winnej potrzebie (ile by to było litrów wina? Aż dziesięć). Dobre prace, wartościowe, wciąż kupuje się &lt;b&gt;w galeriach&lt;/b&gt; i żadna aukcja młodego malarstwa tego nie zmieni. Ja się za połowę (z być może wyszej niż 500 zł) kwoty nie podpiszę pod tą inicjatywą. Jestem zdania, że portale aukcyjne należy bojkotować, tym bardziej wtedy, kiedy sprzedają prace pochodzące z tak&amp;nbsp; zwanego 'drugiego obiegu'. I jakoś zapomina się o wypłacie tych nędznych groszy artyście za powtórną sprzedaż, za to pamięta się by go wydoić przy okazji raz jeszcze.&lt;b&gt; &lt;/b&gt;Nikt nie dba o jakość prac na podobnych aukcyjnych eventach. &lt;b&gt;Hate it!&lt;/b&gt;&lt;b&gt; Hate it!&lt;/b&gt;&lt;b&gt; Hate it!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Raz jeszcze przepraszam,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niepopularny Mokotowski Żul in Progress.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. do artystów - może w końcu należy zbojkotować podobne inicjatywy zamiast im przyklaskiwać?&lt;br /&gt;ps. do klientów - może czas ruszyć w kierunku dobrych galerii (nie brakuje ich w stolicy), zapłacić nieco więcej i być w posiadaniu dobrych prac zamiast byle jakich ochłapów w formacie 10x10cm?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. język mój wspomniany wirus opanowuje szybciej, niż przypuszczałem, jestem więc usprawiedliwiony&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;last.ps. - kiedy wpisać w google słowo "sztuka", jednym z popularniejszych wyświetleń okaże się "sztuka ogrywania kasyna. wygraj 30 tys miesięcznie". Po co mi więc udział w jakiejś aukcji? Kasyno wydaje się bardziej opłacalne. Nawet dla średnio w temacie zorientowanego żula.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wOBYBdf-w6c/Ta9dC2n5ztI/AAAAAAAAAJw/w7q3xbIXLtI/s1600/hate-d.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="116" src="http://4.bp.blogspot.com/-wOBYBdf-w6c/Ta9dC2n5ztI/AAAAAAAAAJw/w7q3xbIXLtI/s320/hate-d.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3185677508108287796?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3185677508108287796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/zule-rynek-sztuki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3185677508108287796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3185677508108287796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/zule-rynek-sztuki.html' title='Żule a rynek sztuki'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wOBYBdf-w6c/Ta9dC2n5ztI/AAAAAAAAAJw/w7q3xbIXLtI/s72-c/hate-d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6212992712256691570</id><published>2011-04-16T00:37:00.001+02:00</published><updated>2011-04-16T00:43:04.916+02:00</updated><title type='text'>F. set</title><content type='html'>Sztuka&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-AbcoLZpM0Nw/TajH0KbqckI/AAAAAAAAAJc/O2R_Tgyd0pk/s1600/IMG_3148.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-AbcoLZpM0Nw/TajH0KbqckI/AAAAAAAAAJc/O2R_Tgyd0pk/s320/IMG_3148.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Architektura&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oZfXtcD99DE/TajH4FdBo5I/AAAAAAAAAJg/DEbizt7IpBo/s1600/IMG_3150.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-oZfXtcD99DE/TajH4FdBo5I/AAAAAAAAAJg/DEbizt7IpBo/s320/IMG_3150.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Rozrywka&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-zjzIpt-ZQZU/TajH75Rl6WI/AAAAAAAAAJk/NTi7dRt3cys/s1600/IMG_3143.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-zjzIpt-ZQZU/TajH75Rl6WI/AAAAAAAAAJk/NTi7dRt3cys/s320/IMG_3143.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakupy&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kMSflOABOEU/TajH_Jfz-zI/AAAAAAAAAJo/QmkWD_dlkEU/s1600/IMG_3147.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-kMSflOABOEU/TajH_Jfz-zI/AAAAAAAAAJo/QmkWD_dlkEU/s320/IMG_3147.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sport&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VMknqhPif-Q/TajJ1ecylcI/AAAAAAAAAJs/VsNNM9xuH18/s1600/IMG_3090.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-VMknqhPif-Q/TajJ1ecylcI/AAAAAAAAAJs/VsNNM9xuH18/s320/IMG_3090.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6212992712256691570?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6212992712256691570/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/f-set.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6212992712256691570'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6212992712256691570'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/f-set.html' title='F. set'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-AbcoLZpM0Nw/TajH0KbqckI/AAAAAAAAAJc/O2R_Tgyd0pk/s72-c/IMG_3148.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-2427677690125858011</id><published>2011-04-13T10:14:00.003+02:00</published><updated>2011-04-13T17:35:19.794+02:00</updated><title type='text'>Wpis (z) drogi. Długi list na krótkie pożegnianie</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0in 0in 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;K.P.Moritz :“Czyż zatem dziwić się należy, kiedy zmiana miejsca tak bardzo nam pomaga wymazać z&amp;nbsp;pamięci to, czemu w myślach niechętnie przyznajemy realność?“&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Finlandia. Ten krótki dosyć&amp;nbsp;lot z obligatoryjną zmianą czasu był zaledwie wstępem, preludium do całego ekskursu. Kiedy przesiadaliśmy się do autobusu w kierunku Pori, była dwudziesta i właśnie zachodziło słońce. Zachodziło tak samo, ale inaczej, bo abstrakcyjne grzebanie w, nienadającym się do tego, czasie oraz wciąż zimne, północne powietrze, są w stanie zmienić najbanalniejsze zjawiska w całkiem ciekawe wizualne zdarzenia. Pustawy autobus nieśpiesznie i z całą pewnością dostosowując prędkość do drogowych obostrzeń, kierował się na północ. A może to tylko moja projekcja, wrażenie wklejone sobie pomiędzy klepki, że jak w Finlandii się gdzieś poruszać, to jedynie na północ. Być może Pori jest gdzieś indziej, być może. Zapadł zmrok a mnie dopadł drive, czyli ucisk w żołądku, szum w uszach i nadmierne fizyczne pobudzenie, które można zaspokoić jedynie pędząc gdziekolwiek, byle daleko, dalej i dalej.&lt;br /&gt;Od kilkudziesięciu minut nie minął nas żaden samochód. Ciemno. Światło pochodzi jedynie z pustych stacji benzynowych lub zamkniętych przydrożnych barów, które wyłaniają się z&amp;nbsp;mroku co kilkanaście kilometrów. Autobus zatrzymuje się czasami w łudząco podobnych do siebie miejscach, są to tak samo wyglądające centra handlowe, być&amp;nbsp;może centralne punkty małych miejscowości. Mam wrażenie, że stoimy w miejscu lub, w najlepszym wypadku, kręcimy się w kółko trafiając zawsze pod ten sam szyld. Takie same budynki, pusta ciągnąca się w nieskończoność droga, żywego ducha, nikt do autobusu nie wchodzi, nikt nie wychodzi, kierowcy na przystankcah, podczas przerwy na szluga, przerzucają paczki z jednego bagażnika w drugi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolejnej godzinie pięknego choć ani odrobinę nie zmieniającego się krajobrazu, zaczęłam przypominać sobie podobny trip w Urugwaju - kilkugodzinne niezmienne ciemne nic, by wysiąść w kompletnej głuszy i ciemności na skrzyżowaniu ulic.&lt;br /&gt;To fińskie „nic“ charakteryzuje się sporą dawką&amp;nbsp;uroku, nieznośnym z&amp;nbsp;jednej i powodującym uczucie bezpieczeństwa z&amp;nbsp;drugiej, porządkiem. Te same budynki, drewniane domki dla lalek, wysprzątana lub nigdy nie zaśmiecona przestrzeń, pusta droga i orzeźwiający zapach lasu. Sporo tutaj wciąż śniegu, leży jak psie zwłoki przy drodze, brudny, ledwo do śniegu jeszcze podobny, raczej jest kumulacją rzeźbiarską, formą w przestrzeni publicznej. Odnoszę wrażenie, że to tripy trip donikąd. Czytam „Krótki list na długie pożegnanie“, by podsycić swój drive. Doskonale nastroić&amp;nbsp;się do rzeczywistości, w której się znajduję. Nastroić&amp;nbsp;się pozytywnie do rzeczywistości, w której znajdę się za chwilę. I byle dalej. Dalej. Dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cYs0rk7FHiI/TaXCBbzGDYI/AAAAAAAAAJQ/ofnBA8MZY30/s1600/sea.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="262" src="http://1.bp.blogspot.com/-cYs0rk7FHiI/TaXCBbzGDYI/AAAAAAAAAJQ/ofnBA8MZY30/s400/sea.jpg" width="400" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BuyyukYschc/TaXCKvhkF2I/AAAAAAAAAJY/ojHFe6-w3yw/s1600/room.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-BuyyukYschc/TaXCKvhkF2I/AAAAAAAAAJY/ojHFe6-w3yw/s400/room.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ct4GVkp0hkk/TaXCG0XEPzI/AAAAAAAAAJU/uoYegPX_ffQ/s1600/mountain.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-ct4GVkp0hkk/TaXCG0XEPzI/AAAAAAAAAJU/uoYegPX_ffQ/s400/mountain.jpg" width="400" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;ps. Finlandia z zimowego snu się jeszcze nie obudziła, jest raczej jak wymiętolona, brudna pościel w hotelowym koszu na pranie. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-2427677690125858011?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/2427677690125858011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/wpis-z-drogi-dugi-list-na-krotkie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2427677690125858011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2427677690125858011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/wpis-z-drogi-dugi-list-na-krotkie.html' title='Wpis (z) drogi. Długi list na krótkie pożegnianie'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-cYs0rk7FHiI/TaXCBbzGDYI/AAAAAAAAAJQ/ofnBA8MZY30/s72-c/sea.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1427860749021681823</id><published>2011-04-09T21:52:00.003+02:00</published><updated>2011-04-10T01:55:13.482+02:00</updated><title type='text'>W cyklu : REMONT</title><content type='html'>Wynajmowanie lokali użytkowych, w których posiadaniu jest Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, to prawdziwy sport ekstremalny dla najbardziej wytrwałych i zdeterminowanych oraz lekko stukniętych zawodników. Pomijam standard oferowanych lokali&amp;nbsp; - bez okien, bez drzwi, bez ogrzewania, z klepiskiem, bez wody i tak dalej. Małe, ciemne, zagrzybione dziury rules. Ogólnie rzecz biorąc, warszawskie zgny stale liczą na artystów-wariatów, którzy w ich mniemaniu do swojej pracy twórczej wody ani prądu nie potrzebują. Zimą za to lubią malować lub wykonywać inne prace w czapkach, kożuchach i rękawiczkach suchą bułkę popijając wódką dla rozgrzania kończyn.&lt;br /&gt;Proces pozykania lokalu mam za sobą. Pracownię szykuję w bólach i z ryzykowaniem zdrowia i życia. Na Mokotowie, na Odolańskiej. Sam remont jest jednak czystą (sic!) przyjemnością w porównaniu z procesem pozyskiwania lokum oraz przechodzeniem kolejnych etapów wtajemniczenia w boską papierologię. Wymienię (być może ku przestrodze), co czeka każdego szczęśliwego najemcę, by już nikt więcej nie zdziwił się samymi procedurami, a zadziwionym z szeroko otwartą gębą można zostać każdego dnia, poczynając od pierwszego spotkania podczas negocjacji stawki czynszu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli już znajdzie się coś przypominającego lokal, ma to coś dobre oświetlenie, jest to coś ogrzewane i posiada wychodek - należy umrzeć ze szczęścia i szybko złożyć ofertę (nip, pip, dyplom). Po dwóch miesiącach ktoś leniwie zadzwoni z informacją, że oto już jutro jest ten upragniony dzień negocjacji. Miałam to szczęście, że drugi oferent się wystraszył i zwiał, więc negocjować za bardzo nie było z kim, lokal poza konkursem ofert z przeznaczeniem na pracownię twórczą na Mokotowie otrzymuje się za połowę stawki (11zł/m2), jeśli się bierze taką ruinkę jak moja, przy lepszym standarcie nie ma co liczyć na takie szalone upusty.&lt;br /&gt;Ok, umowa negocjacyjna sporządzona, kolejny miesiąc zajmie zarządowi jej klepnięcie. Trzeci miesiąc mija, rachunek za korzystanie z telefonu coraz wyższy, bo dyskusje przez łącza z zgnem długie i uciążliwe. I kieszeń pustawa, bo nim otrzyma się klucze, należy wpłacić kaucję w wysokości trzymiesięcznego czynszu (2300zł jeśli się pan pomyli, co miało miejsce, więcej, jeśli się nieszczęśliwie nie pomyli), więc lepiej zadbać o jego minimalną stawkę. W tym samym czasie należy notarialnie poddać się rygorowi egzekucyjnemu, zgn w ten sposób zabezpiecza się przed naszym przewidywalnym, i oczywistym jak wiosna w marcu tego roku, niepłaceniem czynszu (960 zł). Podpisanie umowy jest także dramatycznym przeżyciem, bo umowa długa jest i wszystkiego zabrania oprócz planowanego opuszczenia lokalu po trzech latach w stanie nie gorszym niż zastany (umarłam ze śmiechu, trudno by mi było doprowadzić do gorszego stanu cokolwiek). Po podpisaniu tego wyroku pozostaje nam jakiś tydzień lub dwa by zapłacić pierwszy czynsz (załóżmy 900zł).Trzeba dopilnować zarządu i domagać się wydania kluczy w jakimś rozsądnym czasie. Podczas ich przekazania następuje podpisanie protokołu zdawczo-odbiorczego. W tym momencie można zaliczyć niezłego "nurka", jak to miało miejsce w moim wypadku, okazuje się bowiem, że podczas tych kilku miesięcy bimbania zarządu, lokal mógł bardzo pogorszyć swój standard. Na Odolańskiej miałam mieszkańca, który włamał się do lokalu, pomieszkiwał sobie i posrywał, o czym już zresztą wspominałam. ZGN oczywiście o tym wiedział, ale nie powiedział. Historia toczy się za to dalej a w biurach nie ma osoby, która, ze zmartwieniem sztucznie zaaplikowanym na twarz, nie zapyta czy już sobie z nurkiem poradziłam. Podpisanie protokołu odbywa się w uroczym towarzystwie wszelakiej maści inspektorów, którzy zazwyczaj uważają, że wszystko trzeba wymienić, współczują najemcy, klepią po plecach i życzą powodzenia. Bo faktycznie się ono na kolejnych etapach bitwy przyda. Przyjazne stosunki zachować z inspektorami - ważna rzecz, w końcu to oni za kilka miesięcy znowu wpadną klepnąć to, co udało nam się zrobić z rozsypującego się lokalu. Kilku z nich nawet nie wchodzi do środka, bo odór jest faktycznie trudny do zniesienia. Tego samego dnia, kiedy otrzyma się klucze, najlepiej szybko już biec podpisywać umowy ze Stoenem (osobna mrożąca krew w żyłach historia, miesiąc czekania) i czem prędzej składać podanie o zgodę na remont z uwzględnieniem absolutnie każdej pierdoły, którą się w lokalu chce dotknąć, bo kran w źle opisanym miejscu może być potem przyczynkiem do pogorszenia wspomnianych przyjacielskich stosunków. A to fe jest. Wydanie porozumienia remontowego to kolejne dwa lub cztery tygodnie. W tym czasie należy spokojnie pić kawę, czynsz płacić (pomniejszony jednorazowo o połowę kosztów poniesionych za ustanowienie aktu notarialnego - 450 zł), niczego nie ruszać, chodzić na romantyczne spacery do swojego lokum, sprzątać ptasie gówna z podłogi i rozglądać się za tanią ekipą remontową. Aby jednak otrzymać ten pięćdziesięcioprocentowy rabat na czynsz, należy w zgnie złożyć odpowiedni dokument, kopię, rachunek.Te kilka miesięcy od złożenia oferty na lokal to akurat tyle, żeby obudził się Urząd Miasta, o którego przebudzeniu, ku waszym równie szeroko otwartym ze zdziwienia oczom, zaświadczy wysłane pocztą wezwanie do zapłaty podatku od nieruchomości. A co! Z dniem podpisania umowy najmu zmieniamy się bowiem w ziemskich posiadaczy, których należy opodatkować (50m2 ze zniżką na działalność twórczą - ok.300zł/rok). &lt;br /&gt;Więcej kosztów nie pamiętam. Drżę przed kolejnymi.&lt;br /&gt;I czekam na podpisanie wymarzonego porozumienia remontowego, co nastąpi "niebawem", bo porozumienie w postaci papierka już w ręce 'szefa' widziałam, tylko nie została jeszcze uruchomiona, jakaś mgliście mi się jawiąca, procedura.&lt;br /&gt;Prąd już mam, liczniki, bezpieczniki też. Kafelki, duperelki za jakiś czas. Kraniki, dywaniki za kolejnych kilka miesięcy. Za to dzisiaj dzielnie swój obsrany przez "nurka" wychodek uruchomiłam. Przynajmniej mogę na Odolańską za potrzebą się udać, zamiast obsikiwać klatkę schodową.&lt;br /&gt;Tak właśnie dba się o warunki dla rozwoju kultury w mieście, które o jej stolicę podobno się ubiega. Kulturalne to miasto, a jakże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łącząc się w bólu i od kciuków trzymania "mając obrzękłe prawice" - pozdrowienia i życzenia wytrwałości dla F11 (Galeria Appendix2 na Foksal 11).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SfVRGDe9C1A/TaC0tM8ifoI/AAAAAAAAAJI/lHPlteIwiMQ/s1600/wc.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-SfVRGDe9C1A/TaC0tM8ifoI/AAAAAAAAAJI/lHPlteIwiMQ/s320/wc.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-HS_OAVHb7wE/TaC01Z9tNMI/AAAAAAAAAJM/FJ3swa_l-mA/s1600/wc-2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-HS_OAVHb7wE/TaC01Z9tNMI/AAAAAAAAAJM/FJ3swa_l-mA/s320/wc-2.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1427860749021681823?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1427860749021681823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/w-cyklu-remont.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1427860749021681823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1427860749021681823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/w-cyklu-remont.html' title='W cyklu : REMONT'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-SfVRGDe9C1A/TaC0tM8ifoI/AAAAAAAAAJI/lHPlteIwiMQ/s72-c/wc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5756321609028791332</id><published>2011-04-06T23:29:00.000+02:00</published><updated>2011-04-06T23:29:29.156+02:00</updated><title type='text'>Uwaga! Pozytywnie!</title><content type='html'>Tak więc kończę. Kończę z tą setką zobowiązań. Powoli, ale jednak zrobię to.&lt;br /&gt;Od jutra jestem 'lazy'. Co znaczy :&amp;nbsp; już z samego rana spóźniam się planowo na pociąg, żeby swoją odmianę należycie zaakcentować.&amp;nbsp; A następnie : nie idę na spotkanie ze stoenem, hydraulika mam gdzieś, olewam zgn niczym mój niedawny 'współlokator', nie płacę wyliczonego podatku, słucham tylko ciężkich, mięsistych basów spod wody (najbardziej relaksujący dla mnie ostatnio dźwięk), czekam na życzenia noworoczne, nie dbam o kafelki w kiblu, zakładam kieckę i tatuuję ciała pół spod kiecki, palę, na umór piję, bawię sie w trupa, nie zaliczam festynu video w Finlandii, zapominam o rachunkach, czytam tylko głupie książki, uruchamiam w końcu rower, nie jem kanapek, nie odpisuję na maile, neguję wartości, nie zapominam o festiwalu w Brighton, ignoruję wezwania do zapłaty oraz wezwania do odpowiedzi na pytania, w dupie szatana noszę i jadę leczyć się nad morze z globusem i plastikowym pieskiem,&amp;nbsp; mieszkam z nurkiem i na wszystko lachę kładę. Na bloga kładę, na dyskusje ją kładę i na obietnice też ją przyłożę. Jak trzeba będzie. A będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/vq7o8CHRt8M" title="YouTube video player" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5756321609028791332?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5756321609028791332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/uwaga-pozytywnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5756321609028791332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5756321609028791332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/uwaga-pozytywnie.html' title='Uwaga! Pozytywnie!'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/vq7o8CHRt8M/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6281736424770986700</id><published>2011-04-04T19:21:00.004+02:00</published><updated>2011-04-04T19:40:19.127+02:00</updated><title type='text'>Rocznica.</title><content type='html'>Miewam problemy z porannym wskaźnikiem energii, wstaję z informacyjnym kacem, przez zamglone oczy przewija mi się Warszawa powoli, jak klatki w zwiastunie do filmu Tarkowskiego. Za ten rzeczy stan obwiniam nocne wycieczki. Pierwsza, którą często ostatnio wybieram, zawsze kończy się w basenie, pływam wtedy całą noc. Nie wiedzieć dlaczego, pływam zawsze z Marcinem &lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;(&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;Marcin, &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;miałam Ci o tym dzisiaj opowiedzieć)&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;. Druga wycieczka, niczym predykcja w szkalnej kuli długonosej jędzy, odbywa się w Utopii/Ohio. Podchodzę do drzwi jedynego w tej dziurze budynku, dzwonię, czekam. Otwiera tłusty, spocony jegomość w brudnym podkoszulku, z petem między zębami. Bez przeprosin pakuje mi kulkę w brzuch. Tratatata bum! Patrzę na tę czerwoną dziurę w brzuchu i spokojnie myślę o tym, że w końcu wiem jakie to uczucie....Nareszcie! &lt;br /&gt;Tak więc budzę się codziennie w mokrym stroju kąpielowym, już bez Marcina, za to z dziurą w brzuchu. Budzę się trupem z rozterką, czy aby na pewno ktoś nakręci o moim zwłoku film fabularny. I żeby Boguś mnie w nim zagrał, Boguś w poplamionej krwią białej koszuli! Dodawać nie trzeba, że trudno z takich podróży wrócić cało do Warszawy. Z poranną energią wrócić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tu wszystko już czeka na mój cięty nastrój z dziurą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekają na mnie nasze martyrologiczne festyny. Bo my, Polacy, uwielbiamy rocznice. I to rocznice specyficzne, takie z nadętym przytupem, krwistą flagą i najchętniej takie, by sobie znowu dobrze popłakać. Dopiero, co się cały rok rozczulaliśmy nad prochami Szopena a tu już kolejne zastępy zza światow nadciągają. I trzeba to uczcić, cześć należytą im oddać. Ale jak to zrobić? Na przykład można nakręcić ujmujący film o ważnych kwestiach, o cudzie, który zdarza się przy zapalonych na parapecie świeczkach. Czy to nie piękne? Na zdjęciu w warszawskim metrze stoi Linda. Stoi przy sztaludze malując czerwony akt na białym. A jakże! Nie ma nic piękniejszego niż&amp;nbsp; nagi akt w barwach polskich, jakie to dobitne i, ach, jak symboliczne! Denerwujące skojarzenie z narodowymi barwami nasuwa się od razu, bardziej jeszcze drażni mnie fakt, że ta "flaga" ma postać cierpiącej, wygiętej do aktu Matki Polki. Można też rocznice uczcić inaczej - cyfrowo utrwalić lament pod krzyżem i pokazać jako chłodny dokument wnikliwego obserwatora, zrealizować wielkopomne dzieło pod tytułem "Lot Tupolewa 99% tylko" też można. Kręcimy go od roku we wszystkich stacjach telewizyjnych. Społeczeństwo to kupi, wszak rocznice obchodzić narodowym obowiązkiem jest i basta! A kto tego nie wypije tego we dwa kije. Z okazji rocznic kręćmy jeszcze więcej nadętych filmów o nadętym życiu, wywieśmy spoconą koszmarem nocnym flagę, zjednoczmy się znowu, przypomnijmy sobie, wykorzystajmy tę niepowtarzalną okazję. Gdyby nie reklama w metrze, nie wiedziałabym komu, czemu, jak i kiedy cześć oddać. I że pomiędzy tym wszystkim są jeszcze jakieś związane z kolejną śmiercią "święta". Też by mi umknęło.&lt;br /&gt;Mieszkamy w kraju, w którym rozwój gospodarczy opiera się nie na turystyce, nie na przemyśle ciężko-zbrojeniowym i nie na złożach ropopochodnych a na biznesie związanym z rocznicami katastrof i śmierci, bitew, wojen i łez. Czasami udaje się nam jednoczyć na pl.Konstytucji przy koncercie Roxette, bo gromadzić się lubimy. Rozpamiętywać także. Nie ma większej różnicy czy to blondwłosa gwiazda czy dwie żerdzie, jesteśmy tam, gdzie nam kazano być. Wyciągamy z budżetu kolejne milionki na nasze ukochane uroczystości, każda suma jest też warta wylanych w kinie łez. I "kultura" ma się dzięki rocznicom bardzo dobrze, jest się nareszcie do czego odnieść, zbudować tożsamość narodową jest na czym, nie trzeba lawirować i specjalnie szukać tematów a i kasa na realizację zapewniona. I odbiorca czeka! Wszak to rocznica. "Wydarzenia sprzed roku pokazały, że Polacy potrafią się zjednoczyć w obliczu tragedii". Repertuar kin i telewizji w miesiącach kwietniu i maju zarezerwowano więc, ku naszej uciesze i zjednoczeniu, dla Tupolewa i Watykanu. Być może jestem niewcieloną egoistką bez krzty empatii, bo pamiętam jedynie rocznice swoich urodzin oraz dni wszystkich świętych moich przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może zrobimy w końcu coś prawdziwego? Nie posłuchamy tego, co nam podpowiedziano i narzucono, zbierzemy się pod jakimś słupem, skoro już do udanych publicznych zgromadzeń potrzebny jest pionowy przedmiot, i zawrzeszczymy. Zamiast bronić symboli brońmy raczej tego, co nas bezpośrednio dotyka. Nie widziałam pod żadnym warszawskim budynkiem nikogo oburzonego z powodu podniesionych podatków (że taki nieefektowny przykład rzucę), nikt filmu nie nakręcił o tej wielkopomnej chwili zmieniającej los Polaków, przełknęliśmy to znaczące dla rozwoju gospodarczego kraju wydarzenie lekko, lżej niż nieudany lot nad drzewami we mgle. Nikt nie płakał pod żadnym drzewem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dwrWJc3cqzc/TZn643qwfWI/AAAAAAAAAJE/hcHV92t3gFw/s1600/trzy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-dwrWJc3cqzc/TZn643qwfWI/AAAAAAAAAJE/hcHV92t3gFw/s400/trzy.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Trójce usłyszałam apel polityka o zrozumienie, oddanie  czci i o pozwolenie na godne przeżycie żałoby raz jeszcze. Pozwalam. Ale  proszę aby mnie pozwolono nie "żałobać".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6281736424770986700?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6281736424770986700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/rocznica.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6281736424770986700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6281736424770986700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/04/rocznica.html' title='Rocznica.'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-dwrWJc3cqzc/TZn643qwfWI/AAAAAAAAAJE/hcHV92t3gFw/s72-c/trzy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3570288156619067974</id><published>2011-03-30T20:56:00.001+02:00</published><updated>2011-03-31T09:52:12.730+02:00</updated><title type='text'>W cyklu : Koncert Życzeń - Mała namiętna</title><content type='html'>W cyklu "Koncert Życzeń" spełniam... życzenia. To chyba jasne.&lt;br /&gt;Być może prawdą jest, że piszę jedynie o sprawach przygnębiających i dzielę się tylko pesymistycznymi obserwacjami. Bo to one mnie stawiają na baczność, poruszają i nie dają spać. Gdybym to usłyszała raz - nie utkwiło by mi w pamięci. Ale dzisiaj Mirellka zauważyła, niestety nie jako pierwsza, że chłodno tu u mnie i marudersko. Powiedziała mi o tym siedząc przy kawce na Chłodnej w ten piękny, słoneczny dzień. Nie, zdecydowanie nie jestem typem smutasa i marudera, choć miewam niepopularne poglądy na wiele popularnych spraw. Zapewniam więc, że poza pisaniem jestem raczej "namiętna, mulatka, duże 'B'", a poważnie rzecz traktując - jestem typ konkretny ale wesoły, z sercem wywalonym do artyleryjnego obstrzału.&lt;br /&gt;Ja po prostu o pozytywnych emocjach nie rozprawiam, pisanie o nich w moim wydaniu brzmi zawsze zbyt barokowo i pretensjonalnie. Tyle potrzebnego, zdaje się, tłumaczenia.&lt;br /&gt;Tym razem zdecyduję się więc na głupi, przewrotny żarcik, specjalnie dla Mirellki, set zza samochodowej wycieraczki. Używając allegrowej nomenklatury : "Gorąco polecam!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4lRURs2u3ZY/TZN5l5r3TRI/AAAAAAAAAJA/6hABZOKTO4I/s1600/laura-scan.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-4lRURs2u3ZY/TZN5l5r3TRI/AAAAAAAAAJA/6hABZOKTO4I/s1600/laura-scan.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3570288156619067974?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3570288156619067974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/w-cyklu-koncert-zyczen-maa-namietna.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3570288156619067974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3570288156619067974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/w-cyklu-koncert-zyczen-maa-namietna.html' title='W cyklu : Koncert Życzeń - Mała namiętna'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4lRURs2u3ZY/TZN5l5r3TRI/AAAAAAAAAJA/6hABZOKTO4I/s72-c/laura-scan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-4747462845671377482</id><published>2011-03-29T00:37:00.003+02:00</published><updated>2011-03-29T00:44:40.398+02:00</updated><title type='text'>Piąta rano czasu letniego</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;    &lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;„Witam Panią charakteryzującą się na Pink“. Nie, ja raczej jestem black a nie pink, do pink mi daleko – myślę siedząc w raczej czarnych szmatach dwudziestą godzinę przy stole z&amp;nbsp;wódką, białymi tulipanami i tuzinem ciotek.&lt;br /&gt;Imprezy weselne to jest coś, w czym uczestniczyć jako obserwator lubię, chyba ze względu na, niespotykany nigdzie poza nimi, wysoki poziom wymuszonego absurdu. Jako przeszkolona w savoir vivre (i niepraktykująca go z&amp;nbsp;przekory) jednostka, wyłapuję same smaczki. Może nie tak drastyczne jak u Smarzowskiego, ale równie fascynujące. Tu nie "smaczyło", tu było "więcej niż ok".&lt;br /&gt;Nie, nie jestem pink. To porównanie wysyła mnie do szafki z&amp;nbsp;maszynką do golenia, ale obawa przed byciem Britney jakoś mnie w połowie drogi zatrzymuje. Jestem jednak raczej black.&lt;br /&gt;I ślubowania z&amp;nbsp;podpisem w obecności stu obcych osób nie rozumiem. Być może mam rodzinnym modelem wypaczone podejście do sprawy „najważniejszej“, jednak nie potrafię sobie siebie wyobrazić w roli osoby, której społeczny byt usankcjonowany zostaje li tylko złożonym podpisem. No jakoś się w ten schemat nie wpisuję i dajcie mi, ciotki (boys, there‘s nothing to do with you) święty niczym Watykan spokój! Ja, drogie ciotki, preferuję nieokreślone sytuacje życiowe, chaos i stąpanie po ostrzu noża. Nawet, jeśli to trudne do zrozumienia.&lt;br /&gt;Ślub to dla mnie jakaś histeryczna potrzeba przepisania na siebie praw własnościowych do obiektu poruszającego się po obcej trajektorii, prawne i podjazdowe przywłaszczanie praw do obiektu indywidualnego tłumaczone „miłością“. A jak wiadomo, niczego się tak nie boję w swoim życiu jak zawłaszczenia, jak prywatyzacji mojej jednoosobowej firmy i określenia siebie przez pryzmat drugiego bytu. Nic mnie bardziej nie przeraża niż przynależność. Za pachnące troszkę nihilistycznie poglądy nie przepraszam, wystarczająco długo się z&amp;nbsp;nich ostatnio tłumaczyłam i spodziewam się tłumaczeń jeszcze. Przekładów się spodziewam, przekładów na język schematycznego społeczeństwa polskiego czyli na ten język, którego się wciąż próbuję nauczyć. Sama nie wiem czy gorszy mi znienawidzony angielski czy uspołeczniony polski. Dodam tylko jeszcze jedno, by przelać ten gorzkiego wina kielich - naprawdę jestem bliska torsji podczas&amp;nbsp; przymusowego oglądania billboardów w metrze, które sielsko przedstawiają szczęśliwą rodzinkę na swoim. Znacie to? On bosko muskularny, białozębny, ona wysoka, smukła i długim włosem spowita plus małe coś na podobieństwo tych dwojga. Ni cholery mnie te publiczne przymusy do szczęścia nie przekonują, nie ten target. Być może zadziałałyby na target jelinkowych amatorek, tych, których marzenia o szczęściu są kreowane przez tego rodzaju przedstawienia. Ja wiem, że "życie jest gdzieś indziej". Tym samym odpowiedziałam sobie na setki stawianych sobie po cichu pytań :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mimo swoich niepopularnych poglądów, których wyznawania nie oczekuję (w przeciwieństwie do pozostałych, tych wywierających na mnie presję) życzę Młodej (sic!) Parze dużo zdrowia. No, zdrowia życzę. Każdego rodzaju zdrowia. Wypijmy za nie raz jeszcze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-4747462845671377482?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/4747462845671377482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/piata-rano-czasu-letniego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4747462845671377482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4747462845671377482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/piata-rano-czasu-letniego.html' title='Piąta rano czasu letniego'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-4906933286206843532</id><published>2011-03-20T23:14:00.001+01:00</published><updated>2011-03-20T23:18:26.828+01:00</updated><title type='text'>London told me yesterday</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/--X8QLAQ7AI8/TYZ6na1tHNI/AAAAAAAAAIo/_8W9xK7IWvU/s1600/01.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="209" src="https://lh5.googleusercontent.com/--X8QLAQ7AI8/TYZ6na1tHNI/AAAAAAAAAIo/_8W9xK7IWvU/s320/01.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-Kfvy6qStoZw/TYZ6quCZ0ZI/AAAAAAAAAIs/BOTTZsKxpE4/s1600/02.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="193" src="https://lh6.googleusercontent.com/-Kfvy6qStoZw/TYZ6quCZ0ZI/AAAAAAAAAIs/BOTTZsKxpE4/s320/02.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-KV6bgfzabPY/TYZ6snPcX6I/AAAAAAAAAIw/KIN5ieDU2qE/s1600/03.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="205" src="https://lh5.googleusercontent.com/-KV6bgfzabPY/TYZ6snPcX6I/AAAAAAAAAIw/KIN5ieDU2qE/s320/03.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-MiAdrN_n8ho/TYZ6u357JrI/AAAAAAAAAI0/dO1PRQwcUQ8/s1600/04.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="https://lh5.googleusercontent.com/-MiAdrN_n8ho/TYZ6u357JrI/AAAAAAAAAI0/dO1PRQwcUQ8/s320/04.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-1FJcVaypx7U/TYZ6xDWcXOI/AAAAAAAAAI4/WaKg4NsByAM/s1600/05.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="186" src="https://lh3.googleusercontent.com/-1FJcVaypx7U/TYZ6xDWcXOI/AAAAAAAAAI4/WaKg4NsByAM/s320/05.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;S&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LY&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;SO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-GOwLNAD2plw/TYZ89_-nxpI/AAAAAAAAAI8/pd6Ap2hQMqY/s1600/06.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="226" src="https://lh5.googleusercontent.com/-GOwLNAD2plw/TYZ89_-nxpI/AAAAAAAAAI8/pd6Ap2hQMqY/s320/06.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-4906933286206843532?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/4906933286206843532/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/london-told-me-yesterday.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4906933286206843532'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4906933286206843532'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/london-told-me-yesterday.html' title='London told me yesterday'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/--X8QLAQ7AI8/TYZ6na1tHNI/AAAAAAAAAIo/_8W9xK7IWvU/s72-c/01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-457727714662935517</id><published>2011-03-13T14:59:00.005+01:00</published><updated>2011-03-13T21:46:54.039+01:00</updated><title type='text'>Anarchy in...</title><content type='html'>Warsaw.&lt;br /&gt;Autobus w kierunku Dworca Wileńskiego. Z Bankowego dotarcie tamże środkami komunikacji miejskiej nie zajmuje zbyt wiele czasu. Akurat tyle, by wychylić browarka. Zdawało się, że młody, przystrojony w znanych brandów chińską moc, mężczyzna, nie potrzebuje niczego więcej. A jednak potrzebował publiczności, by odegrać swój krótki monodram oparty na wątkach negacji i sprzeciwu. Z perspektywy odbiorcy tejże sztuki - śmieszny nieco monodram. Wystąpienie miało jednak kilka momentów naprawdę zaskakujących. Pierwszym z nich było głośne otwarcie kluczem butelki z piwem, na siedząco, nie na byle jak siedząco, na specyficznie siedząco - siedząco szeroko na busowym fotelu, w dobrze eksponowanym miejscu siedząco, wyzywająco siedząco. Scena ta przykuła moją uwagę, bo odgrywający ją protagonista był bardzo dobrym aktorem. Grał takiego twardziela, któremu nikt nie spojrzy w oczy ze strachu, choć i ciałko rachityczne i zęby w fazie przemiany w węgiel miał. Sprawdzał, rozglądając się niby mimochodem, czy wszyscy zgromadzeni w pojeździe wyraźnie dostrzegają jego, prawdziwie negującą regulamin przewozu osób i przedmiotów, postawę. Ale do Wileńskiego szybko autobus mknął, monodram trzeba było albo szybko kończyć albo poszukać nowej publiki, nowej formy. Ja pozostałam wierna memu aktorowi, wysiadłam wraz z nim, śledząc jego kolejne sceny w publicznej przestrzeni odgrywane. Butelka po piwie, choć kosz stał obok, została z wirtuozerskim przysiadem postawiona na lini : drzwi autobusu - chodnik, tak aby jako porzucony rekwizyt wciąż wchodziła w interakcję z widownią, tak, aby odbiorca miał okazję się jeszcze o nią raz potknąć. Idziemy dalej, mój bohater z przodu, ja za nim truchtem, bo i krok miał szybki. Odwracając się stale by sprawdzić ilu odbiorców jednak się o flaszkę potkneło, dziarsko skierował się w kierunku wejścia na Wileński, zapalił se jeszcze wcześniej szluga. Ja za nim, ciekawa kolejnych scen. Niestety już tylko epilog brawurowo wybrzmiał, nic więcej nie nastąpiło po wspaniale zdeptanym niedopałku na posadzce centrum handlowego, do którego nikt, po prostu nikt inny, nie odważyłby się wejść ze szlugiem. Mój 'boski' - dał radę. Biję brawo, chylę czoła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiego z moich protagonistów nie udało mi się poznać, zwiał, nim zdąrzyłam przyjść na spektakl. Jednak całe szczęście wszystko po sobie pozostawił, dając mi możliwość odczytania tropów zasugerowanej jedynie problematyki swego monodramu. Mniej on spektakularny, intymna to wielce sztuka. W zasadzie jej zaistnienie zasugerowano jedynie kilkoma pozostawionymi rekwizytami. W tych dwóch opowieściach rekwizyty okazały się być ważne, to one budują opowieść o niedopasowaniu moich protagonistów do "świata zawładniętego ogromną siłą nieuświadamianych dogmatów". Ten rozdział będę musiała dopisać sama. Postaram się to zrobić jak najlepiej, być może kiedyś uda mi się skonsultować z moim bohaterem w tej kwestii. Zapytam wtedy, co skłoniło go do odegrania swej sztuki w mojej pracowni. Akurat w mojej.&lt;br /&gt;Po trzech miesiącach otwieram lokal, który czekał na ten, wyznaczony przez ZNG, moment długie lata. Wejście utrudniał niewyobrażalny smród, ten, co to każe się wycofać od razu i nie wchodzić dalej w obawie o zdrowie. Mocna to sztuka, która tak dalece angażuje zmysły odbiorcy. Mój bezdomny protagonista grał swą rolę cichutko, odgrywał ją dyskretnie w samotności mojej pracowni. Włamał się i pozostał. W tekście towarzyszącym temu wydarzeniu określono go mianem "nurka", będę się tej nomenklatury zetgieenowskiej trzymać. Nurek w mojej pracowni musiał grać swą życiową rolę jakiś czas, jak wiadomo, władza nie przerywa tego rodzaju spektakli, kiedy na zewnątrz jest minusowa temperatura. Po swoim intymnym monodramie pozostawił jedynie scenografię, która daje mi, mglisty niestety, obraz dzieła. Kilka całkiem zaskakujących pozycji książkowych, skarpetki, videoporn, elementy wentylacji, słoiki, pety, moczem skropione łoże, fekaliami upstrzone wnętrze, obrzygana w artystycznym szale kołdra. Intymny to monodram był czy działanie totalne niczym, nie przyrównując, działania akcjonistów wiedeńskich? O to już nie mam szansy zapytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagadałam się ostatnio na temat tego, jak to życie według ustalonych społecznie zasad jest upierdliwie frustrujące, jak to trzeba poszukać własnych wartości i uczynić je prawdziwymi, jak to należy przeciwstawić się dogmatom, systemom, normom. Uważam, że nie mogło mnie spotkać nic lepszego, niż właśnie takie przyziemne, ot, prostackie wręcz rozumienie tego obmierzłego zlepka kilku pustych haseł, takie rozumienie, jakie przedstawili moi protagoniści w swoich monodramach. Dotknęło mnie to, o czym marzyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-sHpyDZiMFbY/TXvV6fJSQRI/AAAAAAAAAIM/0L9mw7X_DDk/s1600/lokal.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="https://lh3.googleusercontent.com/-sHpyDZiMFbY/TXvV6fJSQRI/AAAAAAAAAIM/0L9mw7X_DDk/s640/lokal.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="goog_1380116158"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1380116159"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-457727714662935517?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/457727714662935517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/anarchy-in.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/457727714662935517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/457727714662935517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/anarchy-in.html' title='Anarchy in...'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-sHpyDZiMFbY/TXvV6fJSQRI/AAAAAAAAAIM/0L9mw7X_DDk/s72-c/lokal.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5945607317608239544</id><published>2011-03-13T13:11:00.001+01:00</published><updated>2011-03-13T13:14:11.948+01:00</updated><title type='text'>I've been to Opole and back and let me tell you...</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;it was awful !&lt;/b&gt;&lt;/span&gt; Naprawić więc swój  aparat mowy szybko muszę. Albo pogodzić się z tym, że nikt mnie nie rozumie, że  odpowiadam w kółko na to samo, jakoś tak nieestetycznie zadane,  pytanie. Mówić po polsku powinnam lepiej, trzeźwieć od wyobrażeń częściej, wrzeszczeć powinnam gładko,  przeklinać i bluźnić, mówić od razu to, co ślina niesie a nade wszystko  przenieść muszę tę nie swoją winę na barki tych, którzy faktycznie  zawinili. Zaprzestać praktyk paprania i paplania również muszę i tupać tupać tupać nogą ile wlezie. Dać w pysk tym, którzy w pysk dostać powinni. Odwołać czem  prędzej wszystkie nadchodzące art-eventy. Byle szybko je odwołać! Nie zgadzać się na uczestnictwo w tych sferach życia społecznego, które do  mnie nie pasują, bo powodują jedynie skrywane torsje. Zdistortować uśmiech na  pewny siebie grymas. Nie odpowiadać na głupie pytania. Pierdolnąć. Wymazać swoje subskrypcje internetowe i pozamykać konta. Spać  co najmniej dziesięć godzin...Wyzdrowieć i otrząsnąć się z tej ciężkiej choroby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnego oddalenia, zarówno przestrzennego jak i czasowego,  to wszystko wcale nie wygląda dobrze, spodziewałam się zobaczyć  lepiej. Sedno sprawy umyka w nieokreślony wymiar, konkret się rozmywa a  obietnice są gówno warte. Nie mogę tego znieść. Nie mogę znieść tej  bolesnej rozbieżności pomiędzy bardzo dobrymi pracami a strasznie źle  przygotowaną do ich prezentacji galerią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie pozwolę sobie wykorzystać własną wirtualną przestrzeń do całkiem prawdziwego, publicznego oświadczenia :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;NIGDY WIĘCEJ NIE ROZMAWIAM Z "MEDIAMI". PRZYKRO MI.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;. &lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5945607317608239544?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5945607317608239544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/ive-been-to-opole-and-back-and-let-me.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5945607317608239544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5945607317608239544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/ive-been-to-opole-and-back-and-let-me.html' title='I&apos;ve been to Opole and back and let me tell you...'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-4817245119718749795</id><published>2011-03-08T22:43:00.001+01:00</published><updated>2011-03-08T22:46:31.582+01:00</updated><title type='text'>Popcorn</title><content type='html'>Opole. Kino Helios. Sala samobójców.&lt;br /&gt;A na niej kilkudziesięciu kamikadze obżerających się popcornem i podobnym śmieciowym żarciem. Samobójców, którzy zaplanowali sobie śmierć przez przejedzenie prawdziwym junkiem. Mało romantyczną śmierć w wyniku rozwolnienia stulecia, zaparcia rodem z 'wielkiego żarcia' a przy odrobinie szczęścia - śmierć przez wysoki wskaźnik krążącego w żyłach (i widocznie atakującego szare komórki) E1500 100 900. Zazwyczaj omijam kina typu multi, bo zapach popcornu przypomina mi zatruty przez chorującego na niewydolność jelit pokój. Albo tonę zgniłych jaj rozbitych w piwnicy bez okna. Nie wiedziałam nawet, że oferta kinowych przekąsek tak bardzo się wzbogaciła, kolejne śmierdzące dania serwuje multiśmieciowa kuchnia. Za grosze! I to w jakim rozmiarze! W rozmiarze porównywalnym jedynie ze skalą muskulatury opolskiego widza. Nigdy nie rozumiałam, jak można pokojarzyć te dwie, absolutnie nie pasujące do siebie, czynności jakimi są : obżeranie się plastikowym śmieciem i oglądanie dobrego filmu. Ba, głośnego wpierdalania i ciumkania nad popcornem nie potrafię pokojarzyć nawet ze złym kinem i, o zgrozo, nawet z Avatarem. Bezmyślnego spożywania po ciemku do ekranu nie znoszę. Być może jednak ci wszyscy widzowie nie mają z kim zjeść kolacji, wybierają więc wieczorny posiłek z ekranem. Kolektywny. Byle jaki. &lt;br /&gt;Opole. Kino Helios. Pełna sala samobójców. &lt;br /&gt;Jest gdzieś na początku filmu całkiem ładna scena całujących się chłopców. Bardzo seksowna. Sala samobójców, szczególnie tych płci męskiej, na widok tejże sceny wybucha głośnym, niepohamowanym i aprobowanym przez resztę samców, wrzaskiem : "aaaaaaaaa fuuuuuuuuuj, kurwa, fuuuuuuuuuj!". Nawet mi się rozsmakować w scenie tej nie pozwolili. Widocznie nadmierne spożycie popcornu prostuje nieużywane zwoje mózgu i zwiększa strach przed Innym a już z całą pewnością pompuje do gigantycznych rozmiarów obawy przed utratą przez lata pielęgnowanej, stereotypowej, samczej seksualności (bo być może i ja bym tego chłopca wylizał, ale wam tego nie powiem, bo mi kazano się tego jak popcornu wyrzekać). Tak więc wykrzyknę se gromko fuj kurwa, żeby na sali samobójców wszyscy inni mi podobni samobójcy rozpoznali, że jestem po jasnej stronie życia, dzierżę wszak w jednej ręce popcorn XXXXL a w drugiej spoconą z emocji rąsię mojej "dupy".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-4817245119718749795?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/4817245119718749795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/popcorn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4817245119718749795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/4817245119718749795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/popcorn.html' title='Popcorn'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5119616918703327918</id><published>2011-03-05T23:22:00.004+01:00</published><updated>2011-03-06T16:04:35.205+01:00</updated><title type='text'>Z pamiętnika frustrata</title><content type='html'>&lt;b&gt;Drobne (drobniutkie!) różnice w postrzeganiu wspólnego, jakby nie patrzeć, świata :&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;- W pisaniu recenzji:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto artysta płci męskiej wydaje zbiór abstrakcyjnych dowcipów z wątkiem autobiograficznym. Ale świetnie! Prawdziwy, błyskotliwy bestseller! Co za zdolny, inteligentny człowiek, pełen dystansu do siebie, nieoceniony mistrz obserwacji rzeczywistości i guru inteligentnej puenty. Wspaniały opis świata z punktu widzenia&amp;nbsp; kreatywnej jednostki. Perełka kolekcjonerska dla wytrawnych znawców sztuki.&lt;br /&gt;Artysta płci żeńskiej wydaje ten sam zbiór abstrakcyjnych dowcipów z wątkiem autobiograficznym. Ale wtórne! Kolejne babskie zwroty w stronę dzieciństwa, płaski humor i zero cukru w cukrze. Mało błyskotliwe, pełne egzaltacji, grafomańskie wydawnictwo, autorka z całą pewnością ma problem ze sobą, zagubiła się w rzeczywistości, no i te nieznośne osobiste wycieczki! I za to wszystko ktoś zapłacił?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;- W płaceniu za tak zwane 'dobro wspólne', które wszak dostępne jest nam wszystkim :&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Litr paliwa prawdopodobnie przekroczy latem psychologiczną granicę cenową, będzie kosztował, pikuś, pięć złotych (jak ktoś ma bak 60 litrów to niech zmieni auto na mniejsze, kochajmy też ekologię przy okazji). Powiedzieć wam dlaczego taka cena, będzie nam trudno, cichutko jednak przyznamy, że w tej godnej króla cenie, lwią część stanowi akcyza, społeczna składka na dobro wspólne, akcyza na budowę autostrat, dla was autostrat, co by wam lepiej i szybciej się było dostać do Berlina. Kupujcie, tankujcie, dzięki wam już za chwilę nasza polska rzeczywistość będzie słodsza. Wybudowana, za wymuszoną na każdym kierowcy grubą kasę, autostrada do granicy będzie płatna raz jeszcze. Ba, będzie płatna każdorazowo - przejazd przez sześć bramek w jedną stronę - ok 90 zł , płatne, o dziwo, do kieszeni prywatnej firmy. Jak to możliwe, że owo dobro wspólne, na które się w ratach składamy na stacjach benzynowych, nagle zostało dodatkowo obłożone kolejną opłatą? Opłatą nie tyle do naszej wspólnej dziury bez dna, co do perfekcyjnie zaszytej i pełnej kieszeni prywatnej? Tego nie wie nikt. Ale nie zadawajcie zbyt wielu pytań, nas nie obchodzi&amp;nbsp; sowicie w ratach litrowych opłacone już wcześniej "dobro wspólne".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budujemy stadion narodowy, tra la la la, budujemy sobie stadion!&amp;nbsp; Chwała i cześć stadionowi, chwała i cześć decydentom, część zapłaci pan a i pani też niechcąco za tę budowę część zapłaci. Na stadion, na który się składacie co miesiąc, co rok, co tydzień, nijak się jednak nie wdrapiecie, bo pierwszeństwo przyznajmy vipom, kimkolwiek oni są. I nawet jeśli dysponujesz wolnym klockiem, to i tak nic ci po nim, bo ustanowiliśmy inne zasady gry. Płać za stadion i drżyj czy przejdziesz losowanie, chociaż za bilet na mecz w sumie i tak dawno w podatkach zapłaciłeś. Kolejne fikcyjne dobro wspólne, tym razem nawet nie tyle dla wybranych, co dla wylosowanych. Pal sześć chleb! ale igrzyska nie będą w tym kraju dla wszystkich, co tooo, tooo nie! Ten przywilej należy szybko odebrać. Za to w prasie opiszemy jak łatwiej pozyskać bilet, bo przecież zwykły zakup to jakiś archaiczny przeżytek! Lubimy mnożyć problemy, otaczać się ekskluzywem lubimy, lubimy selekcje, preselekcje, selekcje do kolejki, komitety preselekcyjne i nade wszystko uwielbiamy mieć kontrolę nad sprzedażą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;- W postrzeganiu rewitalizacji zagubionych w pijackiej akcji rewirów :&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artystyczna dzielnica, budujmy ją razem (znowu!), chodźcie do nas wszyscy (głos przybytku woła) kreatorzy i stwórcy, już za chwilę będziemy, nie przyrównując, jak drugi Kreuzberg. Zawibrujemy, zatańczymy, ściągniemy tu twórców, designerów a przy okazji i turystów. Zarobimy, dzieci, no, za-ro-bi-my! Chodźcie, oddajcie nam swoją pulsującą, młodzieńczą energię i kreatywność. Dajcie nam ją za free, w imię ideiiiii. My&amp;nbsp; wam w zamian nie damy nic, waszą energię spalimy w biurowym kominku razem z waszymi postulatami i spisanymi we wnioskach pomysłami na odświeżenie wizerunku dzielnicy, w niszczarkach papieru ją strawimy jak setki podobnych nieważnych pisemek. Żadnych ulg, żadnego wsparcia, dajcie nam wszystko, pochwalimy się gdzie trzeba, pozyskamy upragniony tytuł, a wy won stąd, nie będzie tu żadnej artystycznej dzielnicy, wasze pracownie niebawem już i tak burzymy, bo deweloper tu wchodzi z buldożerem lada dzień, deweloper-pan. Na zniżkę czynszu więc nie liczcie, wolimy podupadające w ruinę pustostany, w których dajemy schronienie (nie wiedząc o tym) praskim pijaczkom, niż wasze pieniądze. My tu kulturalną dzielnicę budujemy, spadajcie ze swoim w nią wkładem. Umieramy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;- W podejściu do artystycznej, ciężkiej jednak, roboty :&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszamy cię do udziału w znakomitej wystawie sztuki współczesnej, zbiorowej , indywidualnej, jakiejkolwiek. Pozyskaliśmy już fundusze, granty, dofinansowania, jest grubo jak nigdy dotąd, wielka unia jest hojna. Koszt produkcji ma kilka dobrych, tłustych zer no i nawet na wydawnictwo nas stać tym razem. Minister nas poparł i mamy sześćset patronatów medialnych! Duży to i znaczący projekt dla rozwoju kultury, buduje tożsamość narodową, zmusza do myślenia, angażuje odbiorcę a poruszone problemy ważkie są i nurtujące. Zapłacimy za wszystko, ujęliśmy to w kosztorysie. Proś więc o co chcesz, ale swoją robotę wykonuj gratis, przyłóż się do rozwoju kultury w ramach wolontariatu, bo my, ups, honorarium nie przewidzieliśmy w budżecie, zapomnieliśmy, że to dzięki twej wieloletniej pracy tak nam łatwo poszło z tą kasą z unii. Zapomnieliśmy, że to ty tę kulturę tworzysz a my jej jedynie pośredniczymy. Lata praktyki nauczyły nas, że artysta klaszcze, bo wystawia, klaszcze, a jak!, za darmo.&lt;br /&gt;I nie narzekaj, w końcu media o tobie napiszą. Media, człowieku, media!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;- W kwestiach podstawowych zachowań :&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ups, zniszczyła się twoja unikatowa praca na ostatniej, tej, no, wiesz, wystawie. Nie martw się, jakoś to będzie. Przejdziemy przez to razem, wprawdzie będzie nam sprawiało duży kłopot poinformowanie cię o tej niepowetowanej stracie i, wybacz, ubezpieczyciel już nam dawno należność ustaloną w umowie przelał na konto, tylko, wiesz, my, wszechmogąca instytucja, mamy takie ważne teraz wydatki…Zrozum - cele wyższe! Ty jakoś przeżyjesz bez swojej pracy i bez kasy. Mamy radę dla ciebie - stołuj się u przyjaciół, postaraj się o jakiś grant, zamieszkaj u kogoś, pozwól by za ciebie płacono w knajpie, no wyluzuj się, bo wiesz, my mamy przed sobą tyle nowych przedsięwzięć! Jakoś nam ta twoja kasa przez palce przeleciała. Zaczekasz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zaszczekam. Zawyje. Wypierdolę stąd. Na wojnę pójdę.&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5119616918703327918?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5119616918703327918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/z-pamietnika-frustrata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5119616918703327918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5119616918703327918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/z-pamietnika-frustrata.html' title='Z pamiętnika frustrata'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6213743700517197212</id><published>2011-03-01T20:10:00.003+01:00</published><updated>2011-03-02T01:17:00.408+01:00</updated><title type='text'>Ztrulla</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;    &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Karzmojna me klemorfito, aksorrotu demogroto ne ztrulla kchornita.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brne astat harja zleh nokrosze pendontirr graw te me no saprak akhorda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tu włoniso tarrluha ske to mi abla. I abla te zrrarztuka go he farjakta! Mi dranwa isba konotro, brne tuto hjanastrot. Ghoj uttra jjatulla, ac tu broksze denodrak kistolja. Iljati tu fah bustros, tu bustros na ghu czkodlajki, tu bustros nah drosde, tu bustros mi kans gljarritu! Sospicla na harjat hju tu na mogre. Brjahta tu abla ne horja kastrabna, zratujja tu fkuta, tu sholja nah gtuske, te gruske, te drowda, te wrjutta, te słoksza, te uljat. Ljet skey tu go nar hiel, obe tu frahja, neh tu aljerr nahgorlje zakrne, fuk te mahnot, te skjerrdaljan!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-1AmjV76c-5k/TW2MFyBdESI/AAAAAAAAAIE/EKCmVTCuJHA/s1600/ztrulla-01.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="222" src="https://lh6.googleusercontent.com/-1AmjV76c-5k/TW2MFyBdESI/AAAAAAAAAIE/EKCmVTCuJHA/s400/ztrulla-01.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-tyje_DbbYfg/TW1EES9CJ1I/AAAAAAAAAIA/x3spCYjIaJk/s1600/to.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-KRmrbH0kSSc/TW2ML7U9LII/AAAAAAAAAII/P85cWNDdndQ/s1600/ztrulla-02.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="223" src="https://lh6.googleusercontent.com/-KRmrbH0kSSc/TW2ML7U9LII/AAAAAAAAAII/P85cWNDdndQ/s400/ztrulla-02.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;making "Ztrulla" - video, 2011&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6213743700517197212?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6213743700517197212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/ztrulla.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6213743700517197212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6213743700517197212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/03/ztrulla.html' title='Ztrulla'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-1AmjV76c-5k/TW2MFyBdESI/AAAAAAAAAIE/EKCmVTCuJHA/s72-c/ztrulla-01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6980377684590550883</id><published>2011-02-28T00:35:00.006+01:00</published><updated>2011-02-28T01:02:40.284+01:00</updated><title type='text'>Było i sportowo i ekonomicznie.</title><content type='html'>I 'byle jak' też już było (to w końcu mój ulubiony standard). Nie było jednak nigdy muzycznie. Queremos tanto a Glenda lub 'wszyscy kochamy Gabę Kulkę', jak kto woli, kochamy Stateless albo Nine Horses albo. Każdy coś tam sobie kocha a wszyscy kochamy razem, bezpieczniej mi nie wnikać w ten słaby, oh jak słaby, wątek. Nuda. 'Kochanie, nie zdążę się rzucić pod koła aby powstrzymać wypadków bieg'. Nawet nie wiem, które trasy obstawiasz i gdzie ewentualnie parkujesz, jeśli w ogóle. Z całą pewnością więc nie zdążę. Gaba nie przez przypadek, w końcu zaśpiewała wyśmienicie w ten weekend dla kompletnie zdekoncentrowanej publiki. Bywa i tak. 'Only the wind can hear you'. Ta pustka też bywa super odbiorcą, jeśli nie najlepszym. Prawda?&lt;br /&gt;Okazuje się, że bardzo muzycznie zapowiada się moja marcowa wystawa i dodać do niej soundtrack byłoby wskazane. Taki z okładką i tytułem. Kolekcjonerski gadżet. Wystarczyło bowiem zebrać wszystko razem, by się o tym  przekonać. Pomimo starań nie odłączyłam się od swojej playlisty ni w sound. Tak więc tytuł zaczerpnięty został z zarżniętej na śmierć (z miłości! to jasne...) płyty PVT, których fanką pozostaję niezmiennie i dla których polecę do Brighton czy gdzieś tam (to ma jeszcze znaczenie?), dwie rewelacyjne, choć zupełnie inne, osobowości polskiej sceny muzycznej na zbyt ciemnej scenie, złożony z dostępnych mi sampli hiperminimusictrack do jednego videłka (i gdzie ci wszyscy znajomi muzycy, co to niby muzycznie tworzą a do krótkiego video odnieść się ni z ząb?), praca inspirowana trzema sekundami klipu Johnny'ego Casha, za które to stale obwiniam Wojtka (da sobie z tym radę chłopak), tło  dźwiękowe do video "Untitled(Ribbon)" mojego, a jakże, autorstwa, rzęch na ścianie, którego koncepcja powstała, kiedy za długo  siedziałam sama z Recoil w mieszkaniu oraz ruchomy obraz, którego stylistyka skojarzyła się M. z nordyckim black metalem. Coś jeszcze? Wystarczy. Wywarczy. Se wyśpiewa.&lt;br /&gt;Będzie też wątek  przyjemności, przekleństwa, łechczącego-ego odrzucenia i poligamii a raczej czerpania z tego, z czego już nic wyczerpać się nie da. Żony, mężowie, muzyka i inne zobowiązania. Noo, wiecie sami, wiecie lepiej niż ja. Beż żenady, po prostu w pysk. Bez poczucia grzechu. Tego rodzaju kwestie jakoś pozostają mi stale obce. I choćbym się nie wiem jak starała, nie znajduję na playliście kawałka z 'sin' w tytule. Chyba, że znowu NIN. Nuda. Ale muzyczna nuda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6980377684590550883?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6980377684590550883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/byo-i-sportowo-i-ekonimicznie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6980377684590550883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6980377684590550883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/byo-i-sportowo-i-ekonimicznie.html' title='Było i sportowo i ekonomicznie.'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1268020270554855866</id><published>2011-02-24T17:44:00.000+01:00</published><updated>2011-02-24T17:44:53.662+01:00</updated><title type='text'>Upadek w kratkę</title><content type='html'>Jedna z teorii dotyczacych radzenia sobie z bezsennością głosi, ze jeśli bezefektywnie kręcisz się w łóżku dłużej niż piętnaście minut i snu ani śladu, lepiej wstań i zajmij się czymś, co lubisz robić, czymś, co zazwyczaj sprawia ci przyjemność i co cię odpręża. Na mnie działa w ten sposób prowadzenie samochodu oraz pisanie.&lt;br /&gt;Nie będę zaprzeczać, zarówno w jednym jak i w drugim jestem nie dość dobra, by zostać zawodowcem, jednak jakoś przez klawisz by mi nie przeszło zdanie tego sortu: &lt;b&gt;"Treścią ekspozycji jest upadek; wskazuje to zresztą sam tytuł wystawy".&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Sprostuję, nim wszyscy wybuchniemy gromkim śmiechem - treścią ekspozycji nie jest upadek, nie wskazuje na to nawet tytuł wystawy. Jeśli mi cokolwiek upadło, to wiara w dobrze sklecony tekst. W powyższym zdaniu zabrakło bowiem kilku słów, których dodanie być może uczyniłoby je bardziej zrozumiałym. Tak bywa, kiedy notuje się w zeszycie w kratkę.&lt;br /&gt;Tyle sprostowań, bo i bezsenności nie zwalcza się przyspieszaniem pulsu. Nie, nie mogę być jednocześnie twórcą, tworzywem i własnym rzecznikiem prasowym, to zbyt frustrujące. I bardzo głupie. Niniejszym ogłaszam, że więcej nie odpowiadam na pytania związane z wystawą. Ani z tą ani z żadną inną. Radźcie sobie sami, szukajcie sobie "motta przewodniego" ,"mistyki codzienności" i współczynnika zła w źle, piszcie swoje upadki w kratki a ja zostaję zawodowym kierowcą i więcej się nie wtrącam. Zasypiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;....................................... &lt;br /&gt;&lt;h4&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;To napisałam wczoraj w nocy JA -"artystka specjalizująca się w sztuce audiowizualnej". Wprawdzie za audio się jeszcze nie zabrałam, ale przecież 'wizualny' zawsze idzie w parze z 'audio', prawda?&lt;/span&gt; &lt;/h4&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1268020270554855866?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1268020270554855866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/upadek-w-kratke.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1268020270554855866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1268020270554855866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/upadek-w-kratke.html' title='Upadek w kratkę'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6294002480862116605</id><published>2011-02-21T23:09:00.001+01:00</published><updated>2011-02-24T23:23:40.960+01:00</updated><title type='text'>E.O.D, video, 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EcHSSM3A0Ik/TWLiYCfe5jI/AAAAAAAAAHA/vvpraPli9mY/s1600/empireofdirt.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="223" src="http://2.bp.blogspot.com/-EcHSSM3A0Ik/TWLiYCfe5jI/AAAAAAAAAHA/vvpraPli9mY/s400/empireofdirt.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;ps. To video jest, co praktycznie mi się nie zdarza, opowiastką powstałą dzięki W.&amp;nbsp; Przykro mi. Chciałam tylko powtórzyć jeden kadr z "Hurt"&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6294002480862116605?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6294002480862116605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/eod-video-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6294002480862116605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6294002480862116605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/eod-video-2011.html' title='E.O.D, video, 2011'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EcHSSM3A0Ik/TWLiYCfe5jI/AAAAAAAAAHA/vvpraPli9mY/s72-c/empireofdirt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1940404452578167274</id><published>2011-02-18T23:20:00.004+01:00</published><updated>2011-02-18T23:46:46.729+01:00</updated><title type='text'>Sorry, boys! (i nie o ten fajny zespół chodzi)</title><content type='html'>Czekając na decyzję Wszechmogącego Zarządu, która pozwoli mi w końcu dzierżyć&amp;nbsp;w dłoni klucze do obsranego przez gołębie lokalu na wymarzonym Mokotowie, przeszukuję portale z ofertami wynajmu lokali na krótki termin (licząc na cud w postaci szybkiego otrzymania kluczy i daru z nieba w postaci funduszy na remont i wspomnianych gówien usunięcie) i znajduję prawdziwe perełki. Nie będę komentować umeblowania lokali ani stylistyki ogłoszeń. Lokale do wynajęcia na krótki termin to biznes raczej &lt;b&gt;nie&lt;/b&gt; dla tych, którzy po prostu lubią się przeprowadzać, bo ich jakaś potrzeba pcha, co dla potajemnie spotykających się par. Mogę więc wynająć &lt;b&gt;"dyskretnie na godzinę lub kilka, w śródmieściu, pełen komfort i wygoda, żadnych pytań"&lt;/b&gt;, nie uda mi się za to wynająć niczego na trzy miesiące. Albo-albo. Albo wpadasz na szybki seks albo nie ściemniaj, że po trzech miesiącach się wyprowadzisz, mała. A właśnie że tak! Nie poszukiwałam nigdy lokum na potajemną schadzkę, ale niezmiernie cieszy mnie taka możliwość. Lubię kiedy rynek dopasowuje się do potrzeb społeczeństwa, oferując tym samym szeroki wachlarz możliwości i gdyby nie wytłuszczony czcioną&amp;nbsp;niebotyczną dopisek &lt;b&gt;"dyskretnie"&lt;/b&gt;, to pewnie podejrzewałabym, że to apartamenty dla zaocznych studentów. Ale po co zaocznym ta zboldowana dyskrecja? I niech mnie ktoś równie wszechmogący jak Zarząd oświeci, po co miałabym fejsbukowo lubić owe fatalnie urządzone nory? Dlaczego mam wcisnąć "like" przy stylistycznie skopanym ogłoszeniu ze zdjęciem meblościany? Albo "polubić" dwadzieścia metrów w centrum za dwa klocki z dekoracyjnie fantazyjnymi kaflami w mikrołazience? Tego się lubić nie da. &lt;b&gt;Sorry, guys!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie największy absurd tego dnia, o dziwo. Przy drugim za to wciskam zdecydowane &lt;b&gt;"unlike"&lt;/b&gt; a historia była taka...:&lt;br /&gt;Miesiąc temu dzwoni telefon, nieznany numer, odbieram, chociaż jestem w pracy i głowę mam między klatki wsadzoną. I pomimo zasady nie odbierania nieznanych i zastrzeżonych telefonów, robię wyjątek, może tym razem to jakiś czarujący kurator z USA. &lt;b&gt;"Cześć, zgadnij kto dzwoni"&lt;/b&gt;. No, czyli nie ów kurator. Od razu wpadam we wkurwa. Ni cholerę głosu nie rozpoznaję a tego rodzaju pytania drażnią mnie już na wstępie. To jak jakieś sudoku, które mnie zawsze wkurwiało. Jeśli ktoś nie występuje w mojej telefonicznej księdze, to raczej nie poznam go po głosie, jeśli nie wykona wysiłku wykrzesania grzecznościowej formułki i podania chociaż części swych personaliów. &lt;b&gt;"Cześć, przeczytałem w gazecie o Twojej wystawie i stwierdziłem, że to musisz być Ty"&lt;/b&gt; - objawia wspaniałą nowinę męski, a jakże, głos. Tak, to ja, to ja się ukrywam pod 510233522, też mi wielkie odkrycie! Wszyscy to wiedzą! Zwykły google to nawet przyzna. &lt;b&gt;"Znaliśmy się dwadzieścia lat temu".&lt;/b&gt; Szybko więc liczę&amp;nbsp; (mając wciąż łeb pomiędzy klatkami, więc i liczenie trudniejsze), żeby skojarzyć co takiego mogło mieć miejsce dwadzieścia lat temu, kiedy miałam lat czternaście. Raczej nie biegałam z ganem po prerii w poszukiwaniu zabójcy mego ojca, więc ki czort? Czort opowiedział co nie co, odpowiedziałam grzecznie, przeprosiłam, zakończyłam. OK. Tydzień później - dzwoni telefon. &lt;b&gt;"Cześć, zgadnij kto dzwoni"&lt;/b&gt;, tym razem zagadka nie była aż taka trudna chociaż wkurw podobny : "tak, wszystko w porządku, biorąc pod uwagę dwadzieścia lat, przez ostatni tydzień niewiele się zmieniło". Ciągle nie znam imienia, kojarzę ksywkę z dzieciństwa i jakąś nieudaną&amp;nbsp;fotografię, to wszystko. Trzy dni później dzwoni telefon, numer już znam i nie sprzedam informacji jak został&amp;nbsp;zapisany w moim telefonie. Odbieram, ale nie mam już nic do powiedzenia, więc tylko słucham, z grzeczności, ze zniecierpliwieniem. Dwa dni później dzwoni telefon. Nie odbieram, nie mam czasu za to mam znowu łeb między klatkami. Następnego dnia dzwoni telefon. Nie odbieram. Dzwoni telefon. Odrzucam. Dzwoni telefon, nie mogę odebrać. Za godzinę dzwoni telefon. No nie odbieram! Pół godziny później dzwoni telefon. Kurwa! Dziesięć minut później dzwoni telefon....(!!!). Dzisiaj dzwoni telefon. Jako, że zdąrzyłam numer wykasować - odbieram. I co? Leje mi się do ucha sześć litrów wyrzutów, obelg, oczekiwań i sześć ton bardzo złej energii. Akurat jej nie potrzebuję od osób, których imienia nawet nie pamiętam, a które przy tych wszystkich emocjach jakoś nie zostało mi ujawnione. Więc jak już zadzwonisz, to miej, proszę, trochę wyczucia. Rozumiem, że strzały trafiają na oślep, znam to, ale &lt;b&gt;sorry, boys,&lt;/b&gt; nie cierpię gadać z agresywnymi nieznajomymi przez telefon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-b_ja2NJ9sz4/TV7wmjLpyKI/AAAAAAAAAG8/A5AvbZaSHlc/s1600/telefon.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="318" src="http://1.bp.blogspot.com/-b_ja2NJ9sz4/TV7wmjLpyKI/AAAAAAAAAG8/A5AvbZaSHlc/s400/telefon.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1940404452578167274?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1940404452578167274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/sorry-boys.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1940404452578167274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1940404452578167274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/sorry-boys.html' title='Sorry, boys! (i nie o ten fajny zespół chodzi)'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-b_ja2NJ9sz4/TV7wmjLpyKI/AAAAAAAAAG8/A5AvbZaSHlc/s72-c/telefon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1319825718794198675</id><published>2011-02-17T01:19:00.001+01:00</published><updated>2011-02-17T09:43:02.661+01:00</updated><title type='text'>Pisotok</title><content type='html'>Jakaś nagroda za dobrze wykonaną pracę? Dobre wino, dobra muzyka, setny papieros, zaskakujący telefon z ciekawą propozycją, jakieś lepsze niż ostatnio kino, wypad do Londynu, źródła termalne, masaż, wyjazd nad morze (zamiast na południe), cokolwiek? Czy przysługuje mi jakieś wynagrodzenie za poniesione trudy? Czy mogę liczyć na jakieś wynagrodzenie prócz stypendialnego, nawet jeśli będzie to tylko szybszy obieg krwi? Czternaście minut do wygaśnięcia baterii brzmi jak wyrok, kiedy się ma pisotok włączony przez przypadek. Gdybym miała trzymać się prawideł wygłaszanych przez periodykowych specjalistów od psychologii, powinnam teraz sowicie się wynagrodzić, ale permanentnie zagubiona w akcji zapomniałam jak się to czyni. I gdybym wierzyła tymże psychoperiodykowcom, to czułabym dreszcz nieszczęścia na plecach. Skoro za ten upragniony stan odpowiada tylko dobrze skonstruowana sieć kontaktów, to gdzie tkwi mój błąd? Wydawało mi się , że dbam o tę bazę i bronię jej stale, żadna piłeczka mi tu nie upadnie. Czasami zastanawiam się kim jest mój odbiorca, komu swoją produkcję dedykować. Było by o wiele łatwiej znać takie szczegóły. Statystyki mówią swoje, rzeczywistość się im opiera. Nie znam swoich odbiorców, trudno pracuje się dla publiczności, której się nie da w żaden sposób określić. Kim będzie odbiorca w Opolu? Kto czyta bloga? Kim są te postaci z Facebooka? Kto ogląda te wystawione prace? Ktoś sporządza jakiś raport? Ktoś panuje nad sytuacją, kiedy ja nie panuję? Czy jakaś nagroda w świecie kar i nagrod mi się ostatecznie dostanie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1319825718794198675?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1319825718794198675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/pisotok.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1319825718794198675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1319825718794198675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/pisotok.html' title='Pisotok'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5413846595298626993</id><published>2011-02-15T18:51:00.000+01:00</published><updated>2011-02-15T18:51:18.079+01:00</updated><title type='text'>W cyklu – NIEPOPULARNIE PO MIEŚCIE. odc.III</title><content type='html'>Tym razem raczej niepopularnie &lt;b&gt;poza miastem&lt;/b&gt;. Niepopularnie, bo minusowa temperatura wcale nie sprzyja tego rodzaju spędzaniu czasu, niepopularnie, bo mróz mrozi nawet gałki oczne, że o obiektywie nie wspomnę. Spodziewam się, że latem jest to oblegane, zatłoczone mejsce spacerowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Truskaw.&lt;/b&gt; Tej nazwie oprzeć się nie sposób. Coś pomiędzy wielką pukawką a truskawką płci męskiej i to zmodyfikowaną genetycznie, bo niebotycznych rozmiarów. Truskaw to mała, dwukrotnie spalona podczas II wojny światowej, podwarszawska mieścinka, do której dojechać można zarówno autobusem podmiejskim jak i ... no, jasne - samochodem. Prosta droga prowadzi wprost do lasu.&lt;br /&gt;Byłam przygotowana - w bagażniku dwie flaszki soku truskawkowego (nie odpowiadam na pytanie "po co"), najwełniejsze z wełnianych ciuchów, grube rajty, trekingi i szkiełka. Nie spodziewałam się niczego oprócz dodatkowych nabitych 30km na liczniku. Wstęp zabroniony, łamiące się gałęzie drzew, skrzypiące oblodzone kałuże, szlaki rowerowe i niebywała cisza. A to wszystko tak blisko, w zasięgu komunikacyjnej ręki. Sprawdziłam, to nieprawda, że "nic tam nie ma" ale lepiej poczekać, aż się nieco ociepli. Mnie oczywiście zaciekawił okoliczny zakład gospodarowania odpadami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0u34A6h5MP0/TVq6W97-DCI/AAAAAAAAAGc/m-IyA9u2sms/s1600/01.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-0u34A6h5MP0/TVq6W97-DCI/AAAAAAAAAGc/m-IyA9u2sms/s400/01.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-5FlSQSGml9Q/TVq6gBEw8pI/AAAAAAAAAGg/XSmdE29hjsc/s1600/03.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-5FlSQSGml9Q/TVq6gBEw8pI/AAAAAAAAAGg/XSmdE29hjsc/s400/03.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wxo8rBMz5PE/TVq6ogZSlRI/AAAAAAAAAGk/IZXmmncTPDI/s1600/07.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="252" src="http://2.bp.blogspot.com/-wxo8rBMz5PE/TVq6ogZSlRI/AAAAAAAAAGk/IZXmmncTPDI/s400/07.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Ao6Vue--E4Q/TVq6wUp18AI/AAAAAAAAAGo/OJ6I0u5nsiw/s1600/06.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ao6Vue--E4Q/TVq6wUp18AI/AAAAAAAAAGo/OJ6I0u5nsiw/s400/06.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-q2I6wSy0m7g/TVq63gPrjdI/AAAAAAAAAGs/sC-UXdemO_k/s1600/02.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-q2I6wSy0m7g/TVq63gPrjdI/AAAAAAAAAGs/sC-UXdemO_k/s400/02.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-5y7iY987Xbs/TVq6_js_RBI/AAAAAAAAAGw/_chyywlL9OQ/s1600/04.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-5y7iY987Xbs/TVq6_js_RBI/AAAAAAAAAGw/_chyywlL9OQ/s400/04.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7XQxZMjjsFY/TVq7GV7x56I/AAAAAAAAAG0/iQ0zocbaSPA/s1600/08.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-7XQxZMjjsFY/TVq7GV7x56I/AAAAAAAAAG0/iQ0zocbaSPA/s400/08.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9drvftfKxXg/TVq7OdrPXwI/AAAAAAAAAG4/9lTGxJT9cOs/s1600/05.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-9drvftfKxXg/TVq7OdrPXwI/AAAAAAAAAG4/9lTGxJT9cOs/s400/05.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5413846595298626993?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5413846595298626993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/w-cyklu-niepopularnie-po-miescie-odciii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5413846595298626993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5413846595298626993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/w-cyklu-niepopularnie-po-miescie-odciii.html' title='W cyklu – NIEPOPULARNIE PO MIEŚCIE. odc.III'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-0u34A6h5MP0/TVq6W97-DCI/AAAAAAAAAGc/m-IyA9u2sms/s72-c/01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6509428331699843455</id><published>2011-02-14T00:00:00.001+01:00</published><updated>2011-02-14T00:02:27.324+01:00</updated><title type='text'>Laurka na czternastego</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Tym, którzy mnie kochają - przewrotny fragment. Tym, którzy tego nie  czynią - strzał w pysk, wieczna klątwa, rózgi, piekielne męki, pryszcze  za uchem i włosy na nosie! Poznam Was po kulawym chodzie, kiedy Wam się kostka w końcu skręci.&lt;/div&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-955447aefae652d7" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v10.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D955447aefae652d7%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1332982062%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D5061684C6C4AE77052CE3664567CD1605B68E609.387CEAE23D77151DB25607C5F88C79A5251E6F61%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D955447aefae652d7%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DyJDQ27C6zocNef2b1E9O5qBQwdY&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v10.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D955447aefae652d7%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1332982062%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D5061684C6C4AE77052CE3664567CD1605B68E609.387CEAE23D77151DB25607C5F88C79A5251E6F61%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D955447aefae652d7%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DyJDQ27C6zocNef2b1E9O5qBQwdY&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'trebuchet ms',helvetica,verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 11px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'trebuchet ms',helvetica,verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 11px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;A dla M. podziękowania raz jeszcze za piękny "zaśpiew" :), który niczym walec rozjechał sam władca Streaming&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6509428331699843455?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6509428331699843455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/laurka-na-czternastego_14.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6509428331699843455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6509428331699843455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/laurka-na-czternastego_14.html' title='Laurka na czternastego'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-8689483776768577552</id><published>2011-02-09T19:02:00.000+01:00</published><updated>2011-02-09T19:02:09.661+01:00</updated><title type='text'>Najweselej jak tylko potrafię</title><content type='html'>Ups, wystrzeliło! Wbiło się głęboko i nie puszcza. Ani się tego nie da wyciągnąć ani cofnąć zetką. Aż rozrywa mi wnętrzności. A więc to tak się odczuwa...&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;To tylko kolka&lt;/b&gt; - skwitował kiedyś moje problemy z twórczą bezsennością Jacek. Ale tym razem to nie żadna kolka, chyba że jakaś jej nowa umysłowo-emocjonalna mutacja. Taki wychodowany przez specjalistow szczep, specjalnie dla pacyfikacji prawdziwych twardzieli. Strzelają nim niespodziewanie. Ale w końcu emocje nie w sercowym mięśniu się kumulują i nie w żołądku ani nie w jelitach, jak chce pewna teoria. Żołądek mam pusty, mięsień sercowy dziurawy, wszystko z tych dwóch worków wyciekło. A jednak zatruty pocisk odnalazł grunt sobie podatny i wywołał gangrenę. Jak bosko.&lt;br /&gt;O czym ja znowu pisząc przenoszę? A o sztuce, Noe, o sztuce. Powiedzmy, że tylko o sztuce, łatwiej nam będzie przez to przebrnąć, chłopaku.&lt;br /&gt;Trafnie nazwała ten osobliwy stan rzeczy, to specyficzne napięcie, Zofia Kulik w dokumencie dotyczącym twórczości sławnego duetu. Artystka przykłada dłonie do skroni : &lt;b&gt;"ten temat to mi aż tu huczy ale nie może mi przejść przez usta i nie mogę go wypowiedzieć"&lt;/b&gt;. I mnie też przez usta nic już nie przechodzi i nie spodziewam się, by szybko przeszło. Wyrwana do publicznej tablicy i przymuszona do odpowiadania na trudne pytania, czuję, jak mi się zwoje rozpływają tworząc coraz bardziej lepką papkę. Papkę bezforemną, gęstą ale pożywną, tak, dosyć jednak pożywną.&lt;br /&gt;Pstryk, strzeliło! I to w końcu jebnęło mnie porządnie! Nie byłabym sobą, gdyby mnie to szaleńczo nie podniecało, gdybym się niejednoznacznością stanu tego nie jarała tak mocno. Bez strzałów nie czuję, że żyję, nie mam pulsu, zanika mi krążenie. Jestem absolutny dead z horroru klasy B. Skoro więc we łbie huczy a przez usta wyleźć nie chce, trzeba ten stan zaakceptować. Co mi pozostało? Przyznać się, że mnie moje własne, z przyjemnością realizowane, dziełka, wchłonęły? Że mnie zastrzeliły? Że wstaję rano ze złą pieśnią na ustach? Nie ich fizyczne wykonanie mnie wykańcza, rzecz jasna, samo wykonanie jest zawsze tylko kwestią pewnej ilości roboczo-godzin, klawiaturowych czy manualnych. Wchłonęło mnie to, co poza wizualną strefą projektu. Zmieniło mi wszystko. Przebudowało. Czuję, że nie jestem na to gotowa. Nie pokażę się przecież na swoim własnym wernisażu sama, z wielką dziurą w sercu.&lt;br /&gt;Życie jest wspaniałe, jeśli pozwolić sobie na przyjmowanie tego rodzaju strzałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TVLP38S9klI/AAAAAAAAAGU/wQELtF7Jsks/s1600/shot0125_tcm4-15891.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TVLP38S9klI/AAAAAAAAAGU/wQELtF7Jsks/s1600/shot0125_tcm4-15891.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="185" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TVLP38S9klI/AAAAAAAAAGU/wQELtF7Jsks/s320/shot0125_tcm4-15891.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TVLP38S9klI/AAAAAAAAAGU/wQELtF7Jsks/s1600/shot0125_tcm4-15891.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Nie leczę tej dziurki, tego śladu po wybuchu serca, raczej sobie go w lustrze oglądam, liczę że się nie zagoi aż do mojego wyjazdu do NY, tam mi się przyda.&lt;br /&gt;ps. Obiecuję więcej o tym nie wspominać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-8689483776768577552?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/8689483776768577552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/najweselej-jak-tylko-potrafie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/8689483776768577552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/8689483776768577552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/najweselej-jak-tylko-potrafie.html' title='Najweselej jak tylko potrafię'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TVLP38S9klI/AAAAAAAAAGU/wQELtF7Jsks/s72-c/shot0125_tcm4-15891.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-7607720605078386402</id><published>2011-02-04T17:53:00.002+01:00</published><updated>2011-02-04T18:02:38.227+01:00</updated><title type='text'>Hit me baby one more time</title><content type='html'>Pozwólcie, że Rambo dokona swoistego coming out'u i przyzna się do prawdziwej swej natury. Godny to Ramba wyczyn, bo odwagi wymaga, samozaparcia oraz, jakby&amp;nbsp; nie było, niezachwianej wiary w sens podjętej misji.&lt;br /&gt;Rambo wrażliwy jest jak zakatarzony nos drażniony szorstką chusteczką złej firmy. Podnieść głos na Rambo oznacza wpuścić go w niezłe maliny, bo krzaczka tego zapewne nie zauważy, zbyt szybko uciekając. Potem wprawdzie słodkich malin się obje, ale najpierw się śmiertelnie spłoszy i szeroko swe oczęta rozewrze. Rambo wali z karabinu na oślep, najczęściej za to trafia dosyć celnie w obiekty, w które akurat trafić nie powinien. Stąd liczne wpadki towarzyskie, słowne, historie opowiedziane nie w te ucho, co trzeba i serie opowieści zapomnianych nad ranem. Rambo niezdarnie pcha się w jakiś gęsty, nieznany, zaminowany teren, wierząc, że po drugiej stronie tych tekturowych krzaków jest prawdziwy świat. I Rambo oczywiście postanowił nie tyle ten świat odnaleźć co, o zgrozo, go zbawić. Dlatego Rambo ma swoje zasady, na przykład pierwsza brzmi : nigdy nie rezygnować z tej przyjemności, której nieprzyjęcia można żałować do końca życia - czyli brać wszystko. Druga : służyć wiernie idei, jeśli się taka pojawi, ale niekoniecznie dać się ciąć na plasterki za kwestie wepchnięte w usta. Trzecia : szukać wytrwale życia, bo ono gdzieś, do diaska, być musi a tu go nie ma. No nie ma go tu. I zatknąć na badylu wspomanianą chustkę do nosa w miejscu, gdzie to życie się znajdzie. Bo Rambo wierzy, że to on będzie odkrywcą tego nikomu nieznanego jeszcze lądu. Czwarta : nie poddawać się zbyt łatwo. No dobrze, kiedy już nogi są z rozmemłanej waty a serce się leje - poddać się udając, że się wygrywa. I tak dalej. Rambo jest postacią wielce kreatywną, więc odszukanie kolejnych zasad nie stanowi najmniejszego dlań problemu. Zresztą, Rambo uważa, że wszystkie spisane zasady są jedynie pustym tekstem, dlatego nie ma co się przyzwyczajać do rambowych zasad tu opisanych. Rambo ma siłę i pasję, którą można by było obdzielić szesnastu innych Rambosków, tylko tych małych Rambosków prawdziwy Rambos nie potrafi odszukać, tak się w tej gęstwinie pochowali. Jak na prawdziwego wojownika przystało, Rambo potrafi być szorstki, krnąbrny i nieprzystępny, ale jego gołębie serce zakochuje się w każdej pięknej, spotkanej we wspomnianym gęstym lesie, twarzyczce, w każdej wysuniętej nieco dolnej szczęce, w każdym ładnym geście i niechlujnie ułożonym włosie. Jest wtedy jak nóż do rany przyłóż i pocisk wyciągnij. Rambo jest wielkich gabarytów, szczególnie łatwo tę cechę zauważyć w przestrzeni, która dzięki rambowej energii wypełnia się nim po brzegi. Dlatego przeciwnicy Rambo zazwyczaj piszczą ze strachu, gdy się pojawia w zasięgu wzroku, paraliżuje ich jego energetyczna obecność dlatego milkną i zatrwożeni udają, że Rambo nie istnieje.&lt;br /&gt;A Rambo to taki fajny gość! Serce nosi na dłoni pomiędzy wskazującym a środkowym, bo reszta dłoni na fajkę i sztylet jest. Każdego z opresji wyciągnie, zawalczy gdy trzeba, oko sobie da wydłubać za tych, których kocha. I wytrwale brnie do przodu w kierunku, którego ostatecznie sam nie zna. Ale wygra, to jasne, że wygra.&lt;br /&gt;Tak więc, kochanie, uderz w Rambo raz jeszcze. Śmiało. Odda Ci kiedyś niechcąco serią z karabinu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Tydzień temu nadano mi miano "Rambo Sztuki", tydzień zastanawiałam się nad tym, jak to rozumieć. Rozumiem to po swojemu, Rambo to taka prześmieszna, nieporadna postać....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-7607720605078386402?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/7607720605078386402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/hit-me-baby-one-more-time.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7607720605078386402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7607720605078386402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/hit-me-baby-one-more-time.html' title='Hit me baby one more time'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-7334276749060866006</id><published>2011-02-03T23:37:00.001+01:00</published><updated>2011-02-03T23:38:14.663+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUst_LiweEI/AAAAAAAAAFQ/TtzgAoceB9U/s1600/BEZ-TYTULU%2528HAND%2529-video-2011.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="223" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUst_LiweEI/AAAAAAAAAFQ/TtzgAoceB9U/s400/BEZ-TYTULU%2528HAND%2529-video-2011.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-7334276749060866006?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/7334276749060866006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7334276749060866006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7334276749060866006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/blog-post.html' title=''/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUst_LiweEI/AAAAAAAAAFQ/TtzgAoceB9U/s72-c/BEZ-TYTULU%2528HAND%2529-video-2011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6688740366669832536</id><published>2011-02-01T00:09:00.000+01:00</published><updated>2011-02-01T00:09:07.520+01:00</updated><title type='text'>W cyklu "Koncert życzeń" :</title><content type='html'>Wszystkim przewracającym się ze zmęczenia :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;What’s not growing is dead, what’s not growing is dead, what’s not  growing is dead, is dead, is dead, dead, dead, dead, dead, is dead is  dead dead dead dead dead, is dead, what’s not growing is dead, dead,  dead dead dead dead what’s not growing is dead !&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6688740366669832536?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6688740366669832536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/w-cyklu-koncert-zyczen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6688740366669832536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6688740366669832536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/02/w-cyklu-koncert-zyczen.html' title='W cyklu &quot;Koncert życzeń&quot; :'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1383449720206297284</id><published>2011-01-27T12:48:00.001+01:00</published><updated>2011-01-28T01:09:10.473+01:00</updated><title type='text'>Ogłoszenie</title><content type='html'>Przyjmę w ramach wolontariatu na przeładowany etat asystenta/asystentkę. W zakres codziennych obowiązków będą wchodzić następujące przyjemności : regularne odpisywanie na korespondencję w trzech językach (polski, angielski, hiszpański), codzienne spacery z psem (dwa razy dziennie), długie żmudne rendery, wykonywanie telefonów, których ja z wielu przyczyn wykonać nie chcę, panowanie nad datami wystaw, wydawanie prac w odpowiednie ręce w odpowiednim czasie, kontakt z mediami, organizacja produkcji kolejnych projektów video, zarządzanie budżetem stypendialnym, organizacja wyjazdów związanych z kolejnymi projektami i rezydencjami (w tym zakup biletow lotniczych, niezbędne wizy, noclegi itp), przygotowywanie plików do druku, aktualizowanie strony www, archiwizacja i dokumentacja prac, konwertowanie na bieżąco z siedemdziesiąt dwa na trzysta i z powrotem, aktualizacja portfolio, merytoryczna opieka nad projektami (formułowanie tekstów, składanie aplikacji, pisanie stejtmentów), realizacja i montaż klipów video, obróbka dźwięku, organizacja przestrzeni w pracowni, kontakt z podwykonawcami prac, cotygodniowe redagowanie tekstów dla lektora oraz ciche czytanie do snu tego, czego ja już sama przeczytać nie mam siły.&lt;br /&gt;Chętnych proszę o składanie aplikacji wraz ze zdjęciem na adres laurapawela@ i tak dalej....&lt;b&gt;TYLKO POWAŻNE OFERTY!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a ja wtedy w końcu zajmę się twórczością. Skończę być może nowe video.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS. &lt;/b&gt;Tym, którzy zastanawiają się, czy ostatecznie skorzystałam z krzesełka, jak zapowiadałam, donoszę - tak, zrobiłam to :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roboczo zwane "Credo" (Marek), 2011, video stills :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUIIeC5Zf9I/AAAAAAAAAE4/0mWpZQG6YPM/s1600/krzeselko.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUIIeC5Zf9I/AAAAAAAAAE4/0mWpZQG6YPM/s1600/krzeselko.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roboczo zwane "Credo" (Łukasz), 2011, video stills : &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUFXxeSzyKI/AAAAAAAAAEw/cByW5HzYy8U/s1600/lukasz.l.stadt..jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUFXxeSzyKI/AAAAAAAAAEw/cByW5HzYy8U/s1600/lukasz.l.stadt..jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUFXx3t1jBI/AAAAAAAAAE0/kDQklrk4-cE/s1600/lukasz.l.stadt.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUFXx3t1jBI/AAAAAAAAAE0/kDQklrk4-cE/s1600/lukasz.l.stadt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1383449720206297284?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1383449720206297284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/ogoszenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1383449720206297284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1383449720206297284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/ogoszenie.html' title='Ogłoszenie'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TUIIeC5Zf9I/AAAAAAAAAE4/0mWpZQG6YPM/s72-c/krzeselko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-7611746677994555582</id><published>2011-01-25T02:37:00.004+01:00</published><updated>2011-01-27T00:50:22.715+01:00</updated><title type='text'>because everyone is different...</title><content type='html'>&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;...and my life wants everything.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;Właśnie tak. I co dziwne, dopiero pięćdziesięciokrotne wyszeptanie tego zdania na ruchomej scenie i to w pewne dosyć wysoko umocowane ucho , sprawiło, że w końcu dotarło do mnie jak bardzo się potrafię utożsamić&amp;nbsp;z tą sentencją. Oszołomiło mnie też to, z jaką prostotą za jej pomocą została wyrażona największa życiowa niedogodność. Niedogodność, bo od najmłodszych lat wpaja się dziecku że "nie można mieć wszystkiego" budując tym samym w rozwijającym się młodym umyśle ślad, uwierającego później już zawsze, grzechu. Kiedy więc tylko do głowy przychodzi chociaż cień pragnienia posiadania "wszystkiego" - zapisany głęboko wers uruchamia poczucie winy, zalewa umysł abstrakcyjnym jadem, pojęciem grzechu. I choroba na śmierć gotowa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;Teraz już znam przyczyny wszystkich swoich dolegliwości. Od kataru, przez rozregulowaną gospodarkę hormonalną po raka serca i prawdziwe, nieuleczalne adhd w wersji &lt;i&gt;adult&lt;/i&gt;. Za wszystko odpowiedzialne jest permanentne nienasycenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;Chcę zawsze więcej. Więcej. Więcej. Intensywniej. Bardziej. Doskonalej. Jeszcze inaczej. Gdzieś indziej.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;Muszę być nieszczęśliwa, otrzymując zaledwie malutką namiastkę tego, czego chce moje nienasycone życie. A ono przecież chce wszystkiego! &amp;nbsp;Spalam się, miotam, rzucam, palę mosty, narzekam, pomniejszam wartość, powiększam poczucie winy. Czasami zdarza mi się chwilę przyglądać uśmiechniętym ludziom, zastanawiam się wtedy jak mogą odczuwać tę pełnię szczęścia? Jakie to uczucie - być zadowolonym? Jak smakuje zaspokojenie? Jak poradzili sobie z niemożliwym posiadaniem wszystkiego? Spowiadają się, kiedy przychodzi im coś więcej do głowy? Biczują? A może nikt im nigdy nie wmawiał, że nie można mieć wszystkiego, więc są o ten jeden ropny odcisk na sercu zdrowsi ? Może samo wypowiedzenie tego zdania powoduje nienasycenie przez obudzoną świadomość tego, że jednak jest jakieś "nieosiągalne wszystko". I ja tego chcę. Chcę. Chcę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px; min-height: 14px;"&gt;I wiem, że nie jestem w tym przerażającym odczuwaniu świata odosobniona. Teraz już wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo czasu spędzam ostatnio w samochodzie, przemierzając trasę Warszawa-Opole co drugi dzień. Słucham wtedy tych wszystkich piosenek o miłości i nie mogę uwierzyć, że one komuś przyszły do głowy. Mnie by nie przyszły, mi przychodzi do głowy śpiewanie o tym, że esencją życia jest wolność łączenia się z wszystkimi bytami a miłość niszczy intelekt i siłę jednostki. No i ja tych swoich piosenek nie śpiewam, wybaczcie, pożałowano mi tego przyjemnego talentu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font: 12px Helvetica; margin: 0px;"&gt;Żyję w świecie, do którego się nie dopasowałam. Fryderyk N. mnie wzrusza do łez, Swans koi do snu a sto sześćdziesiąt na blacie każe przewidywać, że na nienasycenie się jednak nie umiera, ginie się za to w wypadkach samochodowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TT4jrEr-cQI/AAAAAAAAAEM/W-mv14nbRJw/s1600/32.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="222" src="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TT4jrEr-cQI/AAAAAAAAAEM/W-mv14nbRJw/s400/32.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-7611746677994555582?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/7611746677994555582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/because-everyone-is-different.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7611746677994555582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7611746677994555582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/because-everyone-is-different.html' title='because everyone is different...'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TT4jrEr-cQI/AAAAAAAAAEM/W-mv14nbRJw/s72-c/32.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-2268160456981509996</id><published>2011-01-20T00:01:00.002+01:00</published><updated>2011-01-20T08:39:59.492+01:00</updated><title type='text'>Cisza</title><content type='html'>Tak, zawiesiłam konto na monopolistycznym portalu społecznościowym. Tak, nie można się do mnie w ogóle dodzwonić. Tak, nie mam czasu odpisać. Tak, właśnie wyjeżdżam. Tak, nie będę teraz już nic pisać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, którzy zostają - zdjęcie z wystawy na ul.Foksal 11/1 (polecam w nie kliknąć)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTdsSNXWoTI/AAAAAAAAAD0/766pu5oVnBw/s1600/lightbox.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="275" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTdsSNXWoTI/AAAAAAAAAD0/766pu5oVnBw/s400/lightbox.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;fot.Jacek Sosnowski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTdU_wj_NJI/AAAAAAAAADs/EB8aF6_XT5k/s1600/lightbox.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-2268160456981509996?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/2268160456981509996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/cisza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2268160456981509996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2268160456981509996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/cisza.html' title='Cisza'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTdsSNXWoTI/AAAAAAAAAD0/766pu5oVnBw/s72-c/lightbox.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-485052446938818155</id><published>2011-01-17T11:28:00.004+01:00</published><updated>2011-01-17T11:37:19.848+01:00</updated><title type='text'>Rezerwat ciemności</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;    &lt;br /&gt;&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}@font-face {  font-family: "Arial";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;    &lt;br /&gt;W końcu ustaliliśmy, że kompulsywne czytanie wszystkiego, co wpadnie w ręce, to całkiem przydatny nałóg. Czytanie tego, co tylko pojawi się w zasięgu wzroku w formie wydrukowanego tekstu. Nie ma specjalnego znaczenia czy to ulotka w poczekalni kliniki czy średnio ciekawa gazetka porzucona w kawiarni albo leżący, zdeptany fragment dziennika na podłodze w tramwaju. Lepszy, gorszy, wielce zajmujący lub kompletnie denny – bezwiedne poszukiwanie tekstu z zasięgu wzroku wydaje się niemalże tak atawistyczne jak poszukiwanie źródła pokarmu u dopiero co narodzonego stworzenia.&amp;nbsp; Bywa przyczyną nieporozumień, oskarżeń o brak atencji wobec tych, z którymi dzielimy przestrzeń i czynnikiem niepozwalającym skupić się na pracy. Jacek opowiadał, że nawet tekst z gazety chroniącej podłogę podczas malowania ścian potrafi go oderwać od pracy. Bo wiadomo, że gazeta wiele ma funkcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompulsywne czytanie bywa upierdliwe ale pozwala odnaleźć w wydrukowanej przestrzeni ten jeden fragment opisanej rzeczywistości, który odświeży myślenie, naprowadzi kreacyjne funkcje na odpowiednie tory i przede wszystkim tak dalece zagarnie wyobraźnię, że trudno z niej wrócić z powrotem do przyziemnych standardów. Na przykład, trudno dokończyć malowanie ściany.&lt;br /&gt;Tytuł, z którego pochodzi przypadkowy tekst, nie odgrywa tu najmniejszej roli, tu ważny jest po prostu druk w przestrzeni, druk w zasięgu. W moim wypadku elektroniczna forma tekstu w ogóle nie bywa zajmująca, bo wpaść na nią można jedynie poprzez kontakt z siecią, komputerem czy innym gadżetem, co wyklucza przypadkowość odnajdywania tekstu na przykład pod rzeczoną malowaną ścianą, w toalecie znajomych czy pod krzaczkiem w parku. Oczywiste jest to, że korzystając z sieci wpadnie się na jakiś „tekst“, hipertekst czy metatekst, link czy odnośnik. I, jak ktoś słusznie zauważył, społeczeństwo czyta coraz więcej : komentarzy na portalach społecznościowych, wypocin na forach, blogów niezadowolonych artystek, opisów zdjęć na flikerze, czatowych zalotów chłopców skierowanych do rozebranych dziewcząt tańczących do kamerki i tak dalej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mnie wpadł w ręce starawy już nieco The Warsaw Voice z dodatkiem poświęconym, w skrócie, nauce. (Wystarczająco stary, skoro anonsuje Azyl Fryderyk!). I tak oto odkryłam dla siebie „Preserving Darkness“ czyli coś, co od razu zapłodniło moją wyobraźnię. I obawiam się, nie odpuści, póki nie pojadę w Góry Izerskie, gdzie powstał Izerski Park Ciemnego Nieba, czyli miejsce w którym chroniona jest ciemność, w którym pod ochroną jest mrok. Poetyckość tego faktu jest tak czarująca, że praktycznie pakuję już walizkę, jadę zaopatrzyć się w benzynę, koc i termos i wyruszam już dziś. Do tej pory jedynie ciemności bieszczadzkie sprawiały, że kręciło mi się w głowie, dlatego rezerwat ciemności zafascynował mnie od pierwszego przeczytanego o nim słowa. Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jak dalece światło przeszkadza zamiast pomagać. Światło będące raczej pozytywnym symbolem (sic!), mnie wydawało się w nieokreślony sposób szkodliwe, jest w końcu takim samym zanieczyszczeniem jak, dajmy na to, dwutlenkowe wyziewy wielkiego miasta i hałas tira na autostradzie. Rezerwat ciemności zajmuje obszar blisko siedemdziesięciu kilometrów kwadratowych, na którym niebo jest jedynie dwa razy jaśniejsze od naturalnego. Co to oznacza? Obietnicę przecudownego spaceru, wcale krótkiego i bez potykania się o latarnie, za to całkiem przyzwoicie oświetlonego przez niewyobrażalną ilość widocznych w końcu gwiazd. Ciemność jako zagrożony zniszczeniem element środowiska naturalnego przemawia do mnie na tyle silnie i poetycko, że z całą pewnością i zachowaniem należytego dla niej szacunku, spędzę tam chętnie swój roczny pobyt w ramach art in residency program.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTQWkbrhi3I/AAAAAAAAADo/xGTGOYIb9p0/s1600/sat_zdj_nocne.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTQWkbrhi3I/AAAAAAAAADo/xGTGOYIb9p0/s1600/sat_zdj_nocne.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-485052446938818155?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/485052446938818155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/rezerwat-ciemnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/485052446938818155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/485052446938818155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/rezerwat-ciemnosci.html' title='Rezerwat ciemności'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTQWkbrhi3I/AAAAAAAAADo/xGTGOYIb9p0/s72-c/sat_zdj_nocne.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5923103611333236345</id><published>2011-01-14T11:23:00.004+01:00</published><updated>2011-01-14T11:47:46.177+01:00</updated><title type='text'>Roboczo i jeszcze po ciemku,</title><content type='html'>kompletnie przedpremierowo, przedexhibicjonistycznie czerwieniąc się trochę i jednak zapraszając z sercem na dłoni. Tym, co daleko na morzu, lądzie i w powietrzu (uwaga na współpasażerów z sześcioma promilami we krwi) oraz tym, którzy śledzą czasami inne życie gdzieś poza fejsbukiem - zdjęcie z Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTAgwsS792I/AAAAAAAAADk/mMeE7xIYJrU/s1600/roboczo.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="257" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTAgwsS792I/AAAAAAAAADk/mMeE7xIYJrU/s400/roboczo.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zburzono nam dworzec w Katowicach. Zburzą nam jeszcze więcej. I też nic nie zrobimy, pogapimy się milcząco. Niebawem będziemy tożsamościową i  wizualną ruiną, pozostaną po nas tylko potłuczone szklane skóry i blacha falista na naszych nagrobkach. Kiedyś bombardowano nasze miasta, żeby zniszczyć w nas to, co stanowiło o naszej przynależności kulturowej, teraz bombardujemy się sami z założonymi rękoma, buldożerujemy swoją tożsamość, zanikamy. Bo jakoś tak się stało, że to, o co niedawno walczono, teraz oddawane jest pod koparkę kolejnym deweloperom bez cienia żalu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5923103611333236345?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5923103611333236345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/roboczo-i-jeszcze-po-ciemku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5923103611333236345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5923103611333236345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/roboczo-i-jeszcze-po-ciemku.html' title='Roboczo i jeszcze po ciemku,'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TTAgwsS792I/AAAAAAAAADk/mMeE7xIYJrU/s72-c/roboczo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-596208730320747273</id><published>2011-01-12T17:56:00.002+01:00</published><updated>2011-01-13T11:14:32.179+01:00</updated><title type='text'>Kraków, 11.01.11</title><content type='html'>Czy jest coś przyjemniejszego niż penetracja? Penetracja obcego miasta. Czy jest coś równie przyjemnego jak świadomość, że się nie należy do przestrzeni, w której się chwilowo przebywa? Nie. Tak. Przyjemność tę można jeszcze potęgować, można ją abgrejdować w nieskończoność tworząc uberprzyjemność.&lt;br /&gt;Tak, uwielbiam spędzać czas samotnie. Nie, inaczej. Lubię czasami pobyć zdecydowanie sama w tłumie ludzi. Lubię ich posłuchać, na nich się pogapić, to przerelaksująca czynność. Nawyk, nałóg. Być może wychodowany przez przypadek podczas tych wszystkich samotnych wieczorów w obcych miastach, w których czasem wystawiam albo zajmuję się czymś nieoczekiwanym. Osobliwa pasja powstała dzięki opolom, krakowom, helsinkom, la platom, rybnikom czy wrocławiom.&lt;br /&gt;Staram się zawsze wypatrzeć czegoś zadziwiająco ożywczego wizualnie, może to być dwudziestolatek z podkręconym niczym Dali wąsem, albo przepiękna brunetka z głębokim dekoltem i cudnym ruchem ciała, jakieś intymne mrugnięcie sytuacyjne, coś, co ogólnie może umnkąć podczas omiatania przestrzeni wzrokiem a pojawia się, kiedy się skupić na jej detalach. Tamci z lewej pewnie pójdą dziś do łóżka, to jasne, Ci naprzeciwko też by zaczęli się nad tym zastanawiać, gdyby ich ten nudny kolega w końcu opuścił. A ten romans przy stoliku obok zbyt długo nie potrwa, on nie wie kto to Nietzsche, ona nie ma zielonego pojęcia o poligamii (a ja im rozwiązania problemu tym razem nie podszepnę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedząc sama nie sięgam kompulsywnie po telefon, nie wpatruję się w jasny ekran tego narzędzia, nie udaję też, że na kogoś czekam i nigdy nikt mnie nie zaczepia, nikt się nie dosiada. A ja oddaję się podsłuchiwaniu : "zaczęłam ambitnie czytać książkę! Nieee, co ty, z przyjemnością nawet czytam...", "przy przyjaciołach on się nawet otwiera, więc to jest zajebiste, niech jest jaki jest, przynajmniej czasami niech sobie ma te swoje wybryki", "ale on jest gejem! no niby mi to nie przeszkadza, nawet mnie to ciekawi", "no nieee, obleśny jest a najgorsze, że on nie czai, że kobitki nie lubią jak facetowi wali z ust, masakra!".&lt;br /&gt;No właśnie - przyszło mi do głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozglądam się dokoła i nastawiam odbiornik bardziej w lewo : "wyjdę wcześniej z pracy, to się nikt nie zorientuje a ja mam godzinę dla ciebie".&lt;br /&gt;Nie. Dość. Zbyt intymnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak czasami myślę, że gdybym miała okazję, to z całą pewnością bym po kogoś zadzwoniła, żeby ten ktoś posiedział i posłuchał ze mną. Zawsze wtedy w zwiększonym gronie moglibyśmy poudawać milczącego trupa albo co najmniej parę z problemami. Tymczasem nie pozostaję dłużnikiem wobec mych stolikowych sąsiadów - koleżanka twierdzi, że mam każdą emocję wypisaną wielką literą na twarzy, więc jeśli zachwycam się cudzą rozmową, z całą pewnością jestem demaskowana po kilku sekundach, bo wielkie "O" na czole mi się błyszczy.&lt;br /&gt;Przyglądam się gestykulacji, oglądam piękne brunetki, studiuję pochylone plecy, śledzę ścieżkę kelnera z tortem i gapię się w rozporki. Nie wolno mi? Ależ wolno, wolno.&lt;br /&gt;Wiem, wiem, powinnam napisać o sobotniej wystawie a trwonię czas na knajpiane historie. Być może napiszę po powrocie do Warszawy. Przy jakimś jednoosobowym stoliku :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-596208730320747273?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/596208730320747273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/krakow-110111.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/596208730320747273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/596208730320747273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/krakow-110111.html' title='Kraków, 11.01.11'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-2663885520405957645</id><published>2011-01-05T23:11:00.001+01:00</published><updated>2011-01-06T08:31:35.081+01:00</updated><title type='text'>L+L, video still, 2011</title><content type='html'>Pośród setek wiecznietrwających renderów, litrów zupy jarzynowej z klatek, filmów klasy B na kanapce i przeszukiwania stert starych "defałek", udaje mi się jeszcze rejestrować domowe sytuacje.&lt;br /&gt;(L+L, video still, total time : 11:28:01). &lt;br /&gt;"Zadzwoń pod numer&amp;nbsp; widoczny na ekranie, powiedz "Lelo" i rozłącz się. Żadnych dodatkowych pytań" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TSTpkfUrKcI/AAAAAAAAADg/2DSMe7PlDqg/s1600/L%252BL.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TSTpkfUrKcI/AAAAAAAAADg/2DSMe7PlDqg/s1600/L%252BL.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-2663885520405957645?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/2663885520405957645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/ll-video-still-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2663885520405957645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/2663885520405957645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/ll-video-still-2011.html' title='L+L, video still, 2011'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TSTpkfUrKcI/AAAAAAAAADg/2DSMe7PlDqg/s72-c/L%252BL.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5317007833043255442</id><published>2011-01-05T15:34:00.000+01:00</published><updated>2011-01-05T15:34:44.287+01:00</updated><title type='text'>Zapraszam.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TSSBXr7xI7I/AAAAAAAAADc/FrsLFvE2XTQ/s1600/Screen+shot+2011-01-04+at+2.55.45+PM.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TSSBXr7xI7I/AAAAAAAAADc/FrsLFvE2XTQ/s1600/Screen+shot+2011-01-04+at+2.55.45+PM.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5317007833043255442?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5317007833043255442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/zapraszam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5317007833043255442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5317007833043255442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/zapraszam.html' title='Zapraszam.'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TSSBXr7xI7I/AAAAAAAAADc/FrsLFvE2XTQ/s72-c/Screen+shot+2011-01-04+at+2.55.45+PM.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-6664368175331504530</id><published>2011-01-04T23:59:00.001+01:00</published><updated>2011-01-04T23:59:03.539+01:00</updated><title type='text'>Changes</title><content type='html'>Pstryk!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-6664368175331504530?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/6664368175331504530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/changes.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6664368175331504530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/6664368175331504530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/changes.html' title='Changes'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-7146606640309916563</id><published>2011-01-04T00:40:00.010+01:00</published><updated>2011-01-04T02:23:29.364+01:00</updated><title type='text'>Wszystkie koty i tak pozostają szare</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}@font-face {  font-family: "Wingdings";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;    &lt;br /&gt;Tym, których być może to zaskoczy, a wiem, że będą tacy (!), napiszę, że most Śląsko-Dąbrowski bywa z dołu podświetlany także na pomarańczowo. Pomarańczowe podświetlenie dla zastanawiających się nad kolorem niebiesko - zielonym. Zadziwiające to spostrzeżenie zapisuję na swym hardwarze w folderze o nazwie „Wyjątkowo Kuriozalne“. Mandarynkowo zapisuję.  Zimowo kojarzy mi się ta barwa, która sprawiła, że stojąc w (oczekiwanym tak niedawno jeszcze) korku pod mostem, uśmiechnęłam się, chociaż do dzisiaj nie wiem, z jakiego powodu most ten został w ogóle podświetlony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zapewne niewiele to podświetlenie ma wspólnego z programami wspierania artystycznej wizji miasta,  z utopiami architektów z, w końcu, planem zdobycia miana europejskiej stolicy kultury (ledwo mi to przez palce na klawiaturę przeszło). Nie trafia do mnie to ściemnianie kolorem, wszystkie koty i tak pozostają szare (!), ulice niezałatane, mosty spęczniałe a miliony oddane w ręce Roxette. Do jasnej cholery! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety nieznane i niezrozumiałe są decyzje Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Nie mam nawet dziesięciu procent siły w stosunku do sumy przeznaczonej na sylwestrowe igrzyska na pl.Konstytucji, żeby opisywać te wielokrotne wpadki Urzędu. Bo stoję w korku nie tylko pod śląsko-dąbrowskim, stoję też na nim, NA moście każdym STOJĘ (tu nas nikt światłem kolorowym nie raczy i nikt gorącym napojem nie gości). Poruszam się też czasem Wileńską i widzę, że nie ma już śladu po parowozowni i nikt za to nie odpowiedział, nikogo nie zwolniono a obiekt rozebrano swawolnym cichaczem. Przemieszczam się sporo i obserwuję bezruch tam, gdzie ruszać się powinno i nerwowy zamęt tam, gdzie chcemy trochę z decyzjami ekspansywnych deweloperów poczekać (Ursus?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cała ta kwaśna kwestia prezydencji czy stolicy europejskiej śmierdzi mi aż tutaj - na Pradze - więc wnioskuję, że smród z Bankowego spory być musi i przestrzennie zorientowany, i dosyć chyba zagęszczony.  Co to za stolica kultury, w której aż tyle (i nie powiem ile) milionów przeznacza się na masowe wątpliwe przyjemności, które z kulturą nigdzie się nie spotykają, za to w tym samym worku się je lokuje (kosz?). Sprawa wykorzystywania kultury do pozyskiwania środków jest dla mnie kwaśna i żeby było jasne – kwaśny to dla mnie najgorzej strawny smak. Stolica kulturalna, która lubi dogadzać tłumowi, która tłumu nie edukuje a serwuje mu, wspominane już Roxette (!) albo, dla zaawansowanych na szczeblu B – muzeum Chopina czy jakieś tam mało znaczące „realizacje w przestrzeni publicznej“, przy których i tak najlepiej się tylko napić. Wybacz Szopenie, że tak mszczę się na tobie przy byle okazji, ale ta twoja rocznica narodzin, śmierci czy tam pierwszego koncertu (czy co to było), kompletnie zdemolowała naszą kulturę. I przestaliśmy sobie z tym w ogóle radzić. Ups, Urząd radzić sobie przestał. Bo jeśli ten pop-chłam ma decydować o kulturze, to ja lecę w kosmos pierwszym dostępnym nieogrzewanym składem space-city. Tak, jestem zwolenniczką dostępności kultury dla wszystkich, ale jednocześnie przeciwniczką „równania“ kultury do jej najniższych, najbardziej skomercjalizowanych przejawów. Nie, nie lubię przekazywania pieniędzy z moich podatków na Roxette, średnio rozumiem podświetlenie mostu, warszawskie „współczesne“ pomiki mnie wstrętem napawają i noszę w brudnym, śląskim nosie ilość zgromadzonych, zadowolonych warszawiaków pod sceną. Widzę problem gdzieś indziej. Bo, że do masy reklamówkowej kultura masowa dotrze – nie wątpię, w końcu, kto nie słyszał o roku szopenowskim albo koncercie na pl.Konstytucji? Martwię się raczej tym, że ta kultura, która buzuje teraz (nie sto lat temu), nie ma wsparcia, nie darzy się jej zainteresowaniem, nie traktuje nadto poważnie. Nie widzę zmian. Wciąż artystom oferuje się zagrzybione dziury na pracownie (pokutujący stereotyp artysty brudasa śmierdzącego vangogowym zdechłym, odciętym uchem, odciętym standardowo podczas libacji). Wciąż nikt nie myśli o tym, że jeśli nie stworzy się warunków dla powstawania nowej kultury w stolicy, to nie ma ona szans zawojować świata jedynie umarlakami, wciąż nie rozumie się, że najważniejsze idee tlą się i spalają nie na scenie w centrum miasta przy milionowym tłumie za miliony, tylko tam, gdzie jest, kurwa, zimno i gdzie szanowny Urząd podniósł czynsz albo tam, gdzie tenże sam Urząd nie chce pozwolić artystom na swobodny ruch. Bo to tak wygląda to drugie dno przepięknie propagowanej idei stolicy kultury, tutaj nikt nie dba o jednostki tworzące kulturę, dba się o efekt, im większy, im bardziej spektakularny i w milionach liczony, tym większa szansa. Na co? Nie znam odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jutro rano pewnie wybiorę się na ulubioną Chłodną, pisać dalej "Te Swoje Złe Teksty". Bo mi tutaj zimno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I następnym razem, jak się ZGN Mokotów nie ocknie z letargu, napiszę o tym, jak to komórki Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy lubią współpracę z artystami, którymi się później chętnie wylegitymują przy produkcji logosu stolicy kulturalnej albo przy innej beznadziejnej okazji budowania stolicy...ups, stolicy czego?….dość! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zima nigdy jeszcze nie była tak zimna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-7146606640309916563?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/7146606640309916563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/wszystkie-koty-i-tak-pozostaja-szare.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7146606640309916563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/7146606640309916563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2011/01/wszystkie-koty-i-tak-pozostaja-szare.html' title='Wszystkie koty i tak pozostają szare'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5339004113616038516</id><published>2010-12-28T01:41:00.003+01:00</published><updated>2010-12-28T01:45:28.268+01:00</updated><title type='text'>Warm Wet Circles</title><content type='html'>Szperanie i poszukiwanie dziur w całym to ostatnio moja perwersyjna przyjemność. Do czegoś się ona jednak przydaje. Czasami.&lt;br /&gt;Nie skomentuję ni słowem grudniowych wolnych od pracy dni świątecznych, bo wiadomo, że mnie brzydzą, przestanę jednak choć na chwilę bluźnić. Skupię się na odszukaniu pozytywnych stron tego stanu rzeczy.&lt;br /&gt;Przeczytałam w końcu książkę. Tę, co mi ją Wojtek przeczytać polecał wieki temu (miesiąc to w tej sytuacji wieki, czyż nie?). I trafić lepiej nie mógł. Książka była o karpiach. A może o miłości do tychże ryb. I o wspominaniu drobnych przyjemnostek z przeszłości. O krnąbrności i o pewnego rodzaju niedpasowaniu i ciągłym poszukiwaniu. Tego czegoś. O pasji wędkarskiej też. Już brzmi dobrze?&lt;br /&gt;Jest część druga - nudząc się nad kolejnym, przewidywalnym kawałkiem ciasta w sterylnym pokoju abstrakcyjnie wypełnionym upstrzoną choinką, poprosiłam nieśmiało babcię, żebyśmy poszperali w zdjęciach. Tych, być może istniejących, starych zdjęciach (chciałam znaleźć prywatny fotograficzny ślad budowanej trasy w-z :). I znalazłam. Znalazłam coś, co mnie wciągnęło. W temacie wędkarskim - dziadek i karpie (skan zdjęcia z ramką oryginalną). Wzruszyła mnie ta fotografia, trochę przez pamięć o książce, trochę przez zawartą w niej chwilową cudowność życia. I oczywiście trochę przez nieoczekiwane walory estetyczne.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkkChBNGDI/AAAAAAAAADI/yRVTE--wOqU/s1600/004m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkkChBNGDI/AAAAAAAAADI/yRVTE--wOqU/s1600/004m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;W temacie wodnym pozostając :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRknlJcPCbI/AAAAAAAAADM/zJrMDeidPDw/s1600/011m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRknlJcPCbI/AAAAAAAAADM/zJrMDeidPDw/s1600/011m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te kilka fotografii zrobiło na mnie spore wrażenie, jak żyję trzydzieści trzy lata (sic!), nie miałam okazji wniknąć tak głęboko w intymne historie rodzinne, historie osób pamiętających niejedno a nie posiadających już pamięci, a tymbardziej siły,&amp;nbsp; by je przekazać dalej. Pozostało jedynie kilka fotografii, których opowieści trzeba szybko wysłuchać, nawet jeśli są rozczłonkowane i przypominają jedynie te ząbki wokół zdjęcia zamiast jego zawartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem już dokąd wybiorę się samochodem, kiedy stopnieją śniegi. Musi być wciąż gdzieś obok Gubina miejscowość Deulowitz. Musi tam być wciąż gospodarstwo i ślad po niemieckim żołnierzu, który przegrał konkury z moim dziadkiem. Fascynujące. A myśl o kolejnych kilometrach za kółkiem przyprawia mnie o dreszczyk emocji. Jadę. Muszę. Zaraz.&lt;br /&gt;Przecież wiem, co tam znajdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkn6o-fawI/AAAAAAAAADQ/x4xQ8qMJNHk/s1600/001m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkn6o-fawI/AAAAAAAAADQ/x4xQ8qMJNHk/s1600/001m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkoC1H9eXI/AAAAAAAAADU/grJSLKjwZvs/s1600/008m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkoC1H9eXI/AAAAAAAAADU/grJSLKjwZvs/s1600/008m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkoIJ6kJfI/AAAAAAAAADY/RuRdiSZgaNo/s1600/007m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkoIJ6kJfI/AAAAAAAAADY/RuRdiSZgaNo/s1600/007m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkkChBNGDI/AAAAAAAAADI/yRVTE--wOqU/s1600/004m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkkChBNGDI/AAAAAAAAADI/yRVTE--wOqU/s1600/004m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5339004113616038516?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5339004113616038516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/warm-wet-cirles.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5339004113616038516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5339004113616038516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/warm-wet-cirles.html' title='Warm Wet Circles'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TRkkChBNGDI/AAAAAAAAADI/yRVTE--wOqU/s72-c/004m.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3983124366084278478</id><published>2010-12-19T00:52:00.005+01:00</published><updated>2010-12-20T15:25:56.199+01:00</updated><title type='text'>Ekonomicznie</title><content type='html'>Zanim wstanę o piątej rano, by znowu, śpiesząc się, pokonywać kolejne setki kilometrów w nie swojej sprawie, napiszę o chorobliwej udręce "wiecznego dziania się" oraz nieproporcjonalnym wobec niej przekonaniu o braku skuteczności swojego działania.&lt;br /&gt;Nie ma znaczenia, jak bardzo się staram i ile czasu oraz cennej energii poświęcam na dopełnienie swoich misji - są one najczęściej bezskuteczne a wpakowana w nie energia nigdy nie zostaje mi zwrócona. W ten sposób powstaje bolesny niedobór z mojej strony oraz upierdliwy nadmiar tam, gdzie lokuję swoje energetyczne potencjały. Efektów jednak ani śladu. Nie jestem biegła w kwestiach ekonomicznych (ufff!), wydaje mi się jednak, że nie ma w ekonomii miejsca na pustkę. Sytuacja, w której wpompowane na rynek dobro materialne pozostaje wciąż "na czerwonym" nie może mieć miejsca. To zdarza się jedynie w mojej prywatnej ekonomii, w której wszystko jest możliwe. Dodrukowanie papierków - możliwe, wyprzedaż złóż eneretycznych za bezcen - tak, inflacja na poziomie 77 procent - możliwa, niestabilny kurs - również, wyższy wskaźnik podaży nad popytem - proszę bardzo, przerost formy nad....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja też marzę o równowadze. Daję z siebie wiele i chciałabym czasami otrzymać chociaż okruszek w zamian. Nie otrzymując go, mam permenentne poczucie Tracenia, Spalania, Trwonienia. Trzy słowa, które w ekonomicznym rozrachunku mogą zapewne oznaczać jedynie niewybaczalną śmierć przez zaniedbanie. A żeby śmierci tej uniknąć, należy za otrzymaną energię zapłacić, niczym, nie przyrównując, klient Enea Enei. Lub oddać ją - ta usługa jest u mnie gratis. Zachęcam więc by oddawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chorobliwe łaknienie potencjalnego zwrotu ekwiwalentu wydalonej energii to uczucie, które towarzyszy mi kiedy się budzę. Nawet jeśli robię to za chwilę, o piątej rano. Nawet, kiedy wyobrażam sobie, że w tych wysokich zaspach można się poruszać samochodem i że 350 km do pracy to pestka komunikacyjna, taki tam letni, wypluty przedmiot pośród śniegu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chociaż podczas pisania zmieniłam zdanie i słowa o udręce "dziania się" nie pisnę, chciałam zauważyć, że w obliczu tego wszystkiego, mój pobyt na Śląsku to same ekonomiczne wpadki. Ciepło w próżnię oddane na stacji kolejowej Nędza (polacam fanom przeżyć ekstremalnych, samą stację też polecam, tak wygląda jak się zwie), czas stracony w setkach spóźnionych o setkę pociągów, wyprawy w nieznane bez celu, sześćdziesiąt próśb i błędów, na które nie zareagowałam, pomyłki, nieznane numery dzwoniące upierdliwie, zamarznięty płyn do spryskiwaczy, poślizgi, ani jednego słowa z przyjaciółmi, brak sałaty w sałatce, tysiąc czterysta za ... Zobaczenie ruchomej sceny Teatru Kochanowskiego -&amp;nbsp;&lt;b&gt; bezcenne!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TQ6eBK4koLI/AAAAAAAAAC8/_rc-rIowfzI/s1600/nedza.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TQ6eBK4koLI/AAAAAAAAAC8/_rc-rIowfzI/s1600/nedza.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3983124366084278478?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3983124366084278478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/ekonomicznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3983124366084278478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3983124366084278478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/ekonomicznie.html' title='Ekonomicznie'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TQ6eBK4koLI/AAAAAAAAAC8/_rc-rIowfzI/s72-c/nedza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3234796736764918722</id><published>2010-12-17T00:00:00.005+01:00</published><updated>2010-12-22T18:57:28.090+01:00</updated><title type='text'>Sportowo</title><content type='html'>Czy nie wspominałam ostatnio o niechęci do grudniowych sportsmenów/nek sztuki? Czy każdy rok kończyć się musi na podium i na ukłonach na środku pustego stadionu? Czy aby na pewno powinniśmy przejmować wzorce rywalizacji z systemu, który do rywalizacji służy a sztukę powinien ominąć ? I czy sztuka faktycznie tego potrzebuje? Może potrzebują tego liczby i konta bankowe? Kto tego potrzebuje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.rp.pl/artykul/9149,579209-Na-kogo-wskazuje-Kompas-Mlodej-Sztuki.html&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3234796736764918722?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3234796736764918722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/sportowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3234796736764918722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3234796736764918722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/sportowo.html' title='Sportowo'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-8125296410919433023</id><published>2010-12-16T19:20:00.004+01:00</published><updated>2010-12-16T22:53:21.847+01:00</updated><title type='text'>13 grudnia 2010</title><content type='html'>To z całą pewnością nie jest najlepsze miejsce na koncert życzeń, ale raz na jakiś czas pozwolę sobie na dedykowane piosenki. Ta będzie dedykowana. Sobie.&lt;br /&gt;Pisać miałam o „Scum“ Napalm Death jako o ciekawym projekcie artystycznym sprzed ponad dwudziestu lat, tekst miał powstać trzynastego grudnia, tym samym hołd miał zostać złożony, moc zaczerpnięta, moc odepchnięta, rytuał odtańczony. Hough. Ostatecznie okazało się, że słynna „szumowina“ jest tylko okruszkiem odpadłym z tego naszpikowanego pieprznymi bakaliami ciasta upieczonego na piekielnym ogniu. A Napalm Death to pikuś. Dead pikuś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakże więc miałam ukształtować się z grzywką przyczesaną na bok, niczym grzeczna księżniczka Rihanna, skoro, odkąd pamiętam, był ze mnie rebel z włosem prawie na cukier. I jak miałam przygotowywać się do „poważnych, życiowych spraw“, skoro nigdy nie byłam w stanie zaakceptować zasad ogólnego współżycia, stworzonych tak, by jedynie przeszkadzały, by było łatwo zawadzić o nie powłócząc kulawą nogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolei więc. &lt;br /&gt;W klasie siódmej, podczas uroczystego zakończenia roku szkolnego, otrzymałam książkę Isherwooda „Samotność“. Nie rozumiałam w czym rzecz, co to za związek, skąd ta rozpacz, ale jakoś mnie to wciągało. Dlaczego kolegium nauczycielskie postanowiło nagrodzić mnie samotnością za dobre wyniki w nauce, do dzisiaj nie odgadłam.&lt;br /&gt;Za to nie dalej niż dwa lata później, kupiłam sobie Lovecrafta, tak dla rozrywki, do snu. Ten oszlamiony Cthulhu z głębin, pozostał do dzisiaj przyklejony do mojej skóry, niczym blizna po poważnych oparzeniach. W tej chwili blizna przypomina bardziej skorupę, ale jej wewnętrzna strona jest wciąż soczysta.&lt;br /&gt;W ósmej klasie uparłam się na koncert Kreatora w Spodku (a może to wcale nie była klasa ósma?), prawie wyrwano mi potem włosy. Koncertu już dawno nie pamiętam, pamiętam też, że nikt go nie pamięta, bo nikt nie miał szans go nawet zobaczyć, większość zalała się w trupa, nim Kreator wlazł wykreować cokolwiek na scenie.&lt;br /&gt;Do snu i pierwszych spotkań z własnym ciałem oraz jego reakcjami na wszelakie bodźce, najbardziej pasowało mi Bathory „Twilight of the Gods“. Nic dodać nic ująć, jeśli ktoś się kiedyś nad Bathory pochylił. Kilka lat później dokonałam porównania dorobku Quorthona z muzyką Wagnera. Cóż, prawdę powiedziawszy, Bathory mnie bardziej stymulowało.&lt;br /&gt;Pierwszą płytą cd, którą udało mi się kupić za, tajemniczą wtedy, granicą, był Bauhaus „In the Flat Field“ i był to zakup przypadkowy, zachciankowy, bo na okładce nagi mężczyzna, całkiem niezły nagi mężczyzna, dmucha w coś przypominającego instrument dęty.&lt;br /&gt;Podąrzając tym męczącym tropem dziecięcych fascynacji dodam, że jako nastoletnią licealistkę kręcił mnie tylko Sartre, tylko on, czarne golfy i brązowe papierosy. I znowu powracająca, nieodżałowana „Pod Psem“. Pamiętam dodatkowo częste wrażenie, że muszę się schylić, bo nieboskłon jest z papieru i wisi na tyle nisko, że idąc wyprostowana, mogę głową go rozedrzeć. Nigdy więc nawet nie podnosiłam ręki do góry.&lt;br /&gt;Na swojej pamiętnej (sic!), pierwszej wystawie, w trzeciej klasie licealnej, pokazałam prace, których dzisiaj nie chciałabym w ogóle oglądać i które powinny wtedy być przyczynkiem do dogłębnej psychoanalizy a stały się elementem instalacji w 2007 roku. Wystawa ta zdawała się być czymś nie do przyjęcia -&amp;nbsp; nauczyciel plastyki postanowił, że więcej się ze mną zadawać nie będzie, bo się boi. I na tym zakończyliśmy te pseudo terapeutyczne ględzenie. Dyrektorka innej placówki postawiła zaś ultimatum : „my albo wystawa“. Była wystawa. Do samego końca. Wystawa - wielka porażka, tak samo wielka, jak duma z podjętej decyzji.&lt;br /&gt;Nie zapomnę momentu, kiedy chciałam wyrównać do szeregu i postanowiłam się zbierzmować. Biedna moja mama musiała błagać o tę przysługę proboszcza w jego wypasionym, tłustym od kryształu i politury gabinecie. O sakrament, który podobno gratis od nieba się należy i wszystkim przysługuje. Przekonałam się wtedy po raz kolejny, że nie wszystkim. Ale proboszcz zrobił nam tę łaskę, miłosierdzia nam uchylił i pozwolił diablicy „z tej złej rodziny“ przyjąć boski sakrament razem z resztą lepiej ukształtowanych, a znudzonych śmiertelnie, dzieci.&lt;br /&gt;Długo mieszkałam w małym pokoju, w którym zawiesiłam czarne zasłony. Wiem, że to dzisiaj prosty ikeowy chwyt na nowoczesny look wnętrza (któremu uległam ponownie), ale wtedy, te kilkanaście lat temu, cała rodzina z przerażeniem wyczekiwała momentu, w którym spod łóżka wychynie zeschnięte, zaszlachtowane wcześniej, truchło kota.&lt;br /&gt;Chłopców zmieniałam częściej niż czarne (chmurne wtedy, zabawne dzisiaj) pamiętniki i zdaje się - częściej, niż ci chłopcy tego sobie życzyli, za co niezmiernie przepraszam. Do dzisiaj hurtem ich (Was) wszystkich kocham (pojemne mam serce, halowe).&lt;br /&gt;Wszystkie zimy mojej młodości spędziłam z głową w czadowych chmurach. I nie mam na myśli nieudolnej nomenklatury używanej onegdaj w muzycznej branży. Na Śląsku naprawdę dym z kominów sięga od głowy do kostek, powoli opada, wijąc się wokół nich całą zimę, powodując, że niedaleko już do piekielnej wędzarni (zresztą i zapach jest odpowiedni).&lt;br /&gt;A potem nosiłam ten czarny, skórzany kapelusz, który już wszyscy doskonale pamiętacie i resztę opowiastek znacie jako ich czynni uczestnicy. Dlatego Wam daruję wspólne wyrzucanie śmieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bywało zabawnie i zawsze jakoś nie z głównym nurtem. Teraz zaś oczekuje się o de mnie nagłej odmiany serca i ducha, oczekuje się, że z Vadera przeobrażę się w Luka Skywalkera, że nieoczekiwanie polubię chodować kwiaty w ogrodzie, że zaleję Was dobrocią, że wyciągnę rękę w kolejności ustalonej przez savoir vivre, że zaaplikuję sobie ożenek kościelny i czwórkę dzieci.&lt;br /&gt;Nie. Nie. Nigdy. Zawsze pozostanę "krnąbrna tam, gdzie najmniej tego trzeba". Trzeba się z tym pogodzić. Trzeba. I nie trzeba iśc do nieba, wcale nie trzeba.&lt;br /&gt;Ja nie cierpię z tego powodu, ja czerpię z tego przyjemność. To już nie szczenięce smutki w jakimś modnym stylu, to prawdziwa orgia zmysłów i intelektualna wyprawa w inne, niż przystoi, tereny. Jeśli powyższe kilka zdań wciąż buduje mój wizerunek jako życiowego nieudacznika oraz psychopaty, to chciałam dodać, że tego rodzaju doświadczeniami może się podzielić prawie każdy, a tych, którzy nie mają podobnych wspomnień, to co tu dużo gadać – żal mi. Bardzo mi żal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej grzechów nie pamiętam. O wybaczenie nie proszę, proszę o wyrozumiałość, kiedy grymaszę, kolorowych sukienek nie noszę, opłatkiem się nie łamię i wygłaszam niepopularne poglądy po drugiej już setce wódki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="640"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7pR7_9mLOM4?fs=1&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7pR7_9mLOM4?fs=1&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;.........................&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. Jakże mogłam zapomnieć o Tomku Beksińskim i jego księżycowych nocach! :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-8125296410919433023?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/8125296410919433023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/13-grudnia-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/8125296410919433023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/8125296410919433023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/13-grudnia-2010.html' title='13 grudnia 2010'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-528422679402417492</id><published>2010-12-09T01:56:00.002+01:00</published><updated>2010-12-09T08:54:05.878+01:00</updated><title type='text'>Last Christmas, I hope.</title><content type='html'>No i zaczęło się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet&amp;nbsp; nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale już się, do diaska, zaczęło!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieznośne wpychanie łokcia w plecy, wózka w kolana, przeciskanie się wąskim korytarzem nerwowo wijących się ciał, wyrywanie niemalże z pyska ochłapów zawieszonych w czerwono-złocistej poświacie (jak ja nie znoszę czerwonego koloru doprawionego złotem!), tony tektury na zielono pryskanej, miłość na opakowaniu piernika, rzewne lastkristmas w każdej wersji - nawet dla alergików przez zwężone struny głosowe - i w każdym kącie, czy to kibel Twój, czy sąsiada. Nieważne. Bawimy się, umilamy se. Litry spalanej benzyny w korkach do swobodnego ujścia w kierunku morza konsumpcji (czytaj zwiększenie emisji gazów), mini-Las Vegasy na każdym podwórku przy Pokładowej w mym ukochanym Rybniku (czytaj rozpasanie w zużyciu energii), rankingi sportsmenów sztuki, cherlawe podsumowania, migoczące światła dopadające epileptyków, mało seksowne dziady w doklejonej wacie na brodzie, pisk dzieciarni w smyku, wybrakowane towary pakowane w sety, wpychanie żygowin w gęsie (czyt.nasze) gardła, okraszone brokatem gadżety made in china, mentalna pustynia przyśpiewki kolędowej, udawany kicz dobroci i braterstwa, wcale nie wymarzony barszcz instant knorr z uszkami wystany w dwugodzinnej kolejce do kasy, komercyjny blichtr, krew i flaki , i to wszystko w tonacji Wham!. A do tego, ale później, na deser, bo jesteśmy wszak dopiero przy śniadaniu: czerwone serce wklejone w klapę, narodowa histeria, rzeka wymuszonej od społeczeństwa kasy, religijna ekstaza, pustka spod stołu, poszukiwanie paniczne fajerwerkowego miejsca na zmianę daty, wiatr za oknem i ogon zamiatający to wszystko pod dywan „tradycji“. Diabelski ogon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś powiedział, że Ci, którzy grudniowych „świąt“ nie lubią, są jednostkami zgorzkniałymi i nieszczęśliwymi. Być może się do nich zaliczam (podpiszę deklarację, jeśli trzeba), być może owo zgorzknienie nie pozwala mi w pełni „odczuwać“ tego wspaniałego czasu, który charakteryzuje się tak dalece boskim stężeniem obłedu i drgawki, że najzwyklej w świecie opadam z sił aż do wzmocnienia przed drugą falą (początek stycznia) by znowu opaść. Najrozsądniej więc zachować się tak, jak lubimy najbardziej. Sss…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co tu zrobić jeśli się jest ateistą, jak wielu spośród moich znajomych? Czy któremukolwiek szefowi budki z kiełbasą świąteczną przyszło do głowy, że na dźwięk „last christmas I gave you my heart“ można, przez to serce w żołądku, zatorsjować? Że być może powinno być także miejsce dla tych, którzy opłatki, maczając w winie, podjadają jak chipsy a choinki znają z Kasprowego? Dla nich jest jedno tylko w tym kraju wyjście. Co roku należy zabezpieczyć się w sześciotygodniowy urlop, wynająć dom z dala od świata, a w zasadzie jedynie jeden pokój w tym domu, w nim należy bosko drżeć całe święta boże, w obawie przed tym, że zaraz nastąpi atak opłatkowo-kolędowy i nijak nie da się go odeprzeć, bo przecież tego dnia wszyscy się kochamy. Wedle jednego tylko sposobu się kochamy, wedle jednego prawidła i won mi z czymkolwiek innym! Won z odmieńcami. Fuj. Miłosierdzie teraz będzie! A co! Miłość! A co jeśli ktoś nie jest w stanie przebrnąć przez tę grudniową gehennę? Pozostaje upić się w trupa trzynastego grudnia, tego dnia, kiedy podobno diabeł ma największe szanse zapanować nad światem. Myślę, że zrobił to dawno temu, ale dzięki jego wrodzonemu sprytowi, nikt tego nie zauważył. A jeśli wciąż się waha, to niech zrobi to teraz, może zamiast Wham będzie w budce z kiełbasą Slayer?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam serdecznie tych wszystkich życzliwych, radosnych, uśmiechniętych i wcale zgorzkniałych fanów krist&lt;b&gt;masu&lt;/b&gt;, czyli &lt;b&gt;mas&lt;/b&gt;owego dobijania niedobitych przez cały rok jednostek. Życzę powodzenia w zdobywaniu kolejnych punktów w tej histerycznej grze. I nie zawiedźcie mnie, zapalcie lampki na balkonie, będzie mi raźniej gapić się przez moje zgorzkniałe okno na oh, jak radosny świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HFjI7gT1FvI?fs=1&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HFjI7gT1FvI?fs=1&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mirellko, dzięki za boski Slayer :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-528422679402417492?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/528422679402417492/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/last-christmas-i-hope.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/528422679402417492'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/528422679402417492'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/last-christmas-i-hope.html' title='Last Christmas, I hope.'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5667017964408426990</id><published>2010-12-02T14:00:00.001+01:00</published><updated>2010-12-02T18:34:56.537+01:00</updated><title type='text'>Lubię to!</title><content type='html'>Klikaniem mając obrzękłe prawice, znudzony pieśnią, lud wołał o czyny ale napotkał jeno jałowe lubienie i nielubienie. Nic specjalnego. Pogrążyć się więc było łatwo. W tożsamości, których nie ma, za którymi owym klikaniem i lubieniem szybko lud pędzi, ich nie odnajdując. Porzucam ten norwidowski ton, który spokojnie mogłabym polubić, gdyby mi pozwolono kliknąć w pikslową łapkę z kciukiem ustawioną obok grobu Norwida.&lt;br /&gt;A „lubić“ dzisiaj to priorytet, ten nic nie znaczący ruch myszką&amp;nbsp; buduje w końcu nasz wizerunek. &lt;br /&gt;Skoro owo „lubienie“ stało się podstawą relacji towarzyskiej w przestrzeni sygnału, kabli i złączy, to oznacza to jedynie tyle, że lubić znaczy teraz być . Lubić znaczy być jakimś, jakoś się dookreślić przez to lubienie, bo przecież byle czego się nie lubi. Wybiera się te kąski, które mogą w jakiś sposób poświadczyć o mojej indywidualnej postawie i nietuzinkowym światopoglądzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię oglądać zwiastuny przed filmem w kinie, pozwalają mi bowiem dojść do tego, czego oglądać w najbliższym czasie nie powinnam. Przyglądam się każdej „sklejce“ z zainteresowaniem, uczę się kina w trzydzieści sekund, lubię wtedy film lub już go nie lubię, dowiaduję się na przykład o tym, która nowa polska produkcja, zgodnie z panującą modą, jest skrajnie szowinistyczna i traktuje jedynie o miłości do cycków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię stanie w korkach w Warszawie, śpiewam wtedy głośno w szybę samochodu, se rękoma gestykuluję i naciskam pedały w rytm muzyki, rozmyślam i obserwuję mijane krawężniki, co ostatecznie mnie jakoś uspokaja. Miasto mija mi wolno za szybką i odcięcie od świata, jakiego można doznać jedynie w tej blaszanej puszce, jest przepięknie mistyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię też czasami wrócić do starych tekstów, które swą przeogromną żenadką usprawiedliwiają mój obecny niepoukładany stosunek do spraw wagi życiowej i społecznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię, kiedy znajdę się w biurze czy urzędzie, obserwować pracowników i podsłuchiwać ich rozmowy. Wczoraj, przy okazji zgłaszania szkody komunikacyjnej, miałam okazję przydybać panie i panów w dosyć intymnych sytuacjach. Sam fakt, że moja obecność w niczym nie burzy ich intymnej relacji, już mnie mocno kręci. „Nie, nie zimno mi już, w końcu mam trochę tego ciałka“, „O, masz, masz, kochana, ale ja bym to ciałko rozgrzał“, „hahaha“, „a co wy dzisiaj robicie?“, „nic, opierdalamy się, kurwa“ (za cieńką ścianką biura firmy ubezpieczeniowej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię sobie wstać wcale późno i rozpocząc od Fever Ray czy PVT, dostarczyć sobie potrzebną mi do życia dawkę neurotycznego postrzegania rzeczywistości, w której nawet wypicie czarnej kawy może być interesujące. Lubię potem nie spać całą noc gapiąc się w szarą ścianę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lubię w mojej ulubionej gazecie czytać o tym, jakim wykreowanym głupcem może być „znany“ artysta, który jeździ mercedesem i zalicza panienki. Wiem bowiem, że te bzdety przylgną do wizerunku artysty na wieki. I o ile chętnie pierdolnę sobie publicznie dla hecy, że lubię pojechać do centrum zaliczyć kilku facetów, o tyle mam opór by „polubić“ tę histeryczno-lękową opowieść o życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żałuję, że nie jestem bitnikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim ulubionym zwrotem, zlepkiem dwóch słów, których chciałabym używać częściej, niźli mam ku temu okazję, jest „spierdalam stąd!“. Bo właśnie tego rodzaju opis ucieczki przed życiem pasuje do mnie najbardziej i wolałabym mieć okazję do wypowiadania go częściej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię to. Nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od lubienia dostaję nienawistnych torsji. Lubienie prowadzi mnie do rozstroju nerwowego i frustracji. Jałowe lubienie to czyste zło. To wszystko lubię. Lubię to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TPeVdtAFiuI/AAAAAAAAACY/4heommR0wK4/s1600/lubieto.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="107" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TPeVdtAFiuI/AAAAAAAAACY/4heommR0wK4/s320/lubieto.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5667017964408426990?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5667017964408426990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/lubie-to.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5667017964408426990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5667017964408426990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/12/lubie-to.html' title='Lubię to!'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TPeVdtAFiuI/AAAAAAAAACY/4heommR0wK4/s72-c/lubieto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-3169604683664583228</id><published>2010-11-29T21:44:00.001+01:00</published><updated>2010-11-29T21:51:14.549+01:00</updated><title type='text'>WOULD?</title><content type='html'>Powinien powstać nowy rodzaj poezji i nowy rodzaj tekstu jako takiego. Googlepoetry. Uwielbiam czytać takie perełki jak ta, przetłumaczone przez serwis z angielskiego : &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mam racje?&lt;br /&gt;Czy mogę uruchomić za daleko do domu&lt;br /&gt;Czy ja ma?&lt;br /&gt;I pozostawił tu sam"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby pozwolić sobie na brnięcie w absurd dalej, tekst ten można przeretranslatować, używając wciąż tego błyskotliwego narzędzia, tak :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Am I wrong?&lt;br /&gt;Can I run too far away from home&lt;br /&gt;Do I have?&lt;br /&gt;I left here alone"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parsknęłam śmiechem,ale żeby nie pozostać przy tej niezadowalającej mnie wersji, sprawdzam jak ułoży się googlewers dalej, podczas reretranslatacji na polski back :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mam racje?&lt;br /&gt;Czy mogę używać zbyt daleko od domu&lt;br /&gt;Czy muszę?&lt;br /&gt;Zostawiłem tu sam"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadziwiająco zmienił się sens wersu z "Would". Czy muszę i czy mogę używać zbyt daleko od domu? No , nie jestem pewna czy możesz. Tak więc, raz jeszcze na angielski, próbując odzyskać pierwotny urok grungeowej piosenki :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Am I wrong?&lt;br /&gt;Can I use too far away from home&lt;br /&gt;Do I?&lt;br /&gt;I left here alone"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bill podszepnął mi kiedyś, że może czasami warto zerknąć na googlowy translator. Owszem, jeśli się chce googlepoezję tworzyć, jest to narzędzie niezbędne i fascynujące. Wersiki nie brzmią tak źle po szesnastym przerzuceniu przez googlowe językowe zwoje. &lt;br /&gt;Wybór tłumaczonego tekstu przypadkowy. Wspomniane Would poniżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Nco_kh8xJDs?fs=1&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Nco_kh8xJDs?fs=1&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-3169604683664583228?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/3169604683664583228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/11/would.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3169604683664583228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/3169604683664583228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/11/would.html' title='WOULD?'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-5123221131388416837</id><published>2010-11-28T00:02:00.007+01:00</published><updated>2010-11-28T00:15:19.794+01:00</updated><title type='text'>Dwanaście trudnych godzin</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Kraków, 27.XI.1995&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;"Im dłużej się nie śpi, tym noc jest piękniejsza a im piękniejsza jest noc, tym snu mniej potrzeba, łatwiej nad ranem wstępować w codzienność".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Te wszystkie &lt;span class="apple-style-span"&gt;&lt;span style="color: black; line-height: 115%;"&gt;epistolograficzne&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; harce &amp;nbsp;zakręciły &amp;nbsp;mi się we łbie jak iskierki z ogniska. A ja kręcę się cały dzień niczym czarno-szary bączek. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;B. winą za tego rodzaju samopoczucie obarcza &amp;nbsp;nadmierne i zbyt częste spożywanie alkoholu, ja zaś źródła tego niedomagania upatruję w fakcie, że życie jest (było) gdzieś indziej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;To pisanie nie jest prawdziwe, nie może być, bo prawdziwość jego się nie zdarza.&amp;nbsp; Skierowane do nikogo i skierowane w stronę wszystkiego, nie dotyka żadnego z problemów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Kręciłam się więc jak ten uderzony zbieżnością dat bączek, szaro-czarny, jak już zaznaczyłam. Bliski szaleństwa. Kręcący się panicznie. Maniakalnie. Histerycznie. Nerwowo pakując się i rozpakowując, wsiadając i wysiadając, chodząc tam i z powrotem, zbierając , rozrzucając, przesuwając palcami po grzbietach książek, rwąc te tasiemki związujące stare pożółkłe kartki, szperając, nie dając za wygraną, gryząc, kombinując pod górkę i z górki lecąc, przeklinając muzyczne kawałki w tle, sprawdzając pocztę co sześćset sześćdziesiąt sześć sekund…Liczyłam być może, że diabeł tym razem również mi podpowie. Szepnie coś sobie. Dopowie. Zjebie jak psa. Pod psem być może. Ok, brzmi bez sensu, ale w końcu obiecałam. W końcu tylko „trzy rzeczy są dane człowiekowi dla obrony przed przeciwnościami życia: nadzieja, sen i &lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=9077931591524500272&amp;amp;postID=5123221131388416837"&gt;ś&lt;/a&gt;miech”. O ile pierwsze jakoś mnie za umysł nie chwyta ,o tyle pozostałe dwa właśnie teraz sobie zaaplikuję.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;27.XI.1995&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-5123221131388416837?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/5123221131388416837/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/11/dwanascie-trudnych-godzin.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5123221131388416837'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/5123221131388416837'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/11/dwanascie-trudnych-godzin.html' title='Dwanaście trudnych godzin'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9077931591524500272.post-1645771220676262144</id><published>2010-11-14T22:24:00.004+01:00</published><updated>2010-11-14T22:59:53.412+01:00</updated><title type='text'>W cyklu – NIEPOPULARNIE PO MIEŚCIE. odc.II</title><content type='html'>&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}@font-face {  font-family: "Wingdings";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;        &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Miłość ta jest tragiczna. Z&amp;nbsp;mojej strony niestety bezwarunkowa. Druga strona stawia zaś warunki często trudne do zaakceptowania. Wiem, powinnam w końcu tupnąć nogą i krzyknąć „nie to nie, zaraz się wynoszę“, ale nie potrafię. Od lat tego nie robię. Trudny z&amp;nbsp;nas i skomplikowany związek. Miłość podszyta nienawiścią i nienawiść prowadząca do miłości. Niczym żona alkoholika pozwalam się poniżać, sobą pomiatać ale…wciąż trwam przy niej!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bo uwielbiam Warszawę! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;style&gt;@font-face {  font-family: "Times New Roman";}p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal { margin: 0cm 0cm 0.0001pt; font-size: 12pt; font-family: "Times New Roman"; }table.MsoNormalTable { font-size: 10pt; font-family: "Times New Roman"; }div.Section1 { page: Section1; }&lt;/style&gt;    &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jest niczym zupa jarzynowa, pomimo tego, że przygotowana z&amp;nbsp;wielu składników pochodzących z&amp;nbsp;różnych grządek i chaotycznie do zupy wrzuconych, smakuje wybornie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I znajomość tych składników pozwala poznać jej unikalny smak. Syci i niedosyca jednocześnie. No i miłości nie odwzajemnia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Przy okazji realizowania trwającego już nazbyt długo projektu, odkrywam w Warszawie to, co dla wielu jej mieszkańców niedostrzegalne i nierozpoznane. Tym samym postanowiłam się&amp;nbsp;podzielić swoimi mini odkryciami, zaprosić na spacer w miejsca zupełnie niespacerowe. I nie będzie to nowy rodzaj urban exploration tylko zwykły spacer.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pisałam już o ulicy Posag 7 Panien, której wizerunek zmienia się z&amp;nbsp;dnia na dzień. Gruzy fabryki znikają bezpowrotnie, buldożery rozpruwają kolejne szkielety budynków a czarny mercedes wyposażony w dwa istenia czuwa nad wszystkim.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tym razem trochę Mokotowa. Okolice &lt;b&gt;Czerniakowskiej i Szwoleżerów&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small; font-weight: normal;"&gt;, gdzie na tyłach wcale pięknych klocków mieszkalnych znajdują się&amp;nbsp;prawdziwe perełki, a może raczej, pozostałe po wydłubaniu perełek, skorupki. Czerniakowska nabrzmiała od historii i kojarząca mi się od zawsze z&amp;nbsp;pensjonatami żeńskimi, żeńskimi gimnazjami i takimże klasztorem. Przedziwny nastrój odczuwalny u zbiegu wspominianych wyżej ulic kompletnie mnie urzekł, podobnie jak mini betonowy labirynt powstały w nieznanym mi celu, zdobione kamienne „donice“ i pozostałości po rzeźbach wciśnięte gdzieś pomiędzy blokowisko oraz absurdalna „własność ambasady Malezji“, dla której znalazlabym co najmniej kilka funkcji bardziej utylitarnych niż epatowanie wybitą szybką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W nieco innej części Mokotowa, bo to chyba wciąż Mokotów (Sielce), zapraszam na krótki spacer ulicą &lt;b&gt;Bandoski&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small; font-weight: normal;"&gt;. Gdzieś pomiędzy Sobieskiego a Puławską mieści się zapomniany zakątek Warszawy, przekornie nazwany tytułem ludowej piosenki. Piosenki o zachodzącym słoneczku i bolących nogach. I słusznie, bo słońce zaszło w tym miejscu jakiś czas temu i wzejść nie planuje. Może ten fakt powinien mnie cieszyć, lubię zapomniane przez deweloperów miejsca. Jeśli ktoś także poszukuje alternatywnego wizerunku „metropolii“, odnajdzie go na wiejsko pachnącej, zapomnianej ulicy. Szereg zrujnowanych, porzuconych domów jednorodzinnych, porośniętych gęstym bluszczem, dzika roślinność, spalone posesje, mini gospodarstwo przydomowe z&amp;nbsp;przeoraną ziemią, kurniki, szopy, tony cegieł i mrugających pustych oknodołów. Kilka skleconych byle jak obiektów ogródkowych, ze dwa pitbulle i dwa drewniane, pilnujące „luksusowej“ posesji, bociany. Prawie jak na wsi a to wszystko w jednej z&amp;nbsp;najdroższych dzielnic Warszawy, gdzie cena za metr kwadratowy ziemi stanowi dla mnie nie lada zagadkę ekonomiczną. Aż dziw bierze, że nikt nielegalnie nie zaanektował tej przestrzeni, która aż prosi się o wprowadzenie odrobiny życia, nawet jeśli podszytego anarchizmem :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small; font-weight: normal;"&gt;Czerniakowska/Szwoleżerów &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRMJjOeJI/AAAAAAAAAB4/6365bymEea8/s1600/czern-labiryncik1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRMJjOeJI/AAAAAAAAAB4/6365bymEea8/s1600/czern-labiryncik1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRSi-PEzI/AAAAAAAAAB8/78Tk_Pj4gmE/s1600/czern-labiryncik2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRSi-PEzI/AAAAAAAAAB8/78Tk_Pj4gmE/s1600/czern-labiryncik2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRW9YJ83I/AAAAAAAAACA/uJL4iFnQXLU/s1600/czern-donice.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRW9YJ83I/AAAAAAAAACA/uJL4iFnQXLU/s1600/czern-donice.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRbbuefSI/AAAAAAAAACE/ORKKm-BojeY/s1600/ambassy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRbbuefSI/AAAAAAAAACE/ORKKm-BojeY/s1600/ambassy.jpg" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Bandoski &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRh6x1eqI/AAAAAAAAACI/InPxaIOo7tA/s1600/bandoski1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRh6x1eqI/AAAAAAAAACI/InPxaIOo7tA/s1600/bandoski1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRkxTAXZI/AAAAAAAAACM/z1AE-tycnGk/s1600/bandoski2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRkxTAXZI/AAAAAAAAACM/z1AE-tycnGk/s1600/bandoski2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRkxTAXZI/AAAAAAAAACM/z1AE-tycnGk/s1600/bandoski2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRnnjvExI/AAAAAAAAACQ/OT1l0etQeBk/s1600/bandoski3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRnnjvExI/AAAAAAAAACQ/OT1l0etQeBk/s1600/bandoski3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRrV6QTbI/AAAAAAAAACU/eLLh4tBOk5s/s1600/bandoski4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRrV6QTbI/AAAAAAAAACU/eLLh4tBOk5s/s1600/bandoski4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9077931591524500272-1645771220676262144?l=everyoneknowsthat.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/feeds/1645771220676262144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/11/w-cyklu-niepopularnie-po-miescie-odcii.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1645771220676262144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9077931591524500272/posts/default/1645771220676262144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://everyoneknowsthat.blogspot.com/2010/11/w-cyklu-niepopularnie-po-miescie-odcii.html' title='W cyklu – NIEPOPULARNIE PO MIEŚCIE. odc.II'/><author><name>everybodyknowsthat</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02633027028751052385</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-Sg3beIc3Jas/TWwWpQ79q1I/AAAAAAAAAHg/3RazGTu2Eso/s220/death.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JTFPaiRmw8A/TOBRMJjOeJI/AAAAAAAAAB4/6365bymEea8/s72-c/czern-labiryncik1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
